Alicja Podkalicka – To tylko kolejny koniec świata

Recenzja książki: Tommy Wallach, Przed końcem świata [We All Looked Up], przekł. Iwona Michałowska-Gabrych, Wrocław: Bukowy Las 2016, ISBN: 978-83-8074-049-5, ss. 376.

Jak niewiele znaczy ludzkość w skali kosmosu, dostrzec można tylko po zgłębieniu tematu i próbie wyobrażenia sobie rozległości przestrzeni, która ukryta jest za błękitem nieba. Nieskończona głębia wszechświata, jego pozorny chłód i obcość wciąż udowadniają człowiekowi, że jest tu tylko gościem – zjawiskiem, które zaistniało z przypadku i równie nagle może zniknąć. Jednak w spokojnej, codziennej egzystencji rzadko zastanawiamy się nad tym, pochłonięci bieżącymi, przyziemnymi sprawami, które są dla nas tak ważne, że przesłaniają wszelkie inne kwestie. Co może sprawić, że odwrócimy się od tymczasowych, błahych przeszkód, które przecież w porównaniu z kosmicznym „być albo nie być” wydają się być zabawną wręcz igraszką i przypomnimy sobie o wartościach, które leżą u podstaw człowieczeństwa, a które tak łatwo ulegają zatarciu? Takim czynnikiem okazuje się zazwyczaj – jeśli wierzyć literaturze, bo na własnej skórze sprawdzić to ciężko – jakaś nadchodząca katastrofa mająca oznaczać koniec. Definitywny koniec życia, Ziemi w ogóle… Tommy Wallach wybrał z dostępnego asortymentu środek nieco trącący myszką, ale nadal skuteczny: asteroidę.

W liceum im. Hamiltona z pozoru nie dzieje się nic wyjątkowego. Jeden z uczniów, Peter, przeżywa frustrację z powodu rozterki, w jaką wprawia go uwaga nauczyciela na temat jego planów życiowych. Jest świetnym koszykarzem, pragnie związać z tą dziedziną sportu dalsze losy, jednak chwila, w której uświadamia sobie, że mógłby kiedyś z perspektywy czasu określić swój wybór jako nietrafiony, zmienia jego pogląd na dotychczasowe zamiary. Jednocześnie ma wątpliwości odnośnie do swojego związku ze Stacy, dziewczyną z dobrego domu, piękną, ale niezbyt wrażliwą. Jego zainteresowanie kieruje się w stronę samotniczki Elizy, która raczej niechętnie udziela się w szkolnym towarzystwie: jej nieokreślone stosunki z matką i chory na raka ojciec to tylko początek problemów. Przypadkowa chwila, która łączy Petera i Elizę w jednym pocałunku w ciemni fotograficznej, powoduje ciąg błyskawicznie następujących po sobie wydarzeń: odkrycie zdarzenia przez Stacy, rozejście się plotek, reputacja Elizy jako „puszczającej się”, zobojętnienie… Z drugiej strony jest Anita, wyjątkowo zdolna i bogata, ale zaszczuta przez przesadnie ambitnych rodziców – i Andy, ćpun i punk, z którym mija się przypadkiem w korytarzu: rzucone przez niego słowa na widok zapłakanej twarzy dziewczyny, choć zupełnie banalne, dadzą jej motywację do realizowania własnych zamierzeń. Do czasu, gdy wszystkie plany zostaną zniszczone przez jeden komunikat medialny: wyjątkowo jasna gwiazda, dobrze widoczna na niebie w ciągu dnia, okazuje się jednak stanowić zagrożenie dla Ziemi. Ludzkości zostały dwa miesiące i szansa, że uda jej się przetrwać ten termin, wynosi jeden do trzech.

Motyw analizy ludzkich zachowań w obliczu tragedii nie jest w literaturze niczym nowym, tak też w przypadku młodzieżówki, jaką jest Przez końcem świata – trudno o świeże spojrzenie na to zagadnienie. Wygląda ono tu raczej jak pretekst do pogłębionej analizy kontrastów: z jednej strony jest grupka ludzi młodych, bardzo różniących się między sobą, mniej lub bardziej inteligentnych, mających różne plany na przyszłość (lub nie, jak w przypadku Andy’ego), która dopiero wchodzi w dorosłość, podejmuje próby samodzielnego życia z całą tego burzliwą otoczką; z drugiej zaś „spadająca gwiazdka”, Ardor, jak została określona w języku potocznym (od skrótu ARDR-1388) – mająca sprawić, że wszystkie te sprawy nagle stracą na znaczeniu. Co więc robi młodzież? Organizuje imprezę.

Bohaterowie stanowią bardzo ciekawą mieszankę charakterów. Peter jest jak standardowy punkt programu amerykańskich filmów o nastolatkach: atrakcyjny, lubiany, odnoszący sukcesy w sporcie. Ten raczej nudny schemat dość szybko zostaje złamany, jedno pytanie o pyrrusowe zwycięstwo, jakim byłoby życie znanego sportowca, który gdzieś pod koniec odkrył, że zmarnował swój czas na „zwykłą grę” wywraca jego wartości do góry nogami i zapoczątkowuje przemianę, która następować będzie stopniowo, ale nieubłaganie, przekształcając go w osobę trzeźwo myślącą i skłonną do poświęceń. Eliza, z drugiej strony, spada na dno: uznanie jej za dziwkę w środowisku szkolnym spowodowało jedynie tyle, że postanowiła zapracować na własną reputację, zachowując się ryzykownie, ale nadal próbując ukryć własne problemy przed śmiertelnie chorym ojcem. Nie wszyscy jednak uważają ją za niewartą uwagi. Andy należy do osób, które nie przejmują się niczym, dla niego liczy się tylko „tu i teraz”: alkohol, narkotyki, muzyka, deskorolka i przykry obowiązek ukończenia szkoły. Eliza jest dla niego celem: wyśmiewany przez przyjaciół z powodu bycia prawiczkiem w wieku lat osiemnastu to właśnie ją uważa za idealną osobę do udowodnienia sobie i innym swojej „męskości”. Z czasem zaczyna mylić powierzchowne dążenia z uczuciem. Staje się on za to wyjątkowo bliski Anicie, dla której nadchodzący koniec świata oznacza wyzwolenie się spod nacisku cudzych ambicji. W miejsce najlepszej uczennicy dostaniemy więc utalentowaną śpiewaczkę, której Andy ma pomóc rozpocząć nowe życie i zorganizować koncert, na którym będzie mogła wystąpić. Obok nich pojawia się jeszcze siostra Petera, Samantha zwana Misery, związana z Bobo, tym samym, którego tak bawiło „dziewictwo” Andy’ego, a także Stacy, która jednak pokazuje się już bardziej epizodycznie, nie wywołując ani krzty sympatii.

Bohaterowie są zróżnicowani i wyraziści, i chociaż mają w sobie dużo z tego amerykańskiego charakteru, który raczej widuje się w telewizji niż na własnym podwórku, to powieść na tym nie traci. Autor nie bawi się też w subtelności, opisując szkolne i osobiste życie uczniów, a więc wszystko to, czego nie chciałoby się powiedzieć rodzicom, będzie miało tu miejsce: kontakty ze środowiskiem przestępczym, narkotykowe imprezy i grzeczne dziewczyny, które idą do łóżka z przypadkową osobą, ponieważ „czują się zagubione” – to wierzchołek góry lodowej. Nadchodząca tragedia wpływa na wszystkich tak, jak można by przypuszczać: znikają wszelkie hamulce, w opanowanym postępującym chaosem kraju nic nie jest święte, o dziwo jednak nadal działa szkoła, chociaż i ona do czasu. Zapytać można tylko: gdzie są rodzice?

Ci wydają się w Przed końcem świata postaciami zupełnie biernymi. W wydarzeniach uczestniczą jedynie na tyle, by zdążyć wypowiedzieć kilka standardowych kwestii (w rodzaju „bezpieczeństwo jest najważniejsze”, „wróć do domu na obiad”, „wszystko będzie dobrze”), nie reagują za to zupełnie na sytuację. Większość rodziców spróbowałaby chociaż porozmawiać z dziećmi, zbliżyć się do nich, nawiązać kontakt; tu jest obojętność. Rodzice Petera i Misery podejmują próbę wyjazdu z miasta, ale poza nakazami rzucanymi w stronę dzieci nie angażują się z nimi w żaden dialog, przechodzą do porządku dziennego nad ucieczkami córki i jej wątpliwym prowadzeniem się, nie interesuje ich trauma syna, jaką ten wciąż przeżywa po stracie brata. Ojciec Elizy jest człowiekiem ciepłym i posiadającym spore jak na swój stan poczucie humoru, to on też jest najbardziej wiarygodnym z rodziców, próbując naprawić trudną relację córki z matką, czy opowiadając o żywionych nadal do byłej żony uczuciach; tylko on sprawia wrażenie istoty żywej. Jego zupełnym przeciwieństwem są opiekunowie Anity, zimni, żyjący w świecie własnych ambicji, całkowicie niezainteresowani uczuciami córki, traktujący ją jak przedmiot (bądź jak kolejną inwestycję, jak stwierdza sama zainteresowana), po dosłownym wyrzuceniu jej z domu – z przyczyny wyjątkowo błahej, jeśli wziąć pod uwagę okoliczności – nie podejmują żadnej próby nawiązania z nią kontaktu, a przecież Anita jest ich jedynym dzieckiem. To, plus przewijający się od czasu do czasu równie obojętny świat nauczycieli i przedstawicieli władz (z paroma chlubnymi wyjątkami, ale jednak), sprawia wrażenie, jakby wydarzenia pomiędzy młodymi rozgrywały się w zupełnie innym uniwersum, odgrodzonym od reszty społeczeństwa szklaną ścianą. Kontrasty w tym układzie odniesienia są uderzające, wywołują momentami szok, ale wszystko to dzieje się kosztem wiarygodności. Ludzie tak nie postępują.

Przed końcem świata jest książką, do której „dołączona” została ścieżka dźwiękowa – Tommy Wallach nagrał płytę o tym samym tytule (We All Looked Up, co brzmi stanowczo lepiej niż zmieniony polski tytuł), na którą skomponował, zagrał i zaśpiewał dziesięć utworów. Dodatkowo powstał filmowy trailer książki, są też, jak się okazuje, plany ekranizacji pod skrzydłami studia Paramount. Co do samej pozycji mam uczucia dość mieszane. Jest w niej pewien poetycki wydźwięk, poruszający wartości takie, jak nadzieja, miłość, determinacja, jest klasycznie młodzieżowy wątek podążania za marzeniami i wybierania własnej drogi życiowej – w sposób dość radykalny ze względu na dodany „termin ważności” – a w końcu autor dokonuje dekonstrukcji tego wszystkiego tylko po to, by nie pokazać wielkiego finału, jednak książka nie ustrzegła się nieścisłości i niedopowiedzeń, które uwierają, jeśli jest się czytelnikiem zwracającym uwagę na szczegóły. Bądź też – jeśli patrzy się na fabułę z punktu widzenia osoby dorosłej.

Alicja Podkalicka

Cytowanie: Alicja Podkalicka, To tylko kolejny koniec świata, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Advertisements