Martyna Konieczny – Spotkania na krańcach wszechświata

Recenzja książki: Maja Lidia Kossakowska, Bramy Światłości. Tom 1, Lublin: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7964-208-3, ss. 486.

Ulubieni aniołowie nieidealni wracają w nowej odsłonie i znów muszą zmierzyć się z własnymi demonami. Podróż i spotkanie z obcą kulturą zmuszają bohaterów do autorefleksji i weryfikacji dotychczasowych poglądów. Przygoda, niebezpieczeństwo, fantastyczne bestie i niezwykłe krainy oraz trochę filozofowania, czyli wyprawa na rubieże wszechświata w stylu Mai Lidii Kossakowskiej.

W ramach wprowadzenia w fabułę przypomnę, iż po tym, jak Pan odszedł, Królestwo i świat trwają w rękach zastępów anielskich. Tytuł regenta dzierży Archanioł Gabriel, którego idące za tym tytułem obowiązki i odpowiedzialność wyraźnie uwierają. W utrzymywaniu porządku pomagają mu inni archaniołowie. Niezmiennie głównym bohaterem jest Daimon Frey – Niszczyciel Światów, który nadal nie należy do najgrzeczniejszych „aniołków” i wśród wielu Świetlistych wzbudza nie tylko respekt, ale wręcz strach. W Bramach Światłości musi stanąć na czele zorganizowanej przez Królestwo ekspedycji badawczej, której celem jest odnalezienie emanacji Światłości. Poprzez dzikie ostępy orszak prowadzi Sereda – Świetlista uczona, podróżnik i kartograf. To ona, podczas jednej ze swych wypraw, odkryła miejsce bytności Pana. Razem wyruszają w drogę poprzez pełne niebezpieczeństw Strefy Poza Czasem.

Po ponad sześciu latach cykl Zastępy Anielskie doczekał się kontynuacji. Jego fani nie powinni być zawiedzeni, ponieważ znajdą w Bramach Światłości wszystkie elementy charakterystyczne dla serii. Kossakowska proponuje jednak nieco odświeżoną odsłonę, a najnowszy tom jest na tyle samodzielną opowieścią, że także czytelnicy, którzy nie mieli jeszcze okazji do zapoznania się z Daimonem Freyem i resztą Niebieskiego Ptactwa, również mogą po książkę sięgnąć. O ile poprzednie części cyklu miały w sobie coś z mroku Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, tak tu czuć ducha prozy Juliusza Verne’a. Jest to bardzo luźne skojarzenie, ale najnowsza część Zastępów Anielskich przypomina książki, którymi wielu z nas zaczytywało się w dzieciństwie. Porównanie to nie jest w żaden sposób ujmujące dla autorki, ponieważ wciąż mamy do czynienia z literaturą dla starszych czytelników, lecz doprawioną frajdą, jaką niesie ze sobą czytanie książek przygodowych. Tempo opowiadanej historii i różnorodność przygód w Bramach Światłości przypadłyby do gustu fanom filmów o Indianie Jonesie. Za to poczucie przeżycia przygody z książką w ręce jestem autorce niezmiernie wdzięczna. Oczywiście znajdziemy również fundamentalne dla cyklu pytanie o naturę Boga i aniołów, ale w najnowszym tomie schodzi ono na dalszy plan. Najważniejsze staje się zetknięcie z nieznanym.

Kossakowska słynie z miłości do niezwykłych mitologii, czemu daje wyraz także w Bramach Światłości, gdzie na potrzeby prozy fantastycznej zostaje zaadaptowana mitologia hinduska. Dzięki temu bogato opisane przez autorkę krainy są oparte na solidnych fundamentach, co wpływa na to, że fantastyczny świat jest wiarygodny. Cechą charakterystyczną prozy Mai Lidii Kossakowskiej jest też plastyczność opisów. Każda z odwiedzanych przez bohaterów krain ma swoją paletę barw, specyficzną architekturę, przyrodę.

Jak w każdej dobrej opowieści przygodowej podróż, którą odbywają Daimon i spółka, nie jest związana jedynie z pokonywaniem kolejnych kilometrów, ale z drogą, jaką muszą przejść, aby poznać samych siebie. Przeszkody zmuszają bohaterów do zweryfikowania swoich dotychczasowych postaw. Sytuacja zagrożenia wymaga współpracy wbrew uprzedzeniom i wzajemnym animozjom. Snobistyczni magowie przestają zadzierać nosa, a egoistyczni Głębianie stają ramię w ramię z pomniejszymi istotami. Piołun – wierny rumak Daimona, Boska Bestia, pozostaje przy przyjacielu nawet w sytuacjach, które wydają się być stracone. Daimon zaś udowadnia Seredzie, że nie zawsze musi być taka „dzielna” i samodzielna, a przyjęcie czyjejś pomocy nie będzie dla niej ujmą na honorze. Dzięki współpracy i duchowi braterstwa Bramy Światłości stają się pochwałą przyjacielskiej postawy.

Skomplikowana relacja między porywczym Daimonem i chłodną Seredą jest jednym z elementów napędzających fabułę. Postacie stają się też stronami w dyskusji, której odbicie znajdziemy w realnym świecie. Ich odmienne zdanie na temat odwiedzanych krain dotyczy uniwersalnego problemu zetknięcia się ze sobą dwóch bardzo odmiennych kultur oraz odwiecznego rozgraniczania wszystkiego w kategorii: „my” – „oni”. Kossakowska stawia przed czytelnikiem pytanie o granicę tolerowania różnic kulturowych. Daimon zostaje zmuszony do przemyślenia swojej dotychczasowej postawy wobec światów, do których dotąd był uprzedzony. Sereda zaś, jako podróżnik, ma okazję poznać limit swojego umiłowania dla kultury i zwyczajów egzotycznej krainy Meru. Miejscami może to być odczytane jako komentarz na temat problemów współczesnej Europy, choć nie jestem pewna, czy zagłębianie się w politykę było zamierzonym działaniem autorki.

Pojawiający się w Bramach Światłości konflikt „ja” – „inny” jest jednym z najbardziej uniwersalnych problemów kultury i jako taki jest nośnym tematem. „Nasze” zawsze stanowi dla nas centrum i staje się pewnego rodzaju sacrum, któremu przeciwstawiamy wszystko z zewnątrz jako „obce”. Świat jest wartościowany na podstawie opozycji „swój” – „obcy”, gdzie wszystko, co inne, rozumiane jest jako gorsze, przeklęte. Wszystko, co znajduje się poza sferą nam bliską, jest dla nas potencjalnym zagrożeniem. Jak już wspominałam, ucieleśnieniem nieufności wobec „obcego” jest Daimon, który każdy napotkany problem chciałby rozwiązać mieczem. Kierują nim strach i troska o dobro ekspedycji, ponieważ to, co nieznane, jest niebezpieczne. Z jego perspektywy światy mitologiczne, które przemierzają, to: „[…] getta czy obozy dla uchodźców z odległej przeszłości”[1], gdzie rezydują zapomniane bóstwa. Nigdy nie poświęcał im uwagi, uważając je za mało ważne. Hierarchia stworzonego przez Kossakowską świata również w pewien sposób to odzwierciedla, ponieważ za najwyższą istotę uznawany jest Bóg znany z religii chrześcijańskiej, a reszta bóstw panujących w innych religiach jest mu podległa. Nie oznacza to jednak, że owe mitologiczne bóstwa czy stwory są słabe, a fakt, że Daimon jest sługą Jasności w żaden sposób nie ułatwia podróży ani walki z nimi. Pana nie ma, wszyscy muszą stoczyć własną walkę. Całe szczęście, zawsze mogą liczyć na przyjaciół.

Bramy Światłości uważam za udany powrót do serii. Postacie anielskie znów okazują się być bardzo ludzkie w swej naturze. Przygoda goni przygodę, a całość, jak to u Kossakowskiej, przeplatana jest fantastycznymi opisami wykreowanego przez nią świata. Książka kończy się klasycznym cliffhangerem, sukces wyprawy staje pod znakiem zapytania. Zabieg spodziewany, biorąc pod uwagę, że jest to tom pierwszy tej części cyklu. Do sięgnięcia po tom drugi Bram Światłości, kiedy ten się ukaże, zachęci mnie jednak w większym stopniu fakt, że jest to barwna i wartka historia, która pozwala na moment zapomnieć o bożym świecie.

[1] Maja Lidia Kossakowska, Bramy Światłości. Tom 1, Lublin: Fabryka Słów 2017, s. 53.

Martyna Konieczny

Martyna Konieczny, Spotkania na krańcach wszechświata, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy