Dominika Staszenko – Lovecraft w japońskim wydaniu

Recenzja mangi: Tanabe Gou, H.P. Lovecraft. Ogar i inne opowiadania, przekł. Paulina Ślusarczyk-Bryła, Warszawa: Wydawnictwo Studio JG, 2015, ISBN: 978-83-80010-89-5, ss. 174.

Twórczość Howarda Phillipsa Lovecrafta jest tak intrygująca, niepokojąca i wieloznaczna, że od wielu dekad inspiruje pisarzy, reżyserów i artystów z całego świata. Dzięki temu nawiązania oraz odniesienia do najsłynniejszych dzieł Samotnika z Providence można odnaleźć we wszystkich mediach, co sprawia, iż odbiorcy mają szansę spojrzeć na znane historie z nowej perspektywy, a także przekonać się jak funkcjonują dzięki różnym środkom wyrazu. Nie dziwi więc fakt, że opowiadania Lovecrafta publikowane są także w postaci komiksów, wśród których na szczególną uwagę zasługuje dzieło Tanabe Gou, wydane w Polsce przez Studio JG. Przyznam, że początkowo byłam zaskoczona doborem utworów, stanowiących dla japońskiego artysty podstawę do stworzenia tego tomu, ponieważ mangaka sięgnął po nieco mniej popularne historie takie jak tytułowy Ogar, Świątynia oraz Zapomniane miasto. Nie ukrywam, że przez moment poczułam rozczarowanie faktem, iż nie znajdę tu swoich ulubionych opowieści, które uważam za najbardziej mroczne i przerażające, ale postanowiłam dać autorowi szansę.

Szybko okazało się, że podjęłam dobrą decyzję, ponieważ wspomniane tytuły doskonale prezentują się w komiksowej formie. We wszystkich historiach narracja i dialogi zostały ograniczone do minimum, ustępując szczegółowym i pełnym pasji rysunkom, udowadniającym, że obraz również może wywoływać nastrój grozy. Uważam ten zabieg za trafny, ponieważ koncentracja na stronie wizualnej pozwoliła na podkreślenie upiornego wydźwięku wielu scen. Nie da się jednak ukryć, że czytelnicy niezaznajomieni z twórczością Lovecrafta mogą poczuć się zagubieni, gdy sięgną po mangę, dlatego Ogar i inne opowiadania to dzieło przeznaczone dla fanów, którzy doskonale orientują się w wątkach zawartych w każdym z trzech utworów. Zwłaszcza Świątynia jawi się jako historia nieco chaotyczna, mimo że wyraźnie widać starania Tanabe Gou, by opowieść o dowódcy niemieckiego okrętu, próbującego zapanować nad szaleństwem ogarniającym jego załogę, przedstawić w sposób możliwe zrozumiały. Mam wrażenie, że autorowi nie do końca się ta sztuka udała, ponieważ pewne elementy wprowadził za wcześnie, przez co część zwrotów akcji nie wybrzmiewa równie mocno, co w tekście Lovecrafta.

Na szczęście ten drobny mankament wynagradzają świetne rysunki, na czele z licznymi zbliżeniami twarzy postaci, na których artyście udało się odmalować całe spektrum emocji. Odbiorca doskonale widzi, jak początkowe opanowanie Karla Heinricha ustępuje miejsca niedowierzaniu połączonemu ze złością, a nawet pogardą dla załogi, by na koniec przerodzić się w niezrozumienie, dezorientację i początki szaleństwa nakazujące mężczyźnie podejmować nieracjonalne, niebezpieczne działania. Podobały mi się także kadry ukazujące przestrzeń otaczającą okręt – najpierw wszechobecną ciemność i pustkę, a potem tajemnicze światło i piękną, choć przerażającą, majestatyczną świątynię. Jeszcze większy zachwyt wzbudziła we mnie adaptacja drugiego opowiadania. W tytułowym Ogarze mangaka popisał się talentem w kreowaniu atmosfery zagrożenia rodem z gotyckich powieści grozy. Kiedy czytałam utwór Lovecrafta wyobrażałam sobie opisane wydarzenia niemal tak, jak przedstawił je japoński twórca. Ogromna posiadłość zamieszkana jedynie przez dwóch mężczyzn skrywających przed światem swoje makabryczne zainteresowania, jawiła mi się jako zaniedbana budowla, w której stopniowo zaczyna dochodzić do niewytłumaczalnych zdarzeń. I właśnie tak odmalował ją Gou, a cała historia została w zasadzie opowiedziana za pomocą sugestywnych obrazów. W tym utworze pojawia się jeszcze mniej narracji, ale słowa nie są potrzebne, gdy artysta jest w stanie oddać gęstniejącą, koszmarną aurę otaczającą bohaterów przy pomocy żywej, szczegółowej kreski. Gasnący nagle płomień świecy, dziwne odgłosy na korytarzach, złowróżbne chichoty w pustych pokojach – wszystko to zostało świetnie zilustrowane, dzięki czemu nie miałam najmniejszego problemu z przeniesieniem się do lovecraftowskiej rzeczywistości.

Przypadkowy, jak wydawałoby się z  początku, dobór opowiadań do adaptacji nabiera sensu i znaczenia  w  momencie kontaktu z  trzecią historią. Zapomniane miasto niemal pod każdym względem różni się od dwóch wcześniejszych rozdziałów, dając tym samym pole do popisu mangace. Bohaterem jest samotny wędrowiec, który dociera do prastarego miasta położonego w samym sercu pustyni. Miejscowi przekazują sobie straszliwe legendy związane z  osadą zbudowaną rzekomo przez istoty z  innego świata. Również  tym razem autor komiksu dobrze nakreślił gęstniejącą wokół protagonisty atmosferę grozy i zbliżające się niebezpieczeństwo. Dynamiczna kreska świetnie oddaje niespokojny charakter pustyni, a kadry ukazujące ciasne, opuszczone od tysiącleci wnętrza i osobliwe malowidła na ścianach potęgują wrażenie nadciągającej katastrofy.

Jestem usatysfakcjonowana dziełem Tanabe Gou. Autor ma bogatą wyobraźnię i ciekawy styl sprawiający, że jego adaptacje bynajmniej nie są odtwórczą pracą. Uważny odbiorca z pewnością spostrzeże, że zaprezentowanew tej publikacji opowieści pod pewnymi względami różnią się od oryginałów. Japoński twórca nie boi się własnej wizji i konsekwentnie kreuje historie za pomocą przerażających, szczegółowych, bardzo intrygujących obrazów. Jak sam zapowiedział, ten tom nie jest ostatnim poświęconym twórczości Lovecrafta, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne mangi pełne sugestywnych rysunków i oszczędnej narracji.

Dominika Staszenko

Dominika Staszenko, Lovecraft w japońskim wydaniu, „Creatio Fantastica” 2016, nr 3-4 (54-55).

Reklamy