Anna N. Wilk – Sandał vs Kajak

Recenzja filmu: Sadako vs Kayako, reż. Kôji Shiraishi, Japonia: NBCUniversal Entertainment Japan, 2016.

„Uwaga! Oglądanie Sadako vs Kayako może wywołać następujące działania niepożądane: wyssanie z człowieka wiary we wszystko, co dobre, uczucie rozgoryczenia i żalu, bezpowrotną utratę półtorej godziny życia, niesamowite wynudzenie oraz gwałtowną chęć wyjazdu do Japonii i zamordowania scenarzysty. Przed próbą obejrzenia zapoznaj się z niniejszą recenzją bądź skonsultuj z fanem horrorów, gdyż film zagraża twojemu życiu lub zdrowiu”.
Proponowany napis na plakaty i opakowania DVD

1 kwietnia 2015 roku w Internecie pojawiła się zapowiedź filmu Sadako vs Kayako, crossovera dwóch najbardziej znanych japońskich horrorów – The Ring oraz Klątwy Ju-On. Wspomniana informacja była zaledwie dowcipem primaaprilisowym, przygotowanym z powodu bliskiej premiery kolejnej części z cyklu Klątwa Ju-On (Ju-On: The Final Curse; 2016) i nikt nie przewidział, że miłośnicy japońskiej grozy zareagują tak mocnym, pozytywnym odzewem. Należy pamiętać, że oba tytuły cieszą się dużą renomą na całym świecie i doczekały się już wielu kontynuacji filmowych, komiksowych i literackich, a nawet amerykańskich remake’ów1. Ponadto, główne antagonistki – Sadako (The Ring) i Kayako (Klątwa Ju-On)2 można spokojnie określić mianem „prekursorek nowych trendów w świecie grozy”, gdyż to właśnie ich sukcesowi zawdzięczamy obecnie dużą liczbę horrorów o demonicznych, długowłosych kobietach, które poruszają się w niepokojący sposób, naruszający wszelkie prawa fizyki. Kiedy więc ogłoszono, że zmierzą się one ze sobą w podobnym stylu, co bohaterowie filmów Obcy vs Predator (2004) czy Freddie vs Jason (2003), fani wpadli w stan radosnego ożywienia. Grzechem (finansowym) byłoby zignorowanie podobnych reakcji wśród potencjalnych klientów, dlatego już 10 grudnia 2015 roku potwierdzono autentyczność owej pogłoski, a 18 czerwca 2016 roku horror Sadako vs Kayako trafił do kin japońskich. Fani spoza Kraju Kwitnącej Wiśni musieli jednak poczekać jeszcze kilka miesięcy, zanim pojawiły się pierwsze tłumaczenia filmu. Czy było warto? Nie, niestety, nie było.

Bardzo chciałam obejrzeć crossover The Ring i Klątwy Ju-On, ponieważ czuję słabość do horrorów bazujących na motywie konfliktu między dwoma wybranymi kultowymi potworami/seryjnymi mordercami/kosmitami/niepotrzebne skreślić. Do obejrzenia Sadako vs Kayako dodatkowo zmotywował mnie fakt, że trailer obiecywał coś kuriozalnego i aż genialnego w swojej prostocie – opowieść o grupie nastolatków, która zdecydowała się obejrzeć przeklętą kasetę video Sadako w domu, opętanym właśnie przez Kayako. Wszystko wskazywało na to, że twórcy mają jakiś pomysł na fabułę, czyli horror będzie gratką dla prawdziwych fanów, nakręconą z lekkim przymrużeniem oka. Dwie demoniczne Japonki miały bić się między sobą o prawo do zabicia głównych bohaterów, a ja – nie krzyczeć ze złości po seansie. Trailer kłamał.

Sadako vs Kayako to hańba na honorze horrorowych crossoverów, która powinna być analizowana i rozbierana na części pierwsze przez studentów filmoznawstwa jako podręcznikowy przykład braku szacunku dla oczekiwań widzów. Niby pojawia się postać Sadako i występuje również Kayako, ale tytułowe „vs” zaginęło w tajemniczych okolicznościach. Podczas seansu można odnieść wrażenie, że ogląda się nieudolną próbę sklejenia ze sobą fragmentów dwóch różnych horrorów; są dwa miejsca akcji oraz dwie grupy bohaterów, które mają styczność tylko z jedną określoną antagonistką. Zarówno jedni, jak i drudzy nic o sobie nie wiedzą i dowiadują się o swoim istnieniu dopiero po ponad godzinie (czy wspominałam, że cały film trwa około półtorej godziny?). Gdyby twórcy Sadako vs Kayako chcieli być choć trochę uczciwi w stosunku do widzów, musieliby zmienić tytuł na Sadako przez przypadek trafia na Kayako i nie wie co robić, ponieważ do pierwszego spotkania obu antagonistek dochodzi pięć minut przed napisami końcowymi (!), a ich „walka” polega głównie na konkursie stękania i intensywnego wpatrywania się w siebie nawzajem. O ile można stwierdzić, że są to naprawdę Sadako i Kayako, a nie Sandał i Kajak, ich dalekie kuzynki z Wygwizdowa Dolnego.

Kto ogląda podobne crossovery? W większości przypadków – zagorzali fani. Kto więc pójdzie do kin/kupi DVD Sadako vs Kayako? Osoby dobrze znające fabułę The Ring i Klątwę Ju-On, czyli będące w stanie wyłapać wszystkie błędy merytoryczne. „Oczywista oczywistość”, ale twórcy najwidoczniej o niej zapomnieli. Ich decyzje fabularne pozwalają dojść do wniosku, że mieli oni kiedyś styczność z The Ring i Klątwą Ju-On, ale w formie plakatu narysowanego przez dziecko jednego z nich, ze sporej odległości i przez zabrudzoną szybę wystawową. Nagle okazuje się bowiem, że Sadako posiada moce i sposób zachowywania się nieustalony we wcześniejszych książkach czy filmach; uśmierca ofiary nie po siedmiu, a po trzech dniach, zmusza ich do popełniania samobójstw i potrafi robić bardzo dziwne rzeczy ze swoimi włosami. Nawet nagranie z jej przeklętej kasety video jest inne – ikoniczną scenę ze studnią zastąpiono… otwieraniem drzwi, prawdopodobnie w jakiejś świątyni. Tak dużo wprowadzono zmian, że początkowo uznałam je za celowy zabieg fabularny; motyw ducha, podszywającego się pod Sadako lub działania Kayako, która zdecydowała się „skopiować” modus operandi swojej „rywalki”. Niestety, najwidoczniej jestem bardziej kreatywna od osób odpowiedzialnych za stworzenie recenzowanego filmu, gdyż podane modyfikacje wydają się być jedynie objawem ich lenistwa i poważnego zniechęcenia. Czy naprawdę tak trudno było skorzystać choćby z Wikipedii, aby sprawdzić cechy charakterystyczne bohaterki The Ring? A może po prostu ekipa filmowa do samego końca myślała, że kręci inny horror, pt. Sandał: Kaseta z przeceny?

O ile Kayako znalazła się w trochę lepszej sytuacji od bohaterki The Ring, ponieważ w filmie jest mało scen z jej udziałem i tylko „trochę” irytuje, to twórcom udaje się całkowicie zniechęcić fanów Klątwy Ju-On do Toshio, jej syna. Duch chłopca pojawia się zupełnie bez powodu i tak często, że może wywołać u widza poważną reakcję alergiczną. Jego „znak rozpoznawczy” – wydobywające się z ust kocie miauczenie – szybko przestaje być straszne i zaczyna mocno drażnić. Już po pół godzinie filmu można znienawidzić wszystkie koty na świecie wskutek zwykłego skojarzenia ich z postacią Toshio. Podobne atrybuty postaci demonicznych potrafią świetnie działać w horrorach, wpływać na wytworzenie atmosfery grozy, ale pod warunkiem, że są one umiejętnie wprowadzane do fabuły i nie eksploatowane nadmiernie. Sadako vs Kayako nie tyle je dawkuje, co wpycha przemocą.

Crossover Klątwy Ju-On i The Ring jest horrorem wyłącznie z nazwy. Postacie duchów nie są straszne, fabuła nie jest straszna, muzyka nie jest straszna, nic nie jest straszne. Więcej grozy odbiorca znajdzie choćby w pudełku płatków śniadaniowych czy w trakcie lektury instrukcji obsługi miksera. Z ekranu wręcz się wylewa całe morze, ba, ocean nudy. Można w nim tylko tonąć i liczyć na szybki koniec (filmu). Obserwowanie działań dwóch grup bohaterów również nie jest ratunkiem, a jedynie kotwicą, ciągnącą resztki nadziei widza w dół. Jeśli postacie nie porażają swoją głupotą, atakami histerii i brakiem instynktu samozachowawczego, to irytują nadmierną pyszałkowatością i zadufaniem. Szczególnie mocno pragnie się śmierci dwójki egzorcystów, która pojawia się w drugiej połowie filmu i w ciągu kilku minut udowodnia, że w pełni zasłużyła nie tylko na statuetkę „Kompletnego Buca Stulecia”, ale również na nagrodę Darwina za naprawdę rewelacyjny, całkowicie pozbawiony wad i łatwy do wdrożenia pomysł pt. „Bójka dwóch niepokonanych, niemożliwych do wyegzorcyzmowania duchów z pewnością zniweluje działanie obu klątw”. Trudno zauważyć problem w rozumowaniu dwójki egzorcystów, prawda?

Po obejrzeniu Sadako vs Kayako czuję się jak małe dziecko, które kilka miesięcy czekało na Boże Narodzenie tylko po to, aby znaleźć rozprute wnętrzności wszystkich swoich pluszowych zabawek i zostać brutalnie uświadomionym, że Święty Mikołaj nie istnieje, a cukier jest niezdrowy i psuje zęby. Sadako vs Kayako obiecuje dobrą zabawę, a ofiaruje jedynie rozczarowanie oraz brak szacunku dla fanów The Ring i Klątwy Ju-On. Radzę poprzestać na obejrzeniu trailera, który jest o niebo lepszy od samego filmu. Zmarnowany potencjał.

1 3 lutego br. premierę kinową miała kontynuacja amerykańskiej wersji The RingThe Rings (złośliwie stwierdzam, że twórcy musieli cały miesiąc myśleć nad tytułem).

2 W 2014 roku powstał film Ju-On: The Beginning of the End (2014), będący rebootem całego uniwersum Klątwy Ju-on. Postać Kayako przestaje odgrywać rolę głównej antagonistki w cyklu filmów i zostaje zreinterpretowana jako ofiara Toshio, który w tej wersji okazuje się być potężnym duchem, wykorzystującym ją do ponownej reinkarnacji.

Anna N. Wilk

Anna N. Wilk, Sandał vs Kajak, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

 

Reklamy