Marcin Chudoba – Wyciąganie trupów z szafy

Recenzja komiksu: Ed Brubaker, Trevor Hairsine, Scott Hanna, X-Men: Mordercza Geneza [X-Men: Deadly Genesis], przekł. Kamil Śmiałkowski, Warszawa: Egmont Polska, 2017, ISBN: 978-83-281-1863-8, ss. 204.

Retcon (skrót od angielskiego retroactive continuity), czyli zabieg polegający na rozwinięciu, zignorowaniu lub zmianie ustalonych faktów, które miały miejsce w fikcyjnych uniwersach, jest jednym z najpopularniejszych (obok eventów i crossoverów) sposobów wykorzystywanych przez twórców komiksów o superbohaterach, mających na celu odświeżenie takowych publikacji oraz wstrząśnięcie czytelnikami. Retcony dzielą się na dwie grupy – udane i nieudane. Do pierwszej z nich śmiało można zaliczyć pomysł Eda Brubakera na wskrzeszenie Bucky’ego Barnesa w komiksie Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz, jak również stworzoną przez niego nieco później i omawianą w niniejszym tekście Morderczą Genezę.

Finał wydarzeń z Rodu M wstrząsnął mieszkańcami głównego komiksowego uniwersum Marvela. Scarlet Witch, wypowiadając zaklęcie „Nigdy więcej mutantów”, zdziesiątkowała rasę tych istot – 91,4% przedstawicieli gatunku straciło swe wrodzone niezwykłe moce, w wyniku czego stało się zwykłymi ludźmi. Na domiar złego, Charles Xavier zaginął bez śladu. Należy jednak pamiętać, że w przyrodzie nic nie ginie. Fala „uwolnionej” mutanckiej energii przetoczyła się przez kosmos, sprawiając, że do życia powrócił pewien osobnik, którego ciało znajdowało się poza orbitą Ziemi. Jego pojawienie się na Błękitnej Planecie zaalarmowało X-Men, ponieważ okazało się, iż nieznajomy to potężny mutant na poziomie Omega. W tym samym czasie naszych bohaterów zaczęły nękać powracające koszmary z przeszłości. Czy obie sytuacje są ze sobą powiązane? Jaka jest prawdziwa tożsamość nieznajomego? Do czego dąży? Gdzie jest Charles Xavier i czy może mieć jakiś związek z tym wszystkim?

Fabuła X-Men: Mordercza Geneza wciąga czytelnika, trzymając go w niepewności już od pierwszych stron. Odbiorca komiksu zostaje wrzucony w wir emocjonujących wydarzeń, które, choć oparte na starym i sprawdzonym schemacie pojedynku z potężnym przeciwnikiem, doskonale komponują się z gęstniejącym ze strony na stronę ciężkim klimatem. Nie zabrakło również kilku tajemnic, podsycanych przez historie nieznanych wcześniej młodych mutantów, będące przerywnikami między głównymi wydarzeniami. Wymienione elementy misternej układanki po złożeniu w całość tworzą zatrważający pejzaż niegodziwości i nieodpowiedzialności, których dopuścił się pewien powszechnie znany i ceniony bohater. Ed Brubaker w sposób mistrzowski rozwinął wydarzenia z legendarnego już Giant-Size X-Men #1, w którym Storm, Nightcrawler, Wolverine, Colossus, Banshee, Sunfire i Thunderbird wyruszyli na niebezpieczną misję celem uratowania poprzedniej drużyny X-Men, dzięki czemu kolejny raz udowodnił, że jest świetnym scenarzystą.

Realistyczne, momentami uproszczone i średniej jakości rysunki autorstwa Trevora Hairsine’a w połączeniu z ciemną kolorystyką potęgują ciężar przedstawionej historii. Chociaż zostały stworzone z wykorzystaniem grafiki komputerowej, to nie rażą sztucznością. Podobnie, lecz z mniejszym natężeniem „mroku” prezentują się ilustracje Pete’a Woodsa, wykorzystane w historiach pobocznych. Ostatecznie, warstwa wizualna Morderczej Genezy nie wybija się ponad przeciętną rzemieślniczą pracę, z którą można zetknąć się w większości współczesnych amerykańskich komiksów.

Poziom wydania nie różni się w żaden sposób od pozostałych tytułów opublikowanych przez Egmont Polska w ramach „Klasyków Marvela”.  Twarda okładka i kredowy papier wysokiej jakości stały się znakiem rozpoznawczym tej serii. Nie zabrakło również standardowej galerii okładek z amerykańskiej wersji zeszytowej. Komiks został opatrzony posłowiem autorstwa Kamila Śmiałkowskiego. Pięć stron poświęcono na reklamy innych marvelowskich publikacji od Egmontu.

X-Men: Mordercza Geneza jest komiksem wartym uwagi. Dla fanów historyjek obrazkowych poświęconych mutantom jest to pozycja obowiązkowa. Miłośnicy tytułów opowiadających o przygodach superbohaterów również powinni być zadowoleni z lektury, choć mam świadomość, że nie w takim stopniu jak pierwsza z przywołanych grup odbiorców.

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Wyciąganie trupów z szafy, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy