Anika Radzka-Nowaczewska – Historie (nie tylko) twojego życia

Recenzja książki: Ted Chiang, Historia twojego życia, Poznań 2016, Zysk i S-ka, ISBN: 9788365676115, s. 379.

Z góry uprzedzam, że lektura Historii twojego życia, zbioru zawierającego osiem niezależnych od siebie opowiadań science-fiction, owocuje niezwykle intensywnym kacem czytelniczym po ekscytującej lekturze. Każda opowieść zawiera bowiem tak różny od naszego świat, że nie da się po prostu przejść nad nimi do porządku dziennego, ma się nieodparte pragnienie odłożenia książki i przemyślenia tego, co się właśnie przeczytało. Pomysły Teda Chianga są zaiste niezwykłe i choć bywają skomplikowane, autor pisze o nich w taki sposób, że podczas lektury czytelnik jest w stanie zrozumieć, o co mu chodzi. Ponadto są także wszechstronne – pisarz porusza zarówno zagadnienia humanistyczne, np. teorię języka w Historii twojego życia), jak i rozważania z zakresu nauk ścisłych, np. arytmetyki w Dzieleniu przez zero. Dlatego też ten tom zrobił na mnie piorunujące wrażenie – i z pewnością postawię go na półce obok niezwykle inteligentnej i pobudzającej do głębokiej refleksji nad ludzkością twórczości Stanisława Lema i Janusza Zajdla.

Do lektury tego tomu skłonił mnie film Nowy początek (Arrival), a konkretnie niedosyt teorii naukowej w tej opowieści. Skoro wszyscy tak się zachwycają ekranizacją, jak dobry musi być oryginał? Otóż opowiadanie Historia twojego życia jest dużo lepsze niż jego kinowa wersja, zamienione zostały też ważne elementy historii – istoty pozaziemskie, tu zwane siedmionogami, nie przyleciały, by coś nam dać lub o coś pytać, córka głównej bohaterki i narratorki zarazem nie zmarła na rzadką chorobę, ale zginęła w wypadku w górach, a kosmici zostali nazwani nie Abbot i Costello, ale Klaskacz i Prychacz. Moja naukowa ciekawość została zaspokojona zasadą Fermata, teorią świadomości sekwencyjnej i jednoczesnej, a także licznymi rozważaniami dotyczącymi wpływu języka na sposób myślenia i postrzegania świata.

Temat  języka i jego oddziaływania na rzeczywistość jest obecny także w innych opowiadaniach tego tomu, chociażby w Siedemdziesiąt dwie litery, w którym bohater lepi gliniane figurki, nadaje im imiona i testuje, ile można wydusić z danego imienia. Jest to oczywiście związane z żydowską legendą o golemach i tu również prawdziwe imię obdarza przedmiot częścią bożej mocy. W tej wersji rzeczywistości bohaterowie stają przed nie lada problemem – za pięć pokoleń ludzkość straci możliwość rozmnażania, postanawiają więc odnaleźć eunim rodzaju ludzkiego. Przy czym naukowcy mają rożne pomysły, co zrobić dalej – np. dać prawo do rozmnażania tylko bogatym. Każdy pomysł Chianga i najdrobniejsza zmiana w rzeczywistości pociąga za sobą daleko idące konsekwencje, pokazując różnorodne ludzkie reakcje i wartości, którymi się kierujemy.

Autorowi nieobce są także rozważania na temat współczesnego społeczeństwa i jego problemów. W Co ma cieszyć oczy. Reportaż wprowadza pojęcie lookizmu, czyli uprzedzenia wobec osób o mało atrakcyjnej powierzchowności. Zaradzić temu może procedura medyczna zwana kaliognozją, która polega na zablokowaniu szlaków nerwowych odpowiedzialnych za analizę twarzy.  W teorii ma ona służyć wyrównaniu szans ładnych i brzydkich, mamy sądzić ludzi po tym, co sobą reprezentują. W praktyce firmy reklamowe zrobią wszystko, by zapobiec rozprzestrzenieniu się tej procedury… W tym opowiadaniu zachwyciła mnie ilość różnorodnych punktów widzenia i opinii na temat kaliognozji, zarówno osób, które poddały się tej procedurze, jak i tych, które były jej przeciwne.

Ostatnio rozpowszechnia się przekonanie, że używamy tylko 10% możliwości naszego mózgu, otóż Ted Chiang też ma w tym temacie coś do powiedzenia w historii zatytułowanej Zrozum. W tej wersji rzeczywistości wynaleziono hormon K, który odbudowuje neurony pacjentów w śpiączce. Robi to na tyle skutecznie, że znacznie zwiększa możliwości mózgu. Główny bohater i narrator zaczyna myśleć w inny sposób, pragnie zrozumieć formy i wzorce, codzienność zupełnie przestaje go obchodzić, tworzy nawet nowy język, w którym chce efektywniej rozumować, a w końcu chce stworzyć łącze pomiędzy umysłem i komputerem. Jednak nie tylko on, łaknący ostatecznego piękna, tak bardzo rozwinął swoje umiejętności intelektualne… W tym opowiadaniu porwał mnie nie tylko pomysł, ale przede wszystkim niezwykle sprawne używanie metajęzyka. Do tego dające nadzieję zakończenie zapewnia niezwykłe emocje czytelnicze.

Miłośnikom matematyki z pewnością przypadnie do gustu Dzielenie przez zero, w którym bohaterka, Renee, postanawia stworzyć nowy system formalny, nową matematykę, ponieważ udowadnia, że 1=2, a zatem arytmetyka jest wewnętrznie sprzeczna. Trudno poradzić sobie z sytuacją, w której w coś się wierzyło, a samemu udowodniło się, że to nieprawda…  Warto tu również podkreślić, że podział na rozdziały jest tu bardzo dobrze przemyślany – gdy mówi narrator wszechwiedzący i obiektywny, rozdział ma swój numer, np. 1 lub 2. Gdy historia skupia się na Renee, jest to rozdział 1a czy 2a, zaś jej partnerowi przyporządkowane są rozdziały 1b, 2b itd. Uważny czytelnik może nawet dojść do wniosku, że wzorem wynikającym z tego opowiadania jest w gruncie rzeczy „miłość = matematyka”. Jestem ciekawa, jak wiele możliwych interpretacji tego niezwykłego opowiadania można znaleźć.

Kolejna historia w tym tomie to zaledwie czterostronicowa Ewolucja ludzkiej nauki, nie zdradzę jednak pomysłu autora, zachęcam do samodzielnej lektury. Następna to Piekło to nieobecność Boga, w którym aniołowie objawiają się fizycznie na ziemi i obdarowują czymś ludzi bądź też ich przeklinają (np. odbierają wzrok czy nogi). Wiadomo też, że piekło i niebo istnieją naprawdę i trafiamy do nich po śmierci. I tym razem zachwyca różnorodność ludzkich reakcji i interpretacji tej sytuacji, zaś do refleksji skłaniają rozważania nad istotą ludzkiej pobożności.

Moim zdaniem najsłabszym opowiadaniem jest Wieża Babilonu, umieszczone jako pierwsze w całym tomie. I choć pomysł innego pojmowania przestrzeni i innej budowy świata budzi zdumienie, a optymistyczne zakończenie koi czytelnicze nerwy i czyta się je całkiem przyjemnie, zupełnie blednie przy kolejnych historiach. I z pewnością z tego powodu otwiera ten zbiór, stopniując napięcie.

Reasumując, przy lekturze opowiadań Teda Chianga użyjecie znacznie więcej niż 10% możliwości waszego mózgu, zachwycicie się tym, jak pozornie drobne zmiany w sposobie pojmowania świata, języka czy matematyki tworzą rewelacyjne alternatywne rzeczywistości, od których nie sposób się oderwać i o których nie sposób zapomnieć.  Będziecie podziwiać różnorodność opinii i sposobów interpretacji tego samego zjawiska, przy czym poczujecie satysfakcję z rozwiązania fabuły – gdyż będzie ona optymistyczna i  przywróci wam wiarę w ludzkość i w to, że wybierze ona odpowiednie priorytety. Jeżeli uważacie się za fanów wybitnego science fiction, nie macie innego wyjścia, jak tylko niezwłocznie zapoznać się z fenomenalną, wielowarstwową i wszechstronną twórczością Teda Chianga.

 Anika Radzka-Nowaczewska

Anika Radzka-Nowaczewska, Historie (nie tylko) twojego życia, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy