PATRONAT CF: Anita Całek – Moje zdziwienie, czyli o anomaliach powieści rozdwajającej rzeczywistość

Recenzja książki: Krzysztof T. Dąbrowski, Anomalia, Szczecin-Bezrzecze: Wydawnictwo FORMA 2016, ISBN: 978-83-64974-76-2, ss. 175.

Rzadko po przeczytaniu książki fantastycznej odkładam ją z tak mieszanymi uczuciami jak tym razem. Lektura Anomalii, stosunkowo krótkiej powieści prezentowanej jako horror z niebanalnymi rozwiązaniami fabularnymi i wydanej w serii CITY szczecińskiego wydawnictwa FORMA, rzeczywiście zaskakuje. Piękna szata graficzna: ciekawe reprodukcje obrazów szczecińskiego malarza Jarosława Eysymonta, reprezentujących malarstwo figuratywne, wytwarza bowiem konkretne oczekiwania czytelnicze, których proza ta nie spełnia. Chyba nie o taki rodzaj zaskoczenia chodziło autorowi, którym jest Krzysztof T. Dąbrowski, polski pisarz i scenarzysta, sytuujący siebie w nurcie bizarro fiction. 1

Anomalia jako powieść nierówna, momentami bardzo dobra, momentami – niezwykle irytująca, zaskakuje niespójnością oraz nietypową konstrukcją. Historia chłopca, który przeżywa traumę śmierci całej swej rodziny i nie jest w stanie sobie z nią poradzić, rozdwaja się na równoległe narracje przy wykorzystaniu motywu rewolucyjnego eksperymentu. Raz podwojona opowieść ulega dalszym rozwarstwieniom,  przesuniętym w czasie, a panowanie nad wieloma narracjami wymaga coraz większej maestrii, której niestety autorowi zabrakło.

Pierwszym zdziwieniem jest dla odbiorcy wykreowany na głównego bohatera siedemnastoletni Adrian Marczuk (a może Patryk? cóż, to tylko kolejny przykład fabularnej podwójności), nastolatek zakochany bez wzajemności w równie nieletniej Joannie. Postać ta jest najbardziej nieprzekonującym elementem świata narracji. Jeśli bowiem powieść skierowana jest do odbiorcy dorosłego (co można przypuszczać, biorąc pod uwagę jej zasadniczy temat, czyli pytania natury epistemologicznej oraz ontologicznej o status rzeczywistości, które pisarz próbuje zadawać), dziwić może obecność infantylnej problematyki rodem z gimnazjum. Pierwsza miłość, w tle blokowiska i dylematy typu „jak poderwać dziewczynę” lub też „jak oszukać podwórkowych zbirów, którzy chcą mi zabrać gotówkę” skierowane są do innego odbiorcy niż rozważania na temat natury świata narracji, zatem na wstępie odpychają czytelnika, który adolescencję ma już za sobą. A obraz blokowisk, znany dobrze choćby z tekstów Doroty Masłowskiej, nic do tamtych kreacji nie dodaje, wydając się raczej ich słabym odbiciem, nieumiejętnie wykorzystanym jako tło wydarzeń.

Drugie zdziwienie bierze się z tego, iż nie jest to powieść zupełnie zła. Wątek alternatywnych rzeczywistości, tworzenia punktów dywergencji, od których można daną historię opowiedzieć zupełnie inaczej, chociaż też nie jest nowy, umożliwia wykazanie się wyobraźnią i rozwinięcie skrzydeł (wystarczy wspomnieć chociażby Atlas chmur Mitchella). Dąbrowski nawiązuje też do futurystycznych pomysłów skanowania umysłu (znanych chociażby z tak nietuzinkowych utworów jak Możliwość wyspy Houellebecqa czy Perfekcyjna niedoskonałość Dukaja). Wykorzystuje również rozmaite wyobrażenia śmierci oraz duchów (rzeczywiście flirtując z konwencją horroru, co usprawiedliwia okładkową zapowiedź),  równolegle dopisując do owej niesamowitości pozornie naukowe wyjaśnienia. Gdyby pozbawić wątek główny wpływów konwencji romansowej, stanowiącej od strony konstrukcyjnej element uspójniający opowieść, środkowa jej część byłaby całkiem interesująca.

Trzecie zdziwienie bierze się z niewielkiej objętości, utwór bowiem należałoby raczej nazwać mini-powieścią, bo nie wykorzystuje on należycie potencjału fabularnego tematu alternatywnych rzeczywistości i teorii światów możliwych. Dzieje się to ze szkodą dla ostatecznego kształtu całości, bowiem zaledwie zarysowane wątki (poza tym jednym, romansowym) zasługiwałyby na pełniejszą realizację. A tak wiele kwestii pozostaje niedopowiedzianych, na przykład wątek rodzinny, któremu brakuje psychologicznego prawdopodobieństwa, gdyż bohaterom kazano odgrywać stereotypowe role społeczne: matki, ojca, dziadków, siostry. Równie nieprawdopodobny wydaje się zresztą nastoletni Adrian: tak to już jest, gdy 38-letni mężczyzna wciela się w umysł adolescenta. Nieco lepiej wypada fragment przesunięty w czasie o pięć lat: obraz życia 22-letniego studenta nabiera wiarygodności. W połączeniu z dylematem co do udziału w ryzykownym eksperymencie neurotechnologicznym kreacja ta nabiera barw: wreszcie ma się wrażenie kontaktu z pełnokrwistym bohaterem, a nie papierową marionetką włożoną w scenografię blokowiska.

Metafizyczne zakończenie – kolejny element gry w konwencje, tym razem rodem z gnostyckich wyobrażeń światła odwiecznie walczącego z ciemnością wpisanych w popkulturowe wyobrażenia Boga i szatana – niestety rozczarowuje. Napięcie fabularne, nieudolnie rozładowywane słowami mrocznej zjawy, wypowiadającej się tak niejasno, że czytelnik przestaje angażować się w proponowane mu odpowiedzi, spada do takiego poziomu, że finał traci cały dramatyzm. Odbiorca, zwodzony nieustannie niezrozumiałymi żartami zjawy, spodziewa się, iż zaraz zostaną one po raz kolejny zaprzeczone. Jeśli miał to być Borgesowski „ogród o rozwidlających się ścieżkach”, rodzaj narracyjnego samowymazywania się, który ma wywołać wrażenie migotliwej, niepewnej ontologicznie rzeczywistości, świata wymazanego 2 – eksperyment ten należałoby uznać za nieudany.

Czytana krytycznie Anomalia uzyskuje zatem, obok metaforycznego, sens dosłowny, będąc przykładem dziwnej, bo niekorzystnie odbiegającej od normy fantastycznej, powieści o niewykorzystanych szansach i niezrealizowanych pomysłach.

Anita Całek

1 Por. biogram na stronie: http://ktdabrowski.blogspot.com/p/o-mnie_20.html [dostęp: 30.03.2017].

2 Taki opis w odniesieniu do powieści postmodernistycznej zastosował Brian McHale (Powieść postmodernistyczna, przeł. M. Płaza, Kraków 2012).

Anita Całek, Moje zdziwienia, czyli o anomaliach powieści rozdwajającej rzeczywistość, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (55-56).

Reklamy