Marcin Chudoba – Origin pospolity

Recenzja komiksu: J. Michael Straczynski, Samm Barnes, Brandon Peterson, Doktor Strange: początki i zakończenia [Strange: Beginnings & Endings], przekład Marek Starosta, Warszawa: Egmont Polska, 2016, ISBN: 978-83-281-1843-0 , ss. 144.

Doktor Stephen Strange, stworzony przez Stana Lee i Steva Ditko pojawił się po raz pierwszy w sto dziesiątym numerze „Strange Tales” z 1963 roku. Wraz z publikacją kolejnych komiksów z jego przygodami pozycja Strange’a w fikcyjnym uniwersum Marvel Comics umacniała się. Nasz bohater ze zwykłego adepta sztuk tajemnych stał się Sorcerer Supreme – najpotężniejszym magiem na Ziemi, odpowiedzialnym za ochronę wszechświata przed istotami posługującymi się mistycznymi mocami. Pomimo to postać Doktora Strange’a jest w Polsce słabo znana. Stephen pojawiał się gościnnie w różnych tytułach publikowanych na naszym rynku, np. Świcie Synów Nocy, wydanym w ramach dziewiątego numeru serii „Mega Marvel” z 1995 roku, czy w The Avengers Disassembled z 2010 roku. Jednak komiksy poświęcone wyłącznie jemu ukazały się w Polsce dopiero w 2015 roku. Były to: Doktor Strange: przysięga oraz Doktor Strange: Bezimienna Kraina poza czasem. Ze względu na fakt, iż w październiku 2016 roku na ekrany kin trafiła filmowa adaptacja przygód Stephen’a, wydawnictwo Egmont Polska postanowiło opublikować komiks Doktor Strange: początki i zakończenia, inicjując tym samym serię „Klasyków Marvela”. Należy nadmienić, iż jego akcja rozgrywa się w alternatywnym świecie, zupełnie niezwiązanym z głównym komiksowym uniwersum Marvela.

Stephen Strange jest genialnym, rozchwytywanym, bogatym i aroganckim lekarzem, dla którego liczą się jedynie pacjenci gotowi zapłacić ogromne sumy za zabiegi z zakresu chirurgii plastycznej. Jednak owa sielanka nie trwa długo. Pewnej nocy podczas jazdy na nartach po górskich zboczach Stephen ulega wypadkowi, w wyniku którego traci władzę w dłoniach. Załamany Strange za wszelką cenę stara się odzyskać sprawność, lecz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż nie ma dla niego ratunku. Zupełnie niespodziewanie okazuje się, że istnieje pewna osoba, która prawdopodobnie będzie w stanie mu pomóc. Jest nią Wong – mężczyzna, którego Strange poznał wiele lat temu podczas programu wymiany medycznej. Zdeterminowany Stephen wyrusza do Tybetu nie wiedząc, iż niebawem wypełni się jego przeznaczenie.

Doktor Strange: początki i zakończenia jest współczesną wariacją na temat originu tytułowego bohatera. w trakcie prac nad scenariuszem recenzowanego komiksu J. Michael Straczynski oraz Samm Barnes wykorzystali stare, powszechnie znane elementy z historii Doktora Stange’a i poddali je modyfikacjom, tworząc kolejną pospolitą opowieść o początkach mocarnego superbohatera. Wraz z rozwojem fabuły czytelnik śledzi losy Stephena Strange’a – studenta medycyny o idealistycznym podejściu do świata, który pragnie nieść pomoc innym bez oglądania się na kwestie materialne. Niestety, wartości te szybko przegrywają w walce z możliwością zarobienia okrągłych sum pieniędzy. Młody student staje się zarozumiałym, aroganckim i pewnym siebie doktorem, na którego czeka życiowa lekcja pokory. Upadek jest bolesny. Jednak Strange nie zamierza się poddawać. Koniec końców odkrywa on, iż oprócz świata realnego istnieją również rzeczy, których nie można objąć zwykłym, zamkniętym rozumem – magia i sztuki mistyczne. Główny bohater przechodzi wewnętrzną przemianę, a na jego drodze stają wrogowie pragnący zagłady wszechświata. Schemat ten, poddawany różnym modyfikacjom, wykorzystywany był w wielu komiksach poświęconych początkom superbohaterów. Brak oryginalności recenzowanej pozycji zwyczajnie boli, zwłaszcza iż J. Michael Straczynski udowodnił wielokrotnie (choćby wprowadzeniem spider-totemów i wampirów energetycznych do komik-sów ze Spider-Manem), że jest w stanie wymyślić coś oryginalnego, świeżego, intrygującego.

Oprawa wizualna autorstwa Brandona Petersona prezentuje się bardzo dobrze. Ilustracje, pomimo przejrzystości kreski, są dokładne i szczegółowe. w trakcie lektury nie uświadczymy rażących deformacji i uproszczeń w projektach postaci. Tła nie straszą pustką. Na pochwałę zasługują klimatyczne rysunki, przedstawiające równoległy świat zamieszkany przez demony. Całość idealnie dopełniają odpowiednio dobrane barwy i kolory, za które odpowiedzialny był Justin Ponsor.

Nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie jakości polskiego wydania. Recenzowany komiks posiada twardą okładkę (co jest zupełnym novum w przypadku tytułów Marvela publikowanych przez Egmont) i został wydrukowany na kredowym papierze. Oprawę zszyto z kartami bardzo solidnie. Tłumaczenie nie razi, w wyniku czego Początki i zakończenia czyta się płynnie. Na przedostatniej stronie albumu znajdziemy krótkie notki z informacjami o autorach. Nie zabrakło również reklam kolejnych publikacji wchodzących w skład „Klasyków Marvela”. Będą nimi Elektra – Assassin oraz Wojna domowa.

Niestety, Doktor Strange: początki i zakończenia nie zaskakuje i nie grzeszy oryginalnością. Jest to typowy komiks przedstawiający origin postaci, który, pomimo całej swej schematyczności i wtórności, idealnie spełnia się w roli publikacji dostarczającej szybkiej, niezobowiązującej rozrywki.

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Origin pospolity, „Creatio Fantastica” 2016, nr 3-4 (54-55).

Reklamy