Izabela Osiadły – Ukochane Dziecię Nocy

Recenzja mangi: Yamazaki Kore, Oblubienica Czarnoksiężnika. Tomy 1-4 [Mahou Tsukai no Yome, The Ancient Magus’ Bride], przekł. Sara Manasterska, Paulina Ślusarczyk-Bryła, Warszawa: Wydawnictwo Studio JG, 2016-2017.

Na Oblubienicę Czarnoksiężnika natknęłam się przypadkiem, dawno temu, przeglądając fanpage’e poświęcone mandze i anime. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ilustracja przedstawiająca młodziutką czerwonowłosą dziewczynę w towarzystwie maga o zwierzęcej czaszce zamiast ludzkiej głowy nosiła wspomniany tytuł (ang. The Ancient Magus’ Bride, jap. Mahou Tsukai No Yome), ale od sprawdzenia go dzieliło mnie tylko kilka sekund. Pomyślałam, że to bardzo niezwykłe, ukazać główną męską postać w ten sposób (już pomijając fakt, że na ogół postacie z mangi i anime są niezwykłe). Chodziło mi jednakże o oryginalny klimat ujęcia tych dwojga oraz pomysł na zwierzęcą czaszkę, z którym do tamtej pory nigdy wcześniej się nie spotkałam. To bardzo mnie zaintrygowało. A kiedy wreszcie dowiedziałam się, że pierwszy tom ukaże się w Polsce za pośrednictwem wydawnictwa Studio JG – cóż, z niecierpliwością wyczekiwałam premiery. Niniejsza recenzja dotyczyć będzie czterech tomów, jakie dotychczas ukazały się na rodzimym rynku wydawniczym pod tytułem Oblubienica Czarnoksiężnika (w Japonii 10 marca 2017 roku swoją premierę miał tom siódmy).

O czym jest Oblubienica? Początkowo sądziłam, że jest to romans fantasy, jako że główna bohaterka, piętnastoletnia Chise Hatori, zostaje kupiona na aukcji niewolników przez tajemniczego czarnoksiężnika-mizantropa, Eliasa Ainswortha. Zabrana do malowniczej angielskiej wsi w końcu otrzymuje wymarzony dom, a co więcej, staje się nie tylko uczennicą czarnoksiężnika, ale także jego… narzeczoną. Nic jednak bardziej mylnego. Okazało się, że romans szybko schodzi na dalszy plan, a właściwie to przybiera formę uczucia, relacji, jaka mogłaby łączyć ojca i córkę. Dzieło Yamazaki Kore jest bardzo dojrzałe, lecz nie mam tu na myśli ciężkich, poważnych wątków trącających o naturę człowieka dorosłego, ale pewne wyrafinowanie autorki, piękny klimat, mroczną baśniowość, gustowanie w fantastyce z klasą.

Istotnym i niezmiernie ciekawym wątkiem fabularnym jest tożsamość oraz umiejętność Chise. Dziewczyna zostaje nazwana Slay Vegą, czyli Ukochanym Dziecięciem Nocy, co oznacza, że jest wyjątkowym indywiduum, które przyciąga do siebie stworzenia magiczne, jak i samą magię. Ta szczególna moc jest jednak nie szczęśliwym darem, lecz przekleństwem, które po około trzech latach, z uwagi na słabowitość ciała, stanie się przyczyną jej śmierci. Szukając sposobu na zmianę przeznaczenia, Elias oraz Chise przeżywają razem różne przygody. Wspomniałam jednak o byciu Slay Vagą, aby zaznaczyć punkt wyjścia do spotkań z przeróżnymi nadprzyrodzonymi stworami, których Yamazaki Kore wykreowała na pęczki. To, za co przyznaję autorce ogromny plus, to fantastyczna znajomość mitów i legend z kręgu kultur europejskich. W pierwszych czterech tomach widać bardzo mocno inspirację baśniami i folklorem irlandzkim i walijskim. Warto dodać (jeszcze raz, bo może umknęło), że akcja rozgrywa się w Anglii i to upodobanie autorki do kultury Wysp Brytyjskich ujawnia się, m.in. poprzez stworzenie niesamowitego klimatu i przestrzeni dla działań bohaterów.

Styl Yamazaki Kore dziwnie przywodzi mi na myśl prace Hiromu Arakawy, autorki m.in. Fullmetal Alchemist (proszę tę opinię potraktować jako próbę wywołania w Czytelniku luźnego skojarzenia, porównania). Oczywiście, rysunki przedstawione w Oblubienicy okraszone są pewną dozą baśniowości, niewymuszonego romantyzmu oraz ciemności, tajemnicy. Kreska jest miła dla oka, urzekająca, delikatna, miękka, zarazem kobieco stonowana.  Niemniej uderza podobieństwo w projektach postaci. Często mam trudność z ich odróżnieniem, jakby raz po raz mangaka tylko zmieniała drobne cechy wyglądu kolejnego indywiduum.

To, co rozczarowało mnie w Oblubienicy Czarnoksiężnika, to mgliście zarysowany kierunek, w jakim zmierzają losy Chise i Eliasa. Szybko zrozumiałam, że jest to ten rodzaj utworu, na który składają się pojedyncze krótkie historie. Liczyłam, że wątek małżeństwa oraz bycia Slay Vegą znajdą swoje zaszczytne miejsce w jednej wielkiej przygodzie pełnej trzymających w napięciu zwrotów akcji. Tymczasem Oblubienica przypomina nieco błąkanie się od opowieści do opowieści, w dodatku błąkanie się spokojne, urzekające artyzmem, ale nie misternie zaplanowaną, zaskakującą fabułą. Owszem, ważne wątki ciągle powracają niczym bumerang, dlatego wciąż mam nadzieję, że treść pierwszych czterech tomów to jedynie przedsmak czegoś większego i bardziej problematycznego.

Oblubienicę Czarnoksiężnika polecam całym sercem z uwagi na nietuzinkowe nawiązania do baśniowości i folkloru Anglii, Walii oraz Irlandii, a przede wszystkim na projekt głównego męskiego bohatera, jakim jest Elias Ainsworth, czarnoksiężnik-mizantrop o nieznanym pochodzeniu, łagodny i groźny jednocześnie, skrywający mnóstwo sekretów. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że do tomu szóstego i siódmego w Japonii dołączono specjalne odcinki anime. Trzeci i zarazem ostatni odcinek ukaże się razem z tomem ósmym 9 września 2017 roku.

Izabela Osiadły

Izabela Osiadły, Ukochane Dziecię Nocy, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy