Izabela Osiadły – Bo potwory i dzieci lubią boczek i karmel

Recenzja komiksów: Sztybor, Tomasz Kaczkowski, Niezła draka, Drapak! Puść to jeszcze raz, Warszawa: Egmont Polska, 2015, ISBN: 978-83-281-1091-5, ss. 48; Niezła draka, Drapak! Cypel strachu, Warszawa: Egmont Polska, 2016, ISBN: 978-83-281-1837-9, ss. 48.

Niezła draka, Drapak!: Puść to jeszcze raz (tom 1) oraz Cypel strachu (tom 2) to przygodowe opowieści narysowane w nowoczesnym kreskówkowym stylu. Pierwszy album powstał, aby rozwinąć krótką historię nagrodzoną w drugiej edycji konkursu imienia Janusza Christy na komiks dla dzieci (2. miejsce ex aequo z autorką Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika: Tam, Bereniką Kołomycką). Twórcami tych przesympatycznych komiksów są warszawski autor ukrywający się pod pseudonimem Sztybor oraz łodzianin Tomasz Kaczkowski, członek zimnofalowego zespołu Wieże Fabryk. Sztybor odpowiedzialny był za scenariusz do komiksu, Kaczkowski natomiast stworzył rysunki. Po zapoznaniu się z obydwoma tytułami muszę przyznać, że na miejscu jury również bez zawahania przyznałabym im miejsce na podium.

Uważam, że najlepsza historia dla dzieci to taka, przy której dziecko nie tylko świetnie się bawi, czerpiąc przy okazji życiową lekcję na przyszłość oraz ucząc się ważnych wartości, postaw, ale dająca przede wszystkim możliwość wspólnej rozrywki i edukacji, zarówno dla pociechy, co dla rodzica. Jeżeli tak dorosły, jak i dziecko może czerpać radość z utworu i oboje wynoszą jakieś refleksje, znaczy, że jest to dobrze zaprojektowana publikacja. Taki atut według mnie ma właśnie opowieść o Drapaku, czyli chłopcu imieniem Cornel, który w sekrecie przed swoimi przyjaciółmi oraz mieszkańcami Miasta Naszego zakłada kostium kota z peleryną i zmienia się w superbohatera. A przed superbohaterem wyzwań stoi niemało! Cornel, jako tajemniczy obrońca obywateli, podejmuje się walki ze złoczyńcami. W pierwszym tomie młodzieniec musi zmierzyć się z olbrzymim robotem oraz z czarnym charakterem hipnotyzującym wszystkich puszczaną muzyką, w drugim natomiast zmaga się ze sprawą znikających dzieci. Któż jest tak okrutny, by porywać najmłodszych?

Twórcy posłużyli się w opowieści znanym motywem zwykłego obywatela, który, cichy i niepozorny dla świata za dnia, w nocy staje się superbohaterem i ratuje ludzkość. Ośmielę się powiedzieć, że zaproponowali dzieciom polski odpowiednik tego, co dobrze znamy z rynku amerykańskiego. Cornel jest zwyczajnym chłopcem prowadzącym antykwariat (czyż to nie ukryta miła zachęta do czytania książek?), gdy zaś staje się Drapakiem, przywdziewa strój, który również gdzieś kulturowo już mamy osadzony w umysłach. Bo jakże inaczej mógłby się ubrać superbohater jeśli nie w lateksowy obcisły kombinezon z peleryną, do tego pas zapięty na brzuchu, długie rękawice, cholewki butów oraz, oczywiście, maska na twarzy. Brzmi nieco „batmańsko”, a może to dziecięca wersja Kobiety-kota? Niemniej pomysł uważam za doskonały, a jego wykonanie za jeszcze lepsze.

To, co najbardziej zwróciło moją uwagę w Drapaku!, to wizja Miasta Naszego, gdzie żyje Cornel. Otóż jest to miejsce, w którym w wielkiej przyjaźni żyją zarówno potwory, jak i ludzie (i czy znowu nie jest to mądra aluzja do tolerancji wobec tych, którzy są od nas odmienni?). Najlepszym przyjacielem Cornela jest włochaty zielony stwór zwący się Chrobot, fan Drapaka – bardzo sympatyczny i pełniący funkcję humorystyczną w utworze, ponieważ nie potrafi rozpoznać w swoim przyjacielu ulubionego superbohatera. Zabawna jest również postać Szeryfa, przypominająca psa w cowboyskim kapeluszu. Aby rozweselić małego Czytelnika, jest tak naprawdę okropnym tchórzem, bojącym się nawet pukania do drzwi. Projekty postaci oceniam wysoko, ponieważ cieszą oko pod względem wizualnym, a rozum pod osobowościowym. Nie budzą strachu w dziecku, nawet czarne charaktery. Autorzy postawili na zabawę, przygodę, nieco tajemnicy i wartkiej akcji, ale tylko po to, by przekazać jakąś trafną lekcję odnoszącą się do realnego życia.

Bardzo spodobała mi się kolorystyka komiksu. Użyto wyrazistych, soczystych kolorów. Wypracowany styl przypomina mi ten widoczny w kreskówkach Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster albo Niesamowity świat Gumballa. Co do fabuły, scenarzysta sięgnął po klasyczne motywy uzupełnione o sytuacje z życia codziennego, tak aby Miasto Nasze, mimo zamieszkujących go potworów, było małemu Czytelnikowi bliskie, miłe. Po raz kolejny przypominam również, że twórcy postawili na treści edukacyjne, nie zaś zaskakujące.

Wydawać by się mogło, że Drapak! to tytuł jedynie dla chłopców, ale ja będę się upierać, że dziewczynki również pragną zostać superbohaterkami, a nie tylko księżniczkami. Na wypadek jednak, gdyby chwytanie złoczyńców zbytnio ich nie interesowało, autorzy nie zapomnieli o wątku romantycznym. A jakże, czemu nie? Pola jest kolejną ważną bohaterką opowieści, która porwana przez złego olbrzymiego robota zostaje przez Cornela uratowana (zresztą jak przystało na nawiązanie do klasycznej historii o superbohaterze). To jednak nie koniec ich relacji, bo Cornel chciałby, aby koleżanka została jego dziewczyną. I to właśnie stanowi dobry argument, aby stwierdzić, że komiks może być ciekawy dla obydwu płci.

Chociaż jestem już osobą dorosłą, czytając Drapaka! bawiłam się wyśmienicie. Myślę, że to świetna alternatywa, żeby zamiast książeczki z ilustracjami sprawić dziecku komiks traktujący o dzielnym superbohaterze. Lub jakąkolwiek inną wartościową historię rysunkową, powstałą za sprawą fantastycznych polskich twórców (których niemało) od serca, dla tych najmniejszych.

Izabela Osiadły

Cytowanie: Izabela Osiadły, Bo potwory i dzieci lubią boczek i karmel, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Advertisements