Anna N. Wilk – Przetnij go piłą jeszcze raz, Ash

Recenzja serialu: Ash vs Evil Dead, sezon 2, USA 2016, Starz, ostatni wyemitowany odcinek: 1×10 Second Coming (11 grudnia 2016). 

Czy istnieje na tej planecie fan horrorów, który nigdy nie słyszał o filmach Martwe Zło (1981), Martwe Zło 2 (1987) i Armia ciemności (1992) w reżyserii Sama Raimiego1? Opowieść o zmaganiach klasycznego już antybohatera, Asha Williamsa (granego przez niezastąpionego i rewelacyjnego w tej roli Bruce’a Campbella2) z konsekwencjami odczytania na głos Necronomiconu Ex Mortis, księgi służącej do przywoływania istot demonicznych, na trwałe zapisała się upiornymi zgłoskami w historii popkultury. Pomimo niezbyt dużego budżetu, cykl filmów zdobył uwielbienie fanów. Osiągnął to dzięki udanemu połączeniu elementów grozy z groteską, pomysłowej animatronice potworów i postaci opętanych ludzi oraz – przede wszystkim – świetnej kreacji protagonisty. Ash Williams, który przechodzi ewolucję od przerażonego młodego mężczyzny do cynicznego, samozwańczego pogromcy wszelkiego zła z piłą mechaniczną zamiast prawej ręki, jest postacią kultową, mogącą dumnie stanąć między Freddim Kruegerem (Koszmar z ulicy Wiązów) a Michaelem Meyersem (Halloween) w galerii sław grozy (i przeżyć).

Fani od wielu lat czekali na kolejny horror z Ashem w roli głównej, a atmosferę oczekiwania dodatkowo podgrzewały krążące plotki o pracach nad scenariuszem do Armii ciemności 23. Gdy w 2013 roku w kinach zagościł remake Martwego zła o tym samym tytule, ale z nowymi bohaterami, ponownie rozgorzały dyskusje o możliwym powrocie twórców do postaci Asha Williamsa; pojawia się on bowiem w scenie po napisach końcowych, by wypowiedzieć swoją kultową frazę („Groovy”). Dwa lata później spełniły się sny miłośników krwawej, komediowej jatki i premierę miał pierwszy sezon serialu Ash vs Evil Dead, którego akcja rozgrywa się 30 lat po wydarzeniach z poprzednich filmów. Główny bohater, już starszy i bardziej doświadczony życiowo (przynajmniej w teorii), musi po raz kolejny zmierzyć się z duchami i demonami, przywołanymi przez złośliwą księgę martwych. Ash nie jest jednak sam, gdyż pomaga mu dwójka nowych postaci – poczciwy Pablo i charakterna Kelly. Seria dość szybko została okrzyknięta zarówno przez fanów, jak i krytyków udaną „reaktywacją” uniwersum Martwego Zła. Zapewniła im bowiem wszystko, czego pragnęli – ciekawy scenariusz, nawiązania do poprzednich horrorów z cyklu, charyzmatycznego Asha oraz nowych, interesujących bohaterów. W 2016 roku premierę miał drugi sezon. Już w pierwszym odcinku między protagonistami a demoniczną Ruby dochodzi do anulowania paktu o nieagresji, co z kolei wymusza na Ashu powrót w rodzinne strony, do miasteczka Elk Creek, gdzie mieszkańcy nie pałają do niego zbytnią miłością. Czy twórcom znowu udało się odnieść sukces i zachwycić hordy fanów żądnych chleba, krwi i igrzysk?

Przed premierą drugiego sezonu Ash vs Evil Dead pojawiały się w Internecie opinie, że zapowiadany przez twórców rozwinięty motyw przeszłości protagonisty jedynie zrujnuje kreację tej postaci, ponieważ jej główną cechą charakterystyczną jest „przecież” brak głębi psychologicznej i zdolności do autorefleksji4. Owe obawy okazały się bezzasadne, gdyż Ash wciąż potrafi zaskakiwać widzów swoim sprytem, nadmierną pewnością siebie oraz dużym poczuciem humoru. Zamiast poddać się rozpaczy czy smutkowi, protagonista w swoim unikatowym stylu stara się wszystkim udowodnić, że nie jest seryjnym mordercą, lecz herosem i jedyną nadzieją ludzkości w walce ze złem. Jeśli odbiorca polubił interpretację bohatera z pierwszego sezonu, czyli starego kobieciarza i gadułę, to zdecydowanie polubi go też i w drugim.

Twórcy serii Ash vs Evil Dead mogą pochwalić się doskonałym kunsztem w kreowaniu interesujących postaci, których los nie jest widzowi obojętny. Jest to główna zaleta obu sezonów. Na szczególną uwagę w drugiej serii przygód Asha zasługuje los Pablo, gdyż zostaje rozwinięty motyw jego nadprzyrodzonej więzi z Necronomiconem Ex Mortis. W przeciągu całej serii zostało zademonstrowane, jak młody chłopak przezwycięża lęk i niepewność oraz ostateczne nabiera wiary we własne siły. Z kolei coraz bardziej dostrzegalny jest wpływ Asha na zachowanie Kelly. Pomimo ciągłych przeciwności losu i coraz dziwaczniejszych przeciwników, dziewczyna nigdy się nie poddaje i zaczyna wykazywać się dużą kreatywnością w rozwiązywaniu problemów. Można śmiało stwierdzić, że Kelly zachowuje się niczym nieślubna córka protagonisty, o której ten mógłby tylko pomarzyć.

W drugim sezonie do drużyny Asha dołącza Ruby – główna antagonistka z poprzedniej serii. Osobiście wolałam ją, kiedy jej motywacja była dla widzów jedną wielką niewiadomą. Na skutek zmiany „linii frontu” traci ona bowiem tak atrakcyjną aurę tajemniczości i przeistacza się w „tą czwartą”, zazwyczaj stojącą z boku. Nie ponosi tu winy aktorstwo Lucy Lawless, które jest bardzo dobre5, a zbyt stonowany charakter tej postaci. Co prawda Ruby ma dobre momenty w serialu, np. wszystkie sceny interakcji z Pablem, ale na tle głównych bohaterów o dość barwnych osobowościach wydaje się być niemalże „wyblakła”. Nie pomaga fakt, że jej przeciwnicy z początku sezonu – zbuntowane, demoniczne potomstwo – należą do wyjątkowo nudnych i sztampowych potworów. Ich plany zabicia „mamusi” i przejęcia władzy nad światem nie wciągają widza tak, jak złowrogie działanie Necronomiconu czy poczynania Ruby z pierwszego sezonu. Odbiorca serialu wręcz nie może się doczekać, kiedy bohaterowie w końcu uśmiercą tę bandę pomalowanych na szaro golasów.

Na szczęście projekty potworów z dalszej części drugiego sezonu są udanym połączeniem znanych motywów grozy z nowatorskimi i oryginalnymi pomysłami twórców. Nawiedzone wnętrzności (nie, to nie jest przejęzyczenie), postacie opętanych ludzi czy ożywione przedmioty, takie jak samochód czy pacynka, potrafią wzbudzić u widza wybuchową mieszankę emocji; od dziecięcej radości, wesołości i ekscytacji na widok poczynań istot demonicznych, aż do strachu, obrzydzenia i wstrętu. Dodatkowo główny przeciwnik drugiego sezonu ma interesujące moce, które przyczyniają się do wytworzenia uczucia osaczenia oraz narastającej nieufności wśród postaci pozytywnych. Na szczególną uwagę zasługują dekoracje i scenografia – twórcy odwołują się nie tylko elementów z uniwersum Martwego Zła, lecz również bawią się konwencją opowieści grozy o szpitalach psychiatrycznych czy nieśmiertelnym motywem zamknięcia w budynku z demonem, podszywającym się pod jednego z bohaterów. Zachwycające efekty specjalne w Ash vs Evil Dead są dowodem, że nic nie zastąpi starej, dobrej animatroniki. Wprawdzie pojawia się momentami animacja komputerowa, ale w małym stopniu i nie drażni oczu widza.

Jedyne, co psuło mi radość z oglądania, to dziura logiczna, która nie została „załatana” przez cały sezon. Jeśli wszyscy mieszkańcy Elk Creek, nawet policja, uważają, że Ash jest seryjnym mordercą, dlaczego trzydzieści lat temu pozwolili mu wyjechać z miasta? Czemu ograniczali się do obrażania go? Nie mogli Asha aresztować lub zamknąć w zakładzie psychiatrycznym? Na wielkiego Galactusa, Pożeracza Światów, przecież znaleźli w domku leśnym pocięte przez niego kawałki ciał! Wspomniany problem można by łatwo rozwiązać poprzez stwierdzenie, że policja nie mogła bohatera odnaleźć, ponieważ zaginął6, a on sam dopiero niedawno wrócił do rodzinnej miejscowości. W serialu zostaje jednak powiedziane wprost, że Ash wyprowadził się właśnie z powodu szykanowania. Skoro protagonista był „dostępny” dla stróżów prawa, czemu nie podjęli żadnych działań? Mam nadzieję, że powyższe pytania znajdą odpowiedź w następnych odcinkach.

Nie mogę doczekać się premiery trzeciego sezonu. Druga seria zostawia odbiorcę z niedosytem i pragnieniem, by zobaczyć więcej. Są wprawdzie pewne „zgrzyty” fabularne, lecz przegrywają one z udanymi postaciami, ciekawymi wizjami potworów oraz rewelacyjnymi elementami komediowymi. Warta uwagi jest zwłaszcza muzyka. Osoba, która wybierała piosenki do obu sezonów Ash vs Evil Dead, powinna zdecydowanie dostać podwyżkę, a najlepiej dwie. Oprócz muzyki autorstwa Josepha de Luca (twórcy ścieżki dźwiękowej do Martwego Zła i Martwego Zła 2), w serialu można usłyszeć brzmienia piosenkarzy i zespołów głównie z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – m. in. Deep Purple, Styx , AC/DC, Frijid Pink. Ścieżka dźwiękowa serialu to po prostu marzenie każdego fana dobrego rocka. Zdecydowanie polecam drugi sezon Ash vs Evil Dead.

1 Reżyser, producent, a czasami także aktor. Uwielbiany przez fanów, znany głównie jako twórca uniwersum Martwego Zła, filmu Darkman (1990) oraz pierwszej trylogii przygód Spider-Mana (2002;2004; 2007). 

2 Podobnie jak S. Raimi, uwielbiany i kochany przez fanów swoich filmów. Aktor, którego nie trzeba przedstawiać miłośnikom horrorów niskobudżetowych czy wielbicielom postaci Autolycusa, samozwańczego króla złodziei z serialu Herkules (1995-1999). 

3 Zarówno Sam Raimi, jak i Bruce Campbell zaprzeczyli, jakoby mieli pracować nad tym projektem. 

4 Podana interpretacja postaci Asha Williamsa trochę zdumiewa, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że Bruce Campbell uważa odgrywanego przez siebie bohatera za ofiarę zespołu stresu pourazowego. Zob.: J. Hibberd, „Evil Dead” scoop: Bruce Campbell reveals series details, http://ew.com/article/2014/12/22/evil-dead-bruce-campbell-interview/ [Dostęp: 17 stycznia 217]. 

5 Lucy Lawless jest głównie rozpoznawalna dzięki rolom w takich serialach, jak Xena wojownicza księżniczka (1995-2001), Battlestar Galactica (2005-2009) czy Spartakus (2010-2012). Bardzo dobrze wychodzi jej odgrywanie silnych i niezależnych kobiet. 

6 Fabuła trzeciego filmu z cyklu, Armii ciemności, opiera się na motywie podróży w czasie. Ash cofa się do okresu średniowiecza. 

Anna N. Wilk

Anna N. Wilk, Przetnij go piłą jeszcze raz, Ash, „Creatio Fantastica”2017, nr 1-2 (56-7).

Reklamy