Izabela Osiadły – Kochankowie na targanej wojną planecie

Recenzja książki: Amie Kaufman, Meagan Spooner, W spojrzeniu wroga [This Shattered World], przekł. Martyna Tomczak, Kraków: Moondrive 2017, ISBN: 978-83-7515-059-9, ss. 352.

Trzy światy. Trzy historie miłosne. Jeden wróg. Tak w wielkim skrócie przedstawia się koncepcja młodzieżowej serii science-fiction Starbound, wydanej przez Moondrive (marka wydawnictwa Otwartego). Każdy z tomów przedstawia losy innej pary bohaterów, dziewczyny oraz chłopaka (z uwagi na dominujący w powieściach wątek romantyczny), których łączy walka z jednym wspólnym wrogiem, mianowicie najbogatszym człowiekiem w galaktyce, właścicielem tajemniczej korporacji LaRoux Industries. Za każdym razem akcja rozgrywa się w innej części kosmosu, co wprowadza różnorodność, pozwala wykreować charakterystyczny dla danego miejsca klimat oraz daje ogromne pole do popisu dla wyobraźni, bowiem odwiedzamy nowe planety. W pierwszym tomie noszącym tytuł W ramionach gwiazd (2016) poznajemy córkę wspomnianego milionera, Lilac LaRoux, oraz młodego bohatera wojennego, Tarvera. Oboje znajdują się na pokładzie Ikara, największego promu kosmicznego w galaktyce, w momencie, kiedy statek rozbija się podczas rejsu. Niniejsza recenzja dotyczy tomu drugiego, czyli W spojrzeniu wroga, gdzie rolę głównych postaci przejmują rebeliant Flynn Cormac oraz dowódczyni Jubilee Lee z planety Avon.

Myślę, że na początek warto wyjaśnić, czy powieści łączą się ze sobą w bardziej znaczący sposób niż tylko poprzez walkę z tym samym czarnym charakterem. Otóż tak, pojawiają się elementy znane z poprzedzającej dzieło historii. Przede wszystkim powracają Traver oraz Lilac, lecz jako postacie drugoplanowe; poznajemy ich dalsze losy. Poza tym to, co zdarzyło się tuż po rozbiciu się Ikara, stanowi fundament dla całego zamysłu trylogii (mimo iż kolejne części traktują o zdarzeniach długo po wypadku) i jednocześnie jest jej największą tajemnicą. Czytelnik znów ma do czynienia z zagadką dziwnych wizji, co jako najważniejsze ogniwo spaja wszystkie trzy tomy. Niemniej, bez znajomości W ramionach gwiazd można sięgnąć po W spojrzeniu wroga. Powiedziałabym nawet, że powieść jest wówczas intrygująca i zaskakująca, w przeciwnym razie dość łatwo się wszystkiego domyślić, co niestety pozbawia dreszczyku emocji.

Przyznam, że W spojrzeniu wroga to trudny orzech do zgryzienia – w ocenie, ma się rozumieć. Z jednej strony odbieram tę książkę jako zwyczajny łącznik pomiędzy świetnym początkiem a finałem, który bez szerszego, bardziej interesującego kontekstu nie robiłby chyba dużego wrażenia, z drugiej – powieść prawidłowo spełnia swoją misję, pokazuje własny, inny charakter i jest dobra warsztatowo.

Jubilee Lee oraz Flynn Cormac zostali osadzeni w fabule na zasadzie sprzeczności, czegoś zakazanego, co nie powinno się wydarzyć. On buntownik-pacyfista poszukujący odpowiedzi na szalone podejrzenia, ona – bezduszna dowódczyni, nie mająca pojęcia, że coś niebywale złego dzieje się w wojsku i na okolicznych bagnach. Akcja (osiem miesięcy po tragedii pasażerów Ikara) zaczyna się dynamicznie, bo od porwania kapitan do siedziby rebeliantów. Później narzucone tempo jest w miarę dobrze utrzymywane, choć bohaterowie poruszają się właściwie tylko w dwóch obszarach: na terenie obozu wojskowego oraz na mokradłach (z małym wyjątkiem przeniesienia się na orbitę kosmiczną). Jest to nieco problemowe, ponieważ przez ponad trzy czwarte powieści odnosiłam wrażenie, że traktuje ona wyłącznie o militariach, zatargach między wojskiem a uciśnioną ludnością, wojnie, która równie dobrze mogłaby się rozgrywać gdzieś na Ziemi. Tylko nieliczne wzmianki przypominają, że znajdujemy się na obcej planecie, a sprawa kryje za sobą coś o wiele większego, głębszego i paranormalnego.

Sam Avon nie został opisany w sposób ciekawy i zbyt szczegółowy. Autorki założyły, że to planeta nierozwijająca się, niestabilna; całe jej niebo zakryte jest gęstymi chmurami często powodującymi zakłócenia w łączności, nie rośnie też trawa. W mojej wyobraźni przestrzeń ta wykreowała się jako szara, przygnębiająca, trochę mroczna. Niewątpliwie została tak zaprojektowana, aby podkreślić klimat konfliktu, strach przed tajemniczymi atakującymi wizjami. Szkoda, że tak mało się o niej dowiadujemy.

Dużym plusem jest ukazanie rysów psychologicznych głównych postaci, ich obaw i uczuć. Podobnie jak w powieści W ramionach gwiazd narracja jest pierwszoosobowa, przy czym narrator zmienia się co rozdział – raz poznajemy zdarzenia z perspektywy Jubilee, raz Flynna. Relacja między nimi buduje się stopniowo – w końcu bardzo wiele ich dzieli. Nie powiedziałabym, że romans jest porywający, lecz dojrzały, zbalansowany. Liczą się tutaj czyny, zaufanie, nie zaś namiętność, czułe słowa i gesty. Priorytet bezwzględnie stanowi dobro mieszkańców planety. Dodam jeszcze, że na końcu każdego rozdziału pojawiają się urywkowe wspomnienia Jubilee z przeszłości. Warto zwrócić na nie większą uwagę, ponieważ z pozoru nieistotne, pomieszane i chaotyczne, składają się na ważną poszlakę do rozwiązania zagadki.

Zaskakujące wydarzenia czekają na nas pod koniec lektury. Niemniej, nie wszystko zostaje wyjaśnione – właściwie problem jakby rozwiewa się, zanim bohaterowie podejmą prawdziwą walkę. Wiemy więcej na temat LaRoux Industries oraz głównego wroga, ale wciąż za mało. Zakończenie wydaje się tylko załagodzeniem sprawy, rozejmem, który zawarto na chwilę. Ostateczna rozgrywka będzie mieć miejsce w tomie trzecim. Dlatego mam tak mieszane odczucia co do W spojrzeniu wroga. Książka dobrze łączy część pierwszą i trzecią, ale chyba nic poza tym. Jako historia sama w sobie, czyli losy Jubilee oraz Flynna, pozostawia niedosyt, tak samo jak Avon.

Izabela Osiadły

Izabela Osiadły, Kochankowie na targanej wojną planecie, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

 

Reklamy