Polemika z felietonem „Kwestia zinów”

Indignatio fecit versum, abo respons codziennikarzowi [1]

tunel
ciemno w pociągu
rozmowa się nagle urwała
umilkł prawdziwy komentarz

na białych marginesach
ślad palców i ziemi
znaczony twardym paznokciem
zachwyt i potępienie

Z. Herbert, Podróż do Krakowa

Pamiętamy te lata – tak, to będzie jeden z tych nielicznych wpisów u nas, pod którym jedno z nas podpisze się w imieniu całej redakcji, drugie zaś jako wydawca – kiedy „Nowa Fantastyka” była mekką badaczy fantastyki. To w „Nowej Fantastyce” czytaliśmy artykuły profesorów Smuszkiewicza i Niewiadowskiego o typologiach fantastyki, o dystopiach, o zachodnich koncepcjach badawczych dotyczących fantasy i SF. To w „Nowej Fantastyce” pojawiały się opowiadania, których autorzy zostawali później wybitnymi i szeroko cenionymi pisarzami. Takie to były wyjątkowe czasy.

Nie twierdzimy jednak, że bezpowrotnie one minęły. Można byłoby do nich bezproblemowo powrócić, jeśliby Redakcja nie wstydziła się popularnonaukowych fundamentów pisma, na którym zbudowało ono swą markę, prestiż i ogromną renomę.

Ze smutkiem prognozujemy, że wróci jednak do tych starych, dobrych czasów redakcja „Nowej Fantastyki” – i skojarzonego z nią portalu Fantastyka.pl – nieprędko, jeśli bę­dzie sobie pozwalać na publikowanie takich artykułów (nazwiemy tak ten tekst na razie w geście dobrej woli), jak Kwestia zinów, tekstu całkowicie wyjałowionego z rzetelnej kwerendy i z jakąś nieuzasadnioną a jadowitą rozkoszą ferującego wyroki wyjęte wprost z poetyki paszkwilu, w dodatku niepopartego najniklejszymi nawet dowodami.

Screenshot_5

Zrzut ekranu z portalu Fantastyka.pl – nawiasem mówiąc, dobitnie w proporcji reklam do treści pokazujący, dla jakiej polityki wydawniczej są alternatywą czasopisma non-profit #InnaFantastykaJestMożliwa

W tym miejscu należy się wyjaśnienie: dlaczego wydawca wraz z redaktorem naczelnym kwartalnika popularnonaukowo-artystycznego – jakim jest od co najmniej kilku lat „Creatio Fantastica” – reagują w ogóle na artykuł dotyczący e-zinów? Z bardzo elementarnych powodów. Choć rzadko kiedy, jako badacze, polecamy lekturę Wikipedii, to nawet tam przeczytać można, że od 2014 r. pismo ma ISSN i jest jeno „kontynuacją e-zinu Creatio Fantastica”, założonego przez Emila Strzeszewskiego. Gdyby zatem autor Kwestii zinów pisał u któregokolwiek z nas pracę zaliczeniową lub każdą inną, już by oblał – bo przynajmniej w akapicie poświęconym „Creatio Fantastica” pisze ją nie na temat. Więcej nawet, bo w kuriozalny sposób sam się inkryminuje, zamieszczając niezwykle wyraźny logotyp czasopisma, pod którym jeszcze wyraźniej widnieje ów ISSNowy numer. Mało? Podpowiemy więcej – według dokumentów sądowych datowanych na rok 2015 „Creatio Fantastica” nie ma statusu e-zinu, a czasopisma w tzw. otwartym dostępie. Cóż zwrot ów oznacza? Ano to, że jest to formuła daleka od amatorskiej lub półprofesjonalnej, a gdyby Autor paszkwilu zechciał poczynić dokładniejszą kwerendę, spostrzegłby, że fakt non-profitowego sprofilowania czasopisma nie determinuje i nie definiuje go jako zinu. Więcej jeszcze – gdyby rzeczony Autor skupił się na szczegółach, a nie pogłoskach (o tym dalej), doznałby może olśnienia, które wybawiłoby go od popełnienia niefortunnego lapsusu, jakim jest niesprawdzenie składu redakcji. Gdybyż tylko zacietrzewiony piszący zwrócił łaskawą uwagę na fakt, że wedle definicji zin to twór wydawany niezależnie i nieregularnie, a „Creatio” warunków tych nie spełnia, nie musielibyśmy teraz wyjaśniać, że periodyk posiada wydawcę, Ośrodek Badawczy Facta Ficta. Co więcej, w skład zespołu redakcyjnego wchodzą osoby pracujące w wydawnictwach i na uczelniach wyższych. Szkoda, że Autor paszkw… artykułu nie zawracał sobie głowy spisem osób pracujących na rzecz „Creatio Fantastica”, że nie wspomnimy przez litość o prostej czynności sprawdzenia informacji na temat redaktorów, recenzentów czy ludzi przeprowadzających wielostopniową (o czym wiedzą Autorzy dla nas piszący) korektę. Wciąż mało? Owóż e-ziny nie mają charakteru naukowego, tymczasem…

…redaktor naczelny mógłby wypluć płuca wyjaśniając po raz tysięczny pięćdziesiąty siódmy, że od 2015 r. przygotowujemy się do parametryzacji czasopisma, że drukujemy – oprócz opowiadań, recenzji, wywiadów i publicystyki – także recenzowane artykuły naukowe, że rzeczone artykuły są cytowane w monografiach naukowych (ostatnio – w Monstruarium nowoczesnym Mikołaja Marceli, opublikowanym nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Śląskiego), że wzmiankowane artykuły naukowe recenzują utytułowane osoby ze środowisk naukowych. Ale przekonujemy się oboje wzajemnie (ja, Krzysztof Maj i wydawca, Ksenia Olkusz), czy jest sens, skoro cały poświęcony „Creatio Fantastica” passus artykułu (publicystycznego podobno?) jest niczym nieuargumentowanym, pełnym nieuzasadnionych domysłów i ociekającym resentymentem (czyżbyśmy odrzucili jakiś tekst Autora?) paszkwilem. Jego zacny Twórca opiera się w dużej części na pogłoskach, rzeczach podobno zasłyszanych i powiela je bezrefleksyjnie nie podejmując próby ich weryfikacji, a za to mętnie wspominając o bliżej niezidentyfikowanych osobach, z którymi o czasopiśmie rozmawiał.

I by nie być gołosłownym, zacytujemy ów fragment dotyczący „Creatio” w całości:

Na Zajdla można liczyć (hmmmmmmmm) publikując jeszcze w Creatio Fantastica. Do zeszłego lata można było coś o zinie ustalić (że profil popularnonaukowy, że współpraca z redakcją świetna), lecz jesienią pozmieniali się ludzie odpowiedzialni za pismo i… Hmmm. Numery mają pojawiać się co kwartał i pod jakimś hasłem (np. dystopie, baśnie), jak do tej pory. Ale kontakt podobno słabiutki, a feedbacku żadnego – rozmawiałem z trzema osobami tam publikującymi/mającymi publikować. Lajków 1500, na lubimyczytać niemal nieobecni, a to wszystko mimo kilku lat na rynku. I dużo przy tym piśmie było „hymów” i „chrząków”, bo to faktycznie enigmatycznie przedstawiający się wycinek internetowych publikacji. Ładnie wyglądają z wierzchu, lecz nie da się pobrać numerów na czytniki.

Cóż my tu mamy? Oprócz onomatopeicznych „Hmmmmm”, „hymów” i „chrząków” (merytorycznie bezwartościowych, proszę darować. W dodatku informacje o czasopiśmie znaleźć można tak na FB, jak i stronie oraz stronie wydawcy, Ośrodka Badawczego Facta Ficta) otrzymujemy  mianowicie niezwykle zabawną cezurę – zeszłe lato, lato, zatem, Roku Pańskiego 2015, kiedy to mijała właśnie rocznica objęcia przez obecnego naczelnego i wywołany tu nowy zespół (choć znowuż nie przesadzajmy, bo trzon redakcji pozostał niezmieniony) opieki nad rozwojem czasopisma. Mamy, po wtóre, bardzo intrygujące asocjacje między poszczególnymi wypowiedzeniami, dowodzące tego, nad czym sarka się podczas większości warsztatów kreatywnego pisania. Ludzie mianowicie nie popełniają jakiś okropnych błędów ortograficznych czy składniowych. Po prostu piszą zdania, między którymi nie ma żadnej relacji. Syntaktycznej, logicznej, semantycznej, aksjologicznej – you name it. Przesadzamy? To w takim razie, jaki jest związek między zdaniem: „Numery mają pojawiać się co kwartał i pod jakimś hasłem (np. dystopie, baśnie), jak do tej pory” a następującym po nim „Ale kontakt podobno słabiutki, a feedbacku żadnego – rozmawiałem z trzema osobami tam publikującymi/mającymi publikować”? W naszym  przekonaniu jedyny związek, jaki udaje się tu ustalić, ma charakter prawdziwościowy, to znaczy i w jednym, i w drugim przypadku Autor popisowo (choć delikatnie to ujmiemy) mija się z prawdą. W 2015 roku wydaliśmy cztery numery czasopisma. Uważamy, że spełniliśmy tym samym naczelną cechę pisma kwartalnego, którym jest – zajrzyjmy do źródeł na wszelki wypadek – „pismo periodyczne ukazujące się co kwartał”. Czyli co trzy miesiące. O ile więc w 2015 roku mieliśmy dwanaście miesięcy, „Creatio Fantastica” nolens volens było w tym roku kwartalnikiem. I, co więcej, było nim we wszystkich poprzedzających 2015 latach, gdy redakcję naczelną sprawowała podpisana niżej dr Ksenia Olkusz, a także będzie we wszystkich następnych, gdyż regularna częstotliwość wydawania pisma jest niezbędnym warunkiem przystąpienia do parametryzacji.

Pod „jakimś hasłem” (a profesjonalnie rzecz ujmując: prognozujemy numery tematycznie spójne) też ukazujemy się już od kilku lat i ta tendencja również nieprędko ulegnie zmianie. W tej chwili finalizujemy redakcję numeru steampunkowego, w drodze jest baśniowy – harmonogram (bo tego wymaga wydawca) ustalamy na dwa lata z wyprzedzeniem, żeby skuteczniej zbierać materiały. Jedyne zatem, co można byłoby nam teoretycznie zarzucić, to opóźnienia, które wynikają jednak ze specyfiki pisania, redagowania i – co najważniejsze – recenzowania artykułów naukowych. Specyfiki, która sprawia chociażby, że część redakcji pisma naukowych dotowanych przez Ministerstwo Nauki wciąż pracuje nad numerami za rok 2015. Także w półświatku pism popularnonaukowych i naukowych – nihil to novi sub sole, Mości Codziennikarzu (aluzju poniał?).

Następnie: „Kontakt słabiutki i feedbacku żadnego”? To fantastyczne, że tak generalizujący wniosek można tak bez trudu wyciągnąć już po rozmowie z trzema niezidentyfikowanymi z nazwiska lub choćby pseudonimu osobami. Co oznacza, że jeśli my dwoje i naszych dajmy na to dwóch kumpli umówimy się przy piwie, że „Nowa Fantastyka” zatrudnia byle kogo do pisania tekstów na portalu fantastyka.pl[2], to możemy śmiało i bezkarnie głosić tę tezę, wsparci autorytetem badań statystycznych. Jest tylko jeden, jedyny, malutki haczyk – otóż Autor analizy zinowej nie pofatygował się skontaktować z redakcją „Creatio”, co świadczyłoby o eskapistycznej predylekcji do unikania konfrontacji i niechęci do zbierania argumentów popartych dowodami w postaci odzewu ze strony redakcji lub wydawcy. Pomińmy wszelako litościwie domniemanie stronniczości i zrzućmy ów elementarny brak wiedzy o gromadzeniu danych na niedoświadczenie lub depczące Autorowi po piętach deadline’y.

Twórca artykułu nie orientuje się też dobrze w treściach publikowanych w „Creatio Fantastica”, akcentując głównie działalność o charakterze artystycznym, co jest chybione. Prymarną rolą naszego periodyku nie jest publikowanie tekstów literackich, lecz aktywność krytyczna w zakresie literatury, filmów, seriali, gier, a także publicystyczna i naukowa. Popularyzujemy fantastykę w sposób odmienny od form istniejących na rynku i czynimy to w taki sposób, aby nie dyskredytować osiągnięć innych. Cenimy bowiem rzetelne promowanie zjawisk kultury, stąd nasze zaangażowanie w patronaty nad publikacjami literackimi, naukowymi, wydarzeniami o charakterze popularyzatorskim i badawczym (jak choćby konferencje, co można sprawdzić w naszym portfolio, o ile ma się na to chęć i obiektywne podejście do obranej tematyki).

Co zaś się tyczy aktywności artystycznej, choćby ostatnio przyjęliśmy kilkadziesiąt tekstów do naszej jubileuszowej antologii pod redakcją dr. Adama Podlewskiego, a opowiadania na bieżąco zgłaszane do działu literackiego stale recenzujemy i redagujemy, co nie jest możliwe bez utrzymania ścisłego kontaktu z ich autorami. Choćby dlatego, że bez wsparcia tychże autoryzacja poprawek w tekście jest zadaniem dość trudnym, choć dla Codziennikarzy piszących na zlecenie internetowe zestawienia „10 Things I Have Just Googled and Never Actually Cared to Study” – na pewno nie niemożliwym. Ciekawi nas też czas użyty w inkryminowanym zdaniu „tam publikującymi/mającymi publikować” – w jaki sposób osoba, która dopiero ma zamiar coś na naszych łamach opublikować, może się kompetentnie wypowiedzieć na temat całego procesu recenzenckiego, korektorskiego i redakcyjnego, który trwa zwykle od czterech do nawet sześciu miesięcy?

Kolejna wiekopomna konstatacja to „Lajków 1500, na lubimyczytać niemal nieobecni, a to wszystko mimo kilku lat na rynku”. Niżej podpisany naczelny CF portal Lubimy Czytać poznał dopiero z fanpage’a „Recenzje z Lubimy Czytać”, ponieważ z zasady omijał wszelkie klony Goodreads, natknąwszy się w serwisie-matce na wystarczająco dużo piramidalnych bzdur, by nie mieć złudzeń, że polskiemu potomstwu może powieść się lepiej.  Niemniej, zostawmy na boku osobiste idiosynkrazje (jest ich sporo, a nie chcemy przecież, by w ich morzu utonęła słuszna krytyka codziennikarskiej diatryby), gdyż istotne tu jest zgoła co innego – dlaczego obecność na portalu przyznającym gwiazdki książkom i pozwalającym anonimowym czytelnikom na publikowanie mikrorecenzji, miałaby przesądzać o jakości czasopisma? Nie widzimy też korelacji między liczbą polubień na fanpage’u – która wszak wiąże się nie tylko z upodobaniem czytelników względem publikowanych na naszych łamach opowiadań, ale i recenzji, udostępnianego contentu czy patronatów nad licznymi i kluczowymi w polskim fandomie wydarzeniami – a reprezentacją w Lubimy czytać, jak również naszą obecnością na rynku, nie kilkuletnią bynajmniej, a ponaddziesięcioletnią, czego Codziennikarz z portalu Fantastyka.pl niechybnie by się dowiedział, gdyby kiedykolwiek pokalał swe ręce stosowną (a tak pracochłonną przecież) dziennikarską kwerendą.

Trzeba przyznać, że w zestawieniu z epitetami, których Codziennikarz użył względem innych a ciekawych i zaprzyjaźnionych z nami czasopismienniczych form rynkowych, jak chociażby prężnie rozwijającego się „Magazynu Histeria”, zwrot „enigmatycznie przedstawiający się wycinek internetowych publikacji” prezentuje się nawet względnie znośnie – jednak trąci myszką i to taką, która złapała się już dość dawno w pułapkę. Nie wiemy, mianowicie, co wycinek mogłoby uczynić enigmatycznym – w naszym odczuciu enigmatyczne są najprędzej pisma, za które trzeba zapłacić w kiosku czy sieciówce dwadzieścia złotych, albo kilkanaście w miesięcznym abonamencie, po którego uiszczeniu dopiero może wychynąć jakakolwiek treść zza postawionego jak pole siłowe paywalla. O, takie treści są enigmatyczne – nie znamy ich bowiem, zagadką są dla nas, póki nie wyłuskamy z portfela niezbędnej kwoty. „Creratio Fantastica” ukazuje się od samego początku bezpłatnie i w otwartym dostępie – co ma swoją, nomen omen, cenę, którą jednak płacą nie czytelnicy, a redaktorzy, którzy pracują u nas non-profit i których najzwyczajniej w świecie nie stać na to, by przygotowywać pismo także w wersji .epub czy .mobi. A, jak przyznała Renata Kuryłowicz w ostatnim wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”, „mimo ogromnego sukcesu literatury popularnej, kryminały, horrory, science fiction to nadal pogardzane gatunki. Mają też mniejsze szanse na granty i dotacje” – tak więc to ostatnie, jedyne w naszym przypadku źródło dofinansowania, dzięki któremu moglibyśmy przygotować makietę pisma i wydawać je także w formatach czytnikowych, jest raczej poza naszym zasięgiem. Co nie oznacza, że nie próbujemy zmienić tego stanu rzeczy – ale warto pamiętać o tym, że nawet duży jednorazowy grant nie wystarczy, by pismo wydawać w sposób stały. I w sumiennym rygorze kwartalnym, żeby przypadkiem jakiś Codziennikarz nie nakrył redakcji na bezwstydnych opóźnieniach.

Reasumując, w zasadzie trudno powiedzieć, dlaczego tekst Kwestia zinów w ogóle powstał, jak również zrozumieć powody, dla którego szacowna „Nowa Fantastyka” i stowarzyszony z nią portal w ogóle zdecydowały się firmować go swoim wizerunkiem. O wiele łatwiej nam jednak ustalić dwie rzeczy: po pierwsze, „Creatio Fantastica” nie jest zinem i ambicji zinów nie podziela, co wszelako nie zmieni faktu, że będzie publikować opowiadania. Najlepsze z nadesłanych, a w miarę rozwoju – najlepsze z najlepszych. Po drugie, jeśli w ogóle chcemy coś zmienić w polskiej refleksji nad kulturą i sprawić (a sądzimy, że wszyscy w fandomie po cichu do tego dążymy), żeby pisma o tematyce fantastycznej miały jednak równe szanse na granty i dotacje, a także docierały do możliwie największej liczby czytelników – musimy zacząć od tego, co osobiście wraz z obecnym wydawcą czynimy w „Creatio Fantastica”. Wymienić zespół, wyselekcjonować najlepszych – i upewnić się, by zabrakło w nim „codziennikarzy” konstruujących swoje tezy za pomocą „hymów” i „chrząków”. Chyba że paszkwil ów jest próbą zasygnalizowania zagrożenia przez nieodpłatną, a nierzadko fachowcami obsadzoną konkurencję i stąd ów frontalny a dość niefortunnie błotnisty atak.

Ksenia Olkusz
Wydawca

Krzysztof M. Maj
Redaktor naczelny

[1] Polemika z zestawieniem Kwestia zinów, Fantastyka.pl, online: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842689 [dostęp: 25.03.2015]

[2] W chwili pisania tych słów nie byliśmy świadomi tego, że Portal Fantastyka.pl funkcjonuje na zasadzie tablicy, na której każdy może powiesić swój tekst bez redakcji i korekty (a te mogłaby mylnie sugerować zakładka „Redakcja” w nagłówku i stopce Portalu). Prostujemy jednak ten błąd, choć nie jesteśmy pewni, czy sprostowanie to nie wpływa negatywnie na ocenę postępowania Redakcji Portalu (która nie dość, że pozwala publikować jak leci wszystko, co tylko nie narusza liberalnego Regulaminu Portalu, to jeszcze nie prowadzi, jak nas poinformowano, żadnej korekty czy redakcji publikowanych przez Użytkowników Portalu tekstów). Na wypadek jednak, gdyby ktoś chciał pisać coś na temat Portalu Fantastyka.pl, warto pamiętać o słowach Redaktora Naczelnego Jerzego Rzymowskiego i przeprowadzić solidny research: polega on na wnikliwym przejrzeniu napisanego językiem najlepszych legalistów Regulaminu Portalu, ponieważ nigdzie indziej specyfika funkcjonowania portalu nie jest precyzyjnie wyjaśniona.

Równocześnie zapewniamy, że polemika niniejsza nie jest – jak mógłby to sugerować misreading – adresowana przeciwko Redakcji „Nowej Fantastyki” czy Portalowi Fantastyka.pl. Jest ona, owszem, częściowo skierowana w ogólności przeciwko obniżającym się standardom redaktorskim w polskiej sieci i powodowana nostalgią za czasami, w których trudno było kwestionować wysoką dbałość o jakość i rzetelność publicystyki fantastycznej. Jednak przede wszystkim krytykujemy tu publicystę (alias Użytkownika Portalu), który pod ochroną anonimowości i bez żadnego przygotowania wypowiedział się lekceważąco o ciężkiej dziesiątek ludzi, dzięki którym autorzy trafiający ostatecznie na łamy znanych pism fantastycznych mają już za sobą debiuty i pierwsze doświadczenia w redakcji własnych tekstów. By kuźnia talentów, jaką pragnie być Portal Fantastyka.pl, działała sprawnie, potrzebny jest nie tylko ognisty temperament – ale i solidne kowadło. A nie takie, które ugina się pod presją poklepującej się po plecach społeczności.

No i jeszcze jedno, już z przymrużeniem oka. Jeśli ktoś chce opublikować w sieci coś kontrowersyjnego i przejechać się w niewybrednych słowach po paru nielubianych autorach, tytułach czasopiśmienniczych czy książkach – wiadomo już, gdzie ujdzie mu to płazem!

Reklamy

14 responses to “Polemika z felietonem „Kwestia zinów”

  1. Szkoda, że nie zechcieliście z autorem tamtego artykułu wyjaśnić tej kwestii, tylko wysmażyliście tekst dużo bardziej zjadliwy. No i na pewno nie bardziej uczciwy, biorąc pod uwagę sposób, w jaki prezentujecie, luźny przecież, związek między portalem NF a czasopismem – pomijając fakt, że redakcja czasopisma nie ma nic wspólnego z selekcją felietonów UŻYTKOWNIKÓW.

    Nie sądzicie, że uprzejme podzielenie się swoimi obiekcjami miałoby szansę poskutkować czymś pozytywnym – na przykład dyskusją pod rzeczonym felietonem – a jedyne czym poskutkuje obecna forma to budowanie niepotrzebnej wrogości?

    U mnie taka reakcja budzi głęboki niesmak, chociaż sam nie zgadzałem się z ocenami prezentowanymi we wspomnianym felietonie.

    Pozdrawiam
    Wojtek Wilk – użytkownik portalu NF

    Lubię to

  2. Szkoda, że autor tamtego „artykułu” – wciąż wolę tu cudzysłów – nie zechciał się z nami skontaktować i dopytać choćby o statystyki, którymi tak chętnie szermował w innym przykładzie. Poza tym, kilkakrotnie podkreślaliśmy, że redakcja „Nowej Fantastyki” firmuje portal Fantastyka.pl i nie identyfikowaliśmy jego użytkowników z redakcją – za to identyfikowaliśmy felieton z logiem NFu w nagłówku strony. Logiem, które zobowiązuje do minimalnej chociażby kontroli jakości.

    Nie rozumiem, czemu napisanie polemiki z tekstem ostentacyjnie obraźliwym, hmkającym i pochrząkującym, jest czymś zdrożnym – i na pewno nigdy nie uznam, że wdawanie się w utarczki słowne i polemiki w komentarzach pod tekstem jest czymś słusznym. W CF wielokrotnie zdarzało nam się publikować polemiki i osobiście uważam, że ten gatunek jest bardzo potrzebny, zwłaszcza w czasach, w których złośliwe wytknięcie niekompetentnemu felietoniście niekompetencji jest trudne do zaaprobowania jako możliwa forma reakcji. Fandom naprawdę bardziej cierpi na tym, że oddolnie dezawuuje się ciężką pracę ludzi pracujących non-profit przy czasopismach internetowych – i już Twojej ocenie oddam to, czy (ciche nawet) firmowanie przez NF takich obraźliwych wypowiedzi jest etyczne. Moim zdaniem nie. A prawo do polemiki zastrzegam dla CFu za każdym razem, jak ktoś będzie lekce sobie ważył nasz wizerunek i naszą pracę.

    Również z pozdrowieniami,
    Krzysztof M. Maj – redaktor naczelny CF

    Lubię to

  3. Na tamtej stronie obok innych, niezłych, pojawiają się opowiadania osób, które stawiają spację przed przecinkiem. To też niby firmuje logiem Nowa Fantastyka. A Ci ludzie dowiadują się tam, co robią źle. I myślę, że taka przestrzeń jest bardzo potrzebna, bo zwiększa świadomość tych, którzy tego potrzebują najbardziej.

    Co do polemiki – to istotnie ważny gatunek, dla mnie jednak źle dobraliście kaliber. Nie chodziło mi o utarczki w komentarzach, tylko o przedstawienie tam podobnego – moim zdaniem nic by nie straciło merytorycznie, gdyby był mniej złośliwe – stanowiska. Jeśli każde z wspomnianych przedsięwzięć wyda polemikę, to będziemy mieli x polemik, do których większość osób, które zaznajomiły się z opinią autora, nawet nie dotrze. Za to przeczytają je stali odbiorcy, którzy z kolei nie widzieli felietonu. Nie wiem, czy na pewno lepiej to służy demontowaniu nieścisłości.
    Ciężko mi sobie wyobrazić życiową sytuacją, w której porozumiewanie się przez wydawanie oświadczeń i pokazywanie urażonej dumy skuteczniej pozwala rozwiązać jakiś problem, niż załatwienie tego na mniejszym dystansie.

    Sążnista polemika wygląda dla mnie, jakbyście chcieli pokazać jakiemuś chłopakowi, który przedstawił subiektywny przegląd, ile bardziej profesjonalni jesteście od niego. No i to przecież fakt, a i lista aktywności CF robi wrażenie. Ale zjadliwość zrobiła na mnie niedobre wrażenie i osłabiła odczucie profesjonalizmu, niepotrzebnie wyrównując poziomy tekstów. Właśnie tę ostatnią myśl chciałem zasygnalizować i dlatego zdecydowałem się na dodanie komentarzy.

    Pozdrawiam
    Wojtek Wilk

    Lubię to

  4. Wojtku, odniosę się tylko do rzekomo złośliwego tonu, na który pozwolili sobie redaktorzy CF. Zauważ, źe tekst z którym polemizują zaczyna się od określenia e – zinów jako „tworów” które były pobierane tylko po to aby „zaśmiecać” pulpit. Wobec tak pogardliwego języka, jakiego uźył autor „artykułu” powinniśmy pogaratulować Kseni Olkusz anielskiej cierpliwości i łagodności z którą pisała polemikę.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Naprawdę nie chcę bronić autora tamtego tekstu. Ale dla mnie reakcja, chociaż oczywiście nie przekracza granic kultury, wcale nie wgląda na odpowiedź osób o anielskiej cierpliwości.

    Mnie osobiście dotyczy i przeszkadza liczba szpilek skierowanych w stronę portalu – nie samego autora – która sprawia, że pokłutych będzie więcej i jeśli się wykażą równie anielską cierpliwością, to niewątpliwie przybędzie w internecie wzajemnie niechętnych, niepotrzebnych komentarzy. Nie wiem komu w zasadzie miałoby to służyć.

    Mam na myśli na przykład – to już na samej NF – podśmiechiwanie ze strony internetowej – którą napisali sobie sami użytkownicy (wbrew sugestiom, wydawca NF nie przekazał na to żadnych pieniędzy). Wolontariusze programiści to jedna grupa, która dostała rykoszetem. Mierzi też to popisywanie się wyższością nad „pisarzami-amatorami”, nie wiem jak lepiej określić społeczność na NF.pl. Mogę od razu wyjaśnić – nie, nikt im nie sprawdza, nie redaguje i nie akceptuje tekstów. Muszą się uczyć właśnie na komentarzach, które dostają pod tym, co tam urodzą.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Bez przesady, tych szpilek wobec portalu była cała jedna, faktycznie, niepotrzebna. Nie zmienia to faktu, że artykuł…. przepraszam, „artykuł” z którym polemizuje CF to stek fatalnych bredni. Z wyjątkiem pierwszego akapitu polemika koncentruje się na obnaźaniu tych bzdur.

    Lubię to

  7. Przeczytałem oba teksty (oraz komentarze zawarte pod tekstami) i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego P. dr. Ksenia Olkusz zadała sobie trud polemizować z takim, a nie innym tekstem.
    Jaki sens ma polemika z tekstem, który ma w tym momencie 48 odwiedzin? W miejscu, gdzie każdy może opublikować podobnego typu tekst?
    Nie szkoda czasu Pani na polemizowanie z treścią, która za wyznacznik jakości bierze „lajki” i „feedback” oraz wymienia Fahrenheit jako najstarszy fanzin.
    Chyba, że chodzi o zbrojną konfrontację CF vs NF, w takim razie przepraszam.
    Chyba, że polska fantastyka jest już w tak głębokiej niszy, że cyfra odwiedzin oscylująca wokół 50 to sprawa warta komentarza redaktorki CF?
    Chyba, że… ?

    Nisza jaka powstała po upadku Czasu Fantastyki (lub szukanie nowych, lepszych dróg dystrybucji przez kwartalnik przy pomocy NCK [a co za tym idzie, że pismo stało się niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba]) sprawiła, że zacząłem szukać podobnych treści w internecie. CF czytywałem (trafniejsze, niż czytałem) jeszcze chyba za czasów Emila Strzeszewskiego, jednak w ostatnim roku zdarzyło mi się je czytać od deski do deski.
    Nową Fantastykę od deski do deski pewnie przeczytałem ostatni raz pewnie w tamtym tysiącleciu, potem przerzuciłem się na publicystykę oferowaną przez Czas Fantastyki.
    Na Publicystykę Fantastyki (online) nie zaglądam od momentu, kiedy nepotyzm wziął górę nad rozsądkiem i zdarzyło się, że tekst znikał, z tejże „Publicystyki”.

    Mam jeszcze pewnie kilka innych dobrych źródeł pozyskiwania treści w internecie (jak chociażby wiekowa Esensja), jednak dzięki numerom tematycznym (Transhumanizm, Utopie i Dystopie) Creatio Fantastica jest obecnie w moim subiektywnym mniemaniu kwartalnikiem, na który warto czekać.
    Pełnym uniedogodnień jak chociażby wersja referencyjna, brak informacji na stronie głównej gdzie zdobyć przyjaźniejszą wersję itp. itd.

    I jeszcze o fanzinie.
    Etykieta „fanzin” miała i może wydźwięk pejoratywny na przełomie lat 80′ – 90′ w tzw. trzecim obiegu – pamiętam bo niewielką cegiełkę dołożyłem. Choć publikacje tego typu wpisane były w ramy pozytywnego nurtu hard core to i tak ciążył nad nim punkowy nihilizm.
    Czy dziś wydawanie fanzine to coś gorszego?
    Tak niewątpliwie jest, jest to jednak kwestia treści wylewających się z monitora liczonych „lajkami”, „feedbackami” itp. Odnalezienie wartościowych treści w internecie nie od dziś jest problemem, a pewnie od momentu kiedy Lem stwierdził: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Jakoś jednak „dajemy radę” i rozumiemy co p.Krzysztof Maj ma na myśli pisząc “predylekcja” i “eskapizm” w jednym zdaniu.
    Co nie oznacza, że preparując treści dla dzisiejszych internautów zadaję sobie tyle samo trudu co lat temu piętnaście pisząc do dwumiesięcznika „Portal”. To temat zupełnie na inną dyskusję, jednak podziwiam donkichotowskie zapędy p. Krzysztofa piszącego „W ten sposób wszyscy się rozwiniemy :D” . [dygresja – ” “Ugh”? Ludzie, co Wy tu macie z tymi onomatopejami? 😀 ” – czepianie się „Ughów” w zestawieniu z emotikonami w dzisiejszych czasach wypada słabo :)]

    Jednoznaczne stwierdzenie co jest zinem, co nie, nie od dziś nastręcza masę trudności (przypomnę że QQRYQ z powodu zbyt dużego nakładu końcem lat 90 stało się zarejestrowanym czasopismem).
    Czy ma to jakiekolwiek znaczenie?
    Nie sądzę.
    Creatio Fantastica broni się samo i wspomniane QQRYQ również broniło się zawartością (chociaż tematyka pism to skrajne bieguny).

    Reasumując.
    Preparujcie publicystykę taką jak dotychczas, niekoniecznie jednak w odniesieniu do tego typu tekstów.
    Pozdrawiam.

    Lubię to

  8. Oddycham z ulgą, widząc rzeczowy komentarz – ustosunkuję się tylko co do jednego, mianowicie sensowności publikowania takiej polemiki. Uważam, że ma ona duży sens – także dydaktyczny, bo zdecydowanie za rzadko dyskutujemy w środowisku na ważne tematy i za bardzo zasklepiamy się w rozmaitych niszach, czego dowodem jest to, że jednym tekście zdołano urazić kilkadziesiąt naprawdę ciężko pracujących pasjonatów, fanów, badaczy i autorów, współpracujących przecież nie tylko z CF, ale i z tak dobrze znanymi (i cenionymi!) w środowisku tytułami, jak chociażby „Esensja”, czy też chwalony przez wielu, choć przecież bardzo młody, „Magazyn Histeria”. Prawdziwym jądrem polemiki jest tu więc walka ze wzgardliwością i nonszalancją, z ludźmi piszącymi, że należałoby opodatkować serwery pism, które nie udostępniają swej wersji na czytniki (jak my czy wspomniana „Esensja”), a nie zarzucany nam zupełnie niepotrzebnie atak na „Nową Fantastykę” czy portal Fantastyka.pl. Tak więc, domykając wątek, nie jest dla mnie istotna liczba odwiedzin, jaką zebrał inkryminowany tekst – podobnie jak nie jest istotne, ile pobrań ma jakieś czasopismo lub ile zbiera polubień w serwisach społecznościowych. Istotne jest natomiast to, by walczyć z pogardą napędzaną neoliberalnym myśleniem o automatycznej przekładalności lajków, pobrań czy wyświetleń na jakość czasopisma czy pozytywny odbiór ze strony publikujących na jego łamach autorów. A to właśnie się stało w tekście, z którym polemizowaliśmy – i polemizowalibyśmy równie ogniście, gdyby ukazał się na łamach „Rzeczpospolitej”. Gdybyśmy chcieli samej tylko konfrontacji z autorem, nie rozbieralibyśmy jego tekstu na czynniki pierwsze, żeby – jak wskazał Paweł Bukowiec – pokazać tkwiące w nim absurdy, a niekiedy po prostu małostkowe i trącące resentymentem pomówienia.

    KMM

    Lubię to

  9. Przeczytałem obydwa teksty. Od czego zacząć?

    Nowa Fantastyka to taki ogród, w którym przesiadują znajomi sobie ludzie. Ostatnimi czasy autorzy zachęcani są do pisania publicystyki, gdyż dział ten zdążył umrzeć. Być może nie sprzyja to stronie merytorycznej tekstów – w końcu, można by powiedzieć, powstają one „na zamówienie”, w dużym uproszczeniu. Na forum, które skupia pasjonatów pisania, nie profesjonalistów, redaktorów, dziennikarzy i innych ludzi z branży, nie oczekuje się jakości i researchu na poziomie właściwiej Fantastyki czy Waszego CF. Oczywiście, im wyższa jakość, tym większe uznanie ze strony czytelników, czasem nagroda w postaci „biblioteki” czy „piórka”. Te dwie ostatnie tyczą się jednak w głównej mierze prozy – publicystyka to coś, pod czym można podyskutować lub coś, co można zupełnie popularnonaukowo poczytać. I właśnie w takim celu powstał wątek Kwestia Zinów.

    Dzięki niemu, czego autor polemiki nie bierze pod uwagę, wiem w ogóle, że CF i kilka pokrewnych portali, gazet istnieje. Nie twierdzę, że użytkownik Sirin zbadał sprawę rzetelnie, nie wierzę też, że taki miał cel – pod wątkiem mieli wypowiedzieć się inni, wymienić doświadczeniami. Jeśli On tak Was widzi, takie rzeczy o Was słyszał – cóż, może pora coś z tym zrobić? Rozumiem, że polemika służy w pewnym stopniu naprostowaniu faktów. Nie wiem jednak, czy jej autor zdaje sobie sprawę, że czytelnicy NF to normalni, rozgarnięci ludzie, którzy nie łykają wszystkiego, co im się na talerzu podaje. Nasuwa się pytanie, czy warto wojować? Może jestem naiwny i to właśnie wojowanie jest drogą do sukcesu – reklama pewna. Jak jednak zostaniecie odebrani?

    Rozumiem, że możecie czuć się dotknięci. W porządku. Dlatego zamiast napisać do konkretnego użytkownika lub wyrazić opinię pod wątkiem, jak ktoś napisał, wtykacie szpilki w cały portal i jego bywalców, którzy nie mają na to żadnego wpływu i jedyne do czego to prowadzi, to do wzajemnej wrogości. Czy to nie dziecinne?

    Lubię to

  10. Jeśli „Nowa Fantastyka” (to NF w końcu czy portal Fantastyka.pl, bo się w końcu pogubiłem) jest ogrodem, to raczej o rozwidlających się ścieżkach. Twojej interpretacji pozostawiam już, kto poszedł którą ścieżką i dlaczego.

    Napisalibyśmy do konkretnego użytkownika, gdyby to była prywatna wypowiedź na forum, a nie publicystyka – i to jest już nie nasz problem, że Fantastyka.pl puszcza takie teksty bez moderacji i bez disclaimera wyjaśniającego ich charakter (że to niby ma być warsztat dla młodych publicystów i twórców – cóż z tego, że warsztat, którego pokłosiem są inwektywy kierowane względem dziesiątków trzysta razy bardziej zasłużonych dla oddolnej promocji fantastyki w Polsce ludzi). I nowomowne nazywanie normalnego tekstu publicystycznego „wątkiem” rzeczywistości nie zmieni. Tekst ma tytuł, jest podpisany aninimowym nickiem i wisi pod logiem „Nowej Fantastyki” – które nie tkwi w symbolicznej pustce, wielu ludzi kojarzy je automatycznie z wysoką jakością i traktuje jak wyrocznię, niejednokrotnie również nie wnikając w subtelną historię publikacji tekstu czy kompetencje jego autora.

    Czy warto walczyć? Oczywiście, za każdym razem, kiedy widzi się w sieci kolejny przejaw bezmyślnej pogardy, która chowa się za fasadą nieoficjalnych kanałów dystrybucji i publikacji.

    KMM

    Lubię to

  11. Wysmażyliście sążnistą polemikę, dłuższą niż niejeden artykuł w „Nowej Fantastyce”, przetoczyliście się po redakcji „NF”, wylaliście na miesięcznik kubeł pomyj i jeszcze podkreślacie z dumą, że pod tym wszystkim podpisał się Wasz wydawca i cała redakcja. Na swój sposób jest to imponujące przedsięwzięcie, które potwierdza Waszą tezę o znaczeniu solidnego researchu. Ale chyba nie tak, jak to sobie zamierzyliście.

    Wystarczyłoby bowiem kilka chwil dokładniejszego sprawdzenia z Waszej strony, choćby przejrzenie regulaminu, aby przekonać się, jak funkcjonuje strona fantastyka.pl. Użytkownicy – zwykli ludzie, których od reszty świata różni to, że zarejestrowali się na stronie – wrzucają tam swoje teksty: artykuły, felietony, recenzje, opowiadania i tym podobne. Jedne są mądre, drugie – głupie; jedne ciekawe, inne – nudne; jedne starannie przemyślane, inne – pisane po łebkach. Ludzie piszą, komentują swoje teksty, dyskutują, uczą się od siebie nawzajem, poznają oczekiwania czytelników, etc. Redakcja nie omawia każdego tekstu z osobna. Jeżeli trafi się wśród użytkowników ktoś naprawdę zdolny i umiejący pisać, zostaje zaproszony na łamy „Nowej Fantastyki”. W marcowym numerze pisma wszyscy autorzy polskich opowiadań i trzech autorów artykułów to ludzie odkryci na fantastyka.pl. Ta strona pełni rolę po trosze warsztatu, kuźni talentów, forum dyskusyjnego, etc. Jeśli ktoś myli całokształt jej zawartości z treściami redakcyjnymi, to po prostu nie przeprowadził starannego researchu. Co zresztą kilka osób Wam już chyba wytknęło.

    Wasz tekst na Creatio Fantastica można porównać do sytuacji, w której Rembrandt zobaczyłby swój portret namalowany przez czterolatka, po czym zrobił awanturę gospodarzom domu, w którym dzieciak mieszka – że na tym obrazie nie jest podobny do siebie, bohomaz mu uwłacza, a ich kamienica schodzi na psy, skoro trzymają u siebie tak nędznych malarzy. Tak, jak czterolatek nie jest malarzem ani reprezentantem właścicieli kamienicy, tak autor „Kwestii zinów” nie jest dziennikarzem, czy reprezentantem redakcji. Jest jednym z setek użytkowników, którzy każdego dnia próbują swoich sił na fantastyka.pl. Wytoczyliście armaty na komara, ostrzelaliście ściany kamienicy – a wszystko to było zupełnie chybione. Dlatego byłbym wdzięczny, gdybyście usunęli ze swojego serwisu tę polemikę albo przynajmniej uwolnili ją od rażących błędów merytorycznych, które szkalują „Nową Fantastykę” i jej redakcję. Nie jesteście przecież niechlujnymi codziennikarzami, prawda?

    Jedyne nasze przeoczenie, jakie dostrzegam – jako właścicieli kamienicy, w której mieszka ten pechowy czterolatek – polega na tym, że może nie dość wyraźnie podkreśliliśmy taki, a nie inny charakter strony fantastyka.pl i zamieszczanych tam tekstów. Ale cóż, od początku istnienia, to chyba pierwszy raz, kiedy ktoś tak opacznie zrozumiał jej założenia. Trzeba będzie gdzieś umieścić wyraźne disclaimery.

    Pozdrawiam!

    Lubię to

  12. Bardzo dziękuję za komentarz, cieszę się, że wreszcie dotarliśmy do ludzi władnych podejmować jakieś decyzje zmieniające sposób funkcjonowania portalu (czyli jednak – istnieje związek między redakcją NF i Fantastyką.pl? bo słyszałem już legion wersji wydarzeń, a link do redakcji jest nieaktywny, co utrudnia przeprowadzanie researchu na Wasz temat).

    Bardzo podoba mi się metafora kamienicy, różnimy się jednak w jej interpretacji. Ja tu widzę grafficiarza, który zasprejował Wam mur i nasmarował oszczerstwa, chroniąc się pod Waszym szyldem. Wedle polskiego prawa napisy z muru usuwają jego właściciele – i oni, nolens volens, za nie odpowiadają. Oczywiście nigdy nie wskazaliśmy, że takie opinie są identyczne z opiniami „NF”, ale wnosząc po reakcjach na nasz tekst, dowodzących, że przeważająca większość ludzi ma problemy z rozumieniem związków logicznych między wypowiedzeniami, drżę, że dużo osób może nie do końca tak interpretować ten „całkowicie niezależny od redakcji wpis użytkownika portalu, chcącego podreperować swój warsztat przez bezkarne opluwanie innych”. Przy okazji: najwyraźniej nie działa również, tak jak powinien, ten system kuźni talentów – gdyby nie fakt, że przeważająca większość komentarzy pod tekstem poprzedzających mój własny wpisywała się w poetykę natrząsania się z zinów i niezależnych czasopism, a mało kto wytykał autorowi to, co my i powiększająca się grupa osób, nigdy bym się nie włączył do dyskusji.

    Po wtóre, fragmenty naszego tekstu dotyczące redakcji „NF” i portalu Fantastyka.pl wpisują się w formułę uzasadnionej i – co najważniejsze i różniącej nas od publicystyki, którą, znów nolens volens, firmujecie – krytyki. Reklamy przeważają nad treścią? Owszem. Nie lubię reklam, zwłaszcza nachalnych i mam prawo do ich krytyki w sytuacji, gdy porównanie z przykładową stroną „Esensji” prowadzi do wniosku, że inna fantastyka zaiste jest możliwa. Zerwaliście z korzeniami popularnonaukowymi „NF”? Owszem i w środowisku naukowym wiele razy słyszę takie głosy. Sam osobiście cytuję właśnie w tekście „NF” z lat dziewięćdziesiątych – i chciałbym móc cytować także „NF” z lat dwutysięcznych. Pozwalacie na to, żeby pod Waszym logo ukazały się nieredagowane, niesprawdzone i oszczercze teksty publicystyczne? Pozwalacie. A póki wciąż, jak klikam na link „Redakcja” w portalu Fantastyka.pl, widzę Error 404, to naprawdę trudno ode mnie oczekiwać, bym nie domniemywał, że skoro sam redaktor naczelny „Nowej Fantastyki” fatyguje się z komentarzem na fanpejdż malutkiego czasopisma non-profit, to jednak związek, o którym pisaliśmy, między obydwoma mediami istnieje.

    Co do usuwania tekstu jeszcze: to istny tupet to zasugerować w sytuacji, w której to od Fantastyki.pl przynajmniej kilka mediów ma uzasadnione – w tym i Waszym regulaminem – prawo domagać się usunięcia oszczerczego tekstu, a przynajmniej przeproszenia, choćby i pro forma i ze względu na długą tradycję NF, wszystkich, którzy poczuli się urażeni.

    Wreszcie: naprawdę 3 strony A4 to więcej, niż obecna średnia objętość artykułu w „Nowej Fantastyce”?

    KMM

    Lubię to

  13. Problem wydaje się być prozaiczny, acz nie zrozumiały dla obydwu stron.

    JeRzy (NF) ma zupełną rację odnośnie czterolatka i kamienicy (choć to 24 latek jak wynika z opisu i dział publicystyczny). Publicystyka NF to miejsce niczym platforma blogowa, na którym kto chce, jak chce, wrzuca/pisze co chce i ew. służy odkrywaniu nowych talentów ze strony redakcji. Tak przynajmniej ja postrzegam to miejsce – może błędnie.

    Fakt, że nie pojawiają się tam naprawdę puste teksty, może jedynie świadczyć o tym, że społeczność zgromadzona tam jest w miarę rezolutna i teksty nie są na najniższym poziomie.
    A że generuje publicystykę na niższym poziomie od Creatio Fantastica, Czasu Fantastyki czy czegokolwiek innego to grzech?
    Każdy z nas zaczynał, ja np. pod auspicjami JeRzego coś napisałem na łamy śp. MiM. Czasy były inne i zupełnie inny research robiłem wtedy – przeczytałem kilka albo i kilkanaście książek, aby napisać artykuł. Dziś może skłonny byłbym posługiwać się „lajkami” i „feedbackiem” ? Ot, specyfika czasów. Zupełnie inaczej zabrałbym się za pisanie tekstu na łamy pisma, a inaczej na łamy publicystyki NF.

    O ile disclaimery mogą być przydatne (o których wspomina JeRzy na końcu), to jest to droga do końca. Potem pojawią się regulaminy i rzesza moderatorów, która będzie usuwała niewygodne treści. Tego typu działania skutecznie wyniszczyły społeczność np. Poltera i pewnie nie tylko. Nepotyzm bierze zawsze górę, czego doświadczyłem nawet na łamach Publicystyki NF.

    Z kolei Creatio Fantastica skrzętnie wykorzystała okazję polemiki z tekstem, do krytyki NF jako całości wraz z przyległościami. Broniąc swojego imienia.
    Czy to źle?
    Nie sądzę, zwłaszcza w czasach kiedy krytyki szukamy z świecą, bo zazwyczaj utożsamiana jest z hejtem.

    PS. Domaganie się usunięcia krytyki w dodatku zamieszczonej na łamach CF (ze strony JeRzego) jest w sumie tak samo śmieszne jak domaganie się przeprosin od NF za wpis Sirina.
    Brak dystansu zdaje się być przypadłością wszystkich fantastów.

    Zupełnie trafnie ktoś określił to w komentarzach Fantastyki: „Burza w szklance wody”.
    W tym momencie wystarczyłoby sprokurować dwa wpisy „Hejt CF na NF” w różnych miejscach sieci i było by gorąco i płomiennie w całej fantastyce polskiej, skoro dziś „Kwestia Zinów” ma już 60 odwiedzin… – nie wierzę że to prawda.

    Polubione przez 1 osoba

  14. Może więc to dobry moment, żeby redakcja internetowej odsłony NF zastanowiła się nad tym jak wpływa na jej wizerunek fakt, że nie kontroluje w niemal żaden sposób tego, co swoim logo firmuje?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s