Premiera nowej powieści Jarosława Grzędowicza – „HEL3”

Cztery lata po zamknięciu bestsellerowej powieści „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosław Grzędowicz powraca z nową, przełomową powieścią!

Wyobraź sobie, że jest pierwiastek, który stanowi niewyczerpane źródło energii.
Jest tylko jeden problem… złoża znajdują się na Księżycu.

PREMIERA 15 lutego 2017

Świat, gdzie koncerny i rządy podzieliły się władzą w hodowaniu miliardów bezrefleksyjnych konsumentów, staje na krawędzi konfliktu.
Norbert, iwenciarz z zasadami, wierzy, że mocna i odpowiednio podana informacja może  wstrząsnąć i obudzić społeczeństwo. Tylko czy jednostka rzucona między stalowe walce systemów jest w stanie przeżyć dostatecznie długo, by coś zmienić?

„Mnożąc realizm przez fantastykę, Grzędowicz osiąga efekt jeszcze większego autentyzmu: elementy fantastyczne nie niwelują, ale wzmacniają, powiększają cechy charakterystyczne – niczym soczewki w mikroskopie”

Jacek Dukaj

„Grzędowicz udowadnia, że fantastyka może wznieść się ponad fabularne schematy. Co więcej – jest w stanie wznieść się i nie upaść z hukiem w miarę rozwijania historii (…). Jedynym hukiem, który może jej  towarzyszyć (…) jest bowiem dźwięk otwieranego szampana.”

Xsięgarnia

ILUSTRACJA OKŁADKOWA
Dark Crayon
https://www.facebook.com/DarkCrayonDesign

ILUSTRACJE
Paweł Zaręba
https://www.facebook.com/Black-Gear

FRAGMENTY
Jarosław Grzędowicz, „HEL 3”

*

„Obie furgonetki wjechały za fontannę i, obróciwszy golenie kół, skręciły w miejscu, ustawiając się obok siebie, szczerząc dyski emiterów prosto w widownię.
Bojownicy wysypali się z obu stron samochodów, wybiegając przed maski i ustawiając w czarny, zamaskowany szereg. W luźnych bluzach koloru sadzy, czarnych turbanach przewiązanych opaskami z symbolem pięści dzierżącej AK, obwieszeni magazynkami i zbiornikami paliwa, każdy z kompaktowym, kanciastym automatem w dłoniach.
Błysk oczu wśród czerni.
Pobożne wrzaski zemsty i rozpalone dubajskie niebo nad tym wszystkim.
Podwyższone burty skrzyń załadunkowych toyot rozłożyły się z łomotem, łącząc się w rozwieszony pomiędzy pojazdami pomost.
Człowiek, który wystąpił na blaszaną estradę, nosił się tak samo jak reszta, tylko nie był zamaskowany, nie licząc turbanu na głowie i gęstej brody, która wypełzała mu niemal pod oczy, jak pożoga czarnych płomieni. Norbert zrobił zbliżenie i chciał wyostrzyć dodatkowo obraz, lecz okazało się to niemożliwe. Mężczyzna nie nosił maski, a jednak jego oblicze pozostawało lekko zamglone”,
Podsumujmy – powiedział Mechanik. – Same szychy. Profesjonalna ochrona. Wysoce wrażliwe miejsce, a ty będziesz udawał pracownika outsourcingu, przechodzącego pełne procedury neutralizujące. Dopuszczonego do udziału, ale bez statusu zaufania. System M-S”.

**

„– Maso-sado? – zapytał niepewnie Norbert.
– Maximum Security. Przechodzisz przez bramkę indukcyjną i multiskaner. Potem sprawdzają cię ręcznym czujnikiem. We wszystkich zakresach. Jedno piknięcie i odpadasz. Nie ma przebacz, nie ma gadki, że masz medyczny wszczep, dozownik insulinowy, rozrusznik serca, protezę neuronową, cokolwiek. Do widzenia. Przejdzie plastik w zębach, ale nie amalgamat. Żadnych aparatów przylepionych do ciała ani schowanych w bucie, jak na filmach. Skaner prześwietli cię na wylot, bo będą szukali na przykład ceramicznych noży i pistoletów albo płynnego materiału wybuchowego w twoich kiszkach. Ale zagadnienie polega na tym, że musimy tam nagrać iwent. Jak to zrobić w ogóle bez kontrolera?”

***

„Miał trzy panele sterujące, na nadgarstku, na piersi i wewnątrz hełmu. Noszenie kombinezonu przypominało noszenie na sobie kokpitu bojowego myśliwca. Symulacja wymyślała mu przeróżne sytuacje awaryjne i podsuwała rozwiązania. Uczył się, jak wymieniać baterie i zbiorniki z tlenem, jak wymieniać pochłaniacze dwutlenku węgla, jak załatać nieszczelność powłoki, jak korzystać z systemu łączności, jak obsługiwać śluzę powietrzną. Kiedy coś opanował, powtarzał zadania na panelach sterujących prawdziwego skafandra, który miał własny program edukacyjny. Przypominało to piekielnie skomplikowaną i nudną jak sto nieszczęść grę. Trudne było nawet obsługiwanie wbudowanych w hełm czterech latarek o różnych trybach świecenia.”

JAROSŁAW GRZĘDOWICZ

Już trzydzieści pięć lat żongluje gatunkami literackimi, konwencjami oraz rozmieszczeniem akcji w przestrzeni i czasie. Tym samym udowadnia, że w swojej dziedzinie jest prawdziwym mistrzem oraz jednym z najpopularniejszych autorów w Polsce.
W wolnym czasie robi to, na co ma akurat ochotę. Może to być całe spektrum czynności: sport, prace domowe, dziurawienie puszek za pomocą wiatrówki, lektura, spożywanie napojów ozdobionych miniaturowymi parasolkami, gotowanie, oglądanie telewizji, dekorowanie swoją osobą kanapy, leżenie w hamaku i gapienie się na liście bądź na wodę.
Cennym wsparciem dla Grzędowicza jest jego żona Maja Lidia Kossakowska. Jak sam twierdzi to błogosławieństwo móc zapytać innego pisarza o zdanie albo radę dotyczącą skonstruowania jakiejś sceny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s