Barbara Szymczak-Maciejczyk – Nastolatki w kolorowych strojach

Recenzja filmu: Power Rangers [ang. Power Rangers], reż. Dean Israelite, Lions Gate Entertainment 2017.

W ubiegły piątek na ekranach polskich kin pierwszy raz wyświetlono pełnometrażowy film Power Rangers – reboot serialu z lat dziewięćdziesiątych. Dzieło reżysera Deana Israelite’a to połączenie typowego kina dla nastolatków i historii o superbohaterach.

Wiele osób kojarzy serial Power Rangers. Głównymi bohaterami byli licealiści walczący m. in. ze zbuntowaną Wojowniczką, przybyłą z kosmosu Ritą Repulsą. W czasie licznych misji na polecenie Zordona grupa śmiałków mierzyła się z tworami Rity – kitowcami czy Goldarem, potworem ze złota. Z pewnością każdy wychowany w czasach emisji serialu pamięta także charakterystyczny motyw dźwiękowy Go go Power Rangers. W filmie pojawia się on tylko raz, za to w idealnie dobranym momencie.

Mimo pewnego rodzaju kiczu, niezbędnego w przypadku tej produkcji, reboot miał całkiem spory potencjał. Nowoczesne efekty specjalne, odświeżenie wizerunku kolorowych Wojowników, interesujące sceny walki – w większej ilości to wszystko znacznie podniosłoby wartość rebootu. Tymczasem znaczna część scen jest przegadana. Widz poznaje historie pięciorga nastolatków z problemami. Najczęściej są to spięcia z rodzicami albo brak akceptacji ze strony szkolnej braci. Bohaterowie przypadkiem natrafiają na niezwykłą tajemnicę w postaci kolorowych monet czyniących ich nadludzko silnymi. Przez długi czas nowi znajomi nie potrafią się skutecznie porozumieć. Kiedy wreszcie udaje im się zjednoczyć i dochodzi do walki, zdumiony obserwator odkrywa, że film właściwie dobiega końca. Czasami nie można było oprzeć się wrażeniu, że Power Rangers to produkcja o nastolatkach w kolorowych kostiumach i pojazdach w kształcie dinozaurów, a nie kino akcji.

Sporą część filmu poświęcono ukazaniu, jak trudno jest zaufać nieznanej osobie. W końcu grupa świeżo upieczonych przyjaciół postanawia podzielić się z innymi swoimi najskrytszymi sekretami. Niektóre z nich są naprawdę poważne. Jednak najgorszym z nich, tym, przez który drużyna nie może się zjednoczyć – przepraszam, transformować – jest tajemnica Kim, Różowej Wojowniczki. Bohaterka kilkukrotnie ma szansę wyjaśnić, z jakiego powodu podpadła nauczycielom i dawnym koleżankom. Kiedy wreszcie decyduje się na szczerą rozmowę z przywódcą, jej problem okazuje się być tak banalny i nieadekwatny do wytworzonej wokół niego aury, że producentom trudno byłoby chyba wymyślić coś śmieszniejszego.

Zaskakującą niespodzianką jest zmiana kolorów poszczególnych Wojowników. W telewizyjnej serii Żółtym Wojownikiem była Azjatka, a Czarnym – ciemnoskóry chłopak. Reboot nie podąża za wyznaczoną przez serial konwencją, co zresztą zostało zabawnie skomentowane przez samych bohaterów na zasadzie metatekstu. Na korzyść filmu należy policzyć humor zawarty w dialogach. Wydaje się, że postaci kpią same z siebie i podchodzą z dystansem do wyznaczonego zadania, którym jest przecież uratowanie świata przed demoniczną gotką z kosmosu. Odgrywana przez Elizabeth Banks Rita Repulsa przemienia się stopniowo z odrażających zwłok w diabelską femme fatale, której za cały kostium służą odsłaniające wiele ciała skrawki zielonego metalu. Postać zbuntowanej Wojowniczki dodaje obrazowi pikanterii. Jedną z ciekawszych scen z jej udziałem jest ta, w czasie której leniwie konsumuje pączka przy akompaniamencie piosenki zespołu Destiny’s Child, podczas gdy Goldar z impetem rozwala pół kawiarni, w której znajduje się jego pani. Wygląd Rity całkowicie odbiega od zaprezentowanego w serialu. Ze stereotypowej czarownicy przeobraża się w dość perwersyjną seksbombę. Także Zordon nie jest już dłużej jaśniejącą kulą – w nowej wersji jego duch znalazł się w antropomorficznej ścianie o twarzy Bryana Cranstona1.

W nawiązaniu do aktualnych zmian zachodzących w społeczeństwie, w produkcji nie mogło zabraknąć wątku homoseksualnego. Jedna z postaci okazuje się być lesbijką. Jej orientacja seksualna doprowadza do konfliktu z rodzicami. Nieumiejętność porozumienia się z nimi sprawia, że dziewczyna często wybiera się na samotne wycieczki po terenach kopalni. Tam obserwuje ją nastolatek zmieniający się później w Czarnego Wojownika. W czasie jednego ze spacerów oboje spotykają Jasona i Billy’ego, a także Kim. Wybuch ładunku przyniesionego przez czarnoskórego bohatera odsłania ścianę z kolorowymi monetami. Czystym przypadkiem pięcioro nastolatków z jednej szkoły zjawia się w tym samym miejscu i czasie, by wspólnie dokonać imponującego odkrycia. Jeśli odnosicie wrażenie, że to już było – macie rację.

Power Rangers to produkcja osób odpowiedzialnych za Sagę Zmierzch czy Więźnia labiryntu. Jest to bardzo widoczne w ruchu kamery, pewnych klasycznych już ujęciach czy w końcu w grze aktorów. Dacre Montgomery to Czerwony o tak słabej mimice, że właściwie można by nie zauważyć różnicy, gdyby aktor przespał cały film. Naomi Scott prezentuje się nieco lepiej, ale to reszta Wojowników trafia do widza dzięki humorowi i pewnej dozie szaleństwa (Ludi Lin), odgrywaniu zbuntowanej nastolatki (Becky G.) czy wreszcie najmądrzejszego członka drużyny, Niebieskiego z zespołem Aspergera (RJ Cyler).

Archetypowi bohaterowie zaskakująco dobrze wpisują się w ogólne przesłanie filmu. Odbiorca przekonuje się, że bycie innym nie jest złe, trudny okres adolescencji pomogą znieść prawdziwi przyjaciele, a każdy problem da się rozwiązać.

Podsumowując, Power Rangers to mimo wszystko całkiem udany reboot. Fabuła jest spójna, elementy kampowe2 przypominają klimat serialu sprzed ponad dwóch dekad, scena walki – gdy już wreszcie do niej dochodzi – stanowi dość ciekawy, choć bezkrwawy, crossover znanych i lubianych filmów o superbohaterach, a efekty specjalne i malowniczy pejzaż starej kopalni z pewnością zadowolą fanów tego typu produkcji.

1 Nazwisko aktora użyczającego głosu Zordonowi jest o tyle zabawne, że jest ono jednocześnie nazwiskiem Billy’ego, z którego wszyscy się naśmiewają.

2 Jak na przykład mechaniczne dinozaury będące pojazdami Power Rangersów, zmieniające się w kluczowym momencie w Megazorda.

 

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Cytowanie: Barbara Szymczak-Maciejczyk, Nastolatki w kolorowych strojach, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (55-56).

Advertisements