Krzysztof M. Maj – Cienka czerwona linia

Ciezkie probyRecenzja książki: Linda Nagata, Ciężkie próby [Trials], przekł. Mirosław P. Jabłoński, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, ISBN: 978-83-8062-145-9, ss. 464.

Ciężkie próby Lindy Nagaty kontynuują poprzedzającą je Czerwień aż do bólu – ci więc, którzy nie czytali otwierającego cykl tomu, niech porzucą nadzieję na to, by zabierać się do lektury dopiero teraz. Kontynuacja to bowiem nosząca wszelkie cechy sequela, w tym i tę niesławną, bo cieszącą się złą opinią wypychacza fabuły, sztucznie odwlekającego pożądane rozwiązanie akcji.

Ujawniony w Czerwieni talent Nagaty do prowadzenia żywej, zagęszczonej akcji marnuje się zwłaszcza w początkowych partiach powieści, poświęconych przeciągającemu się procesowi bohaterów walk o Czarny Krzyż. Nie zrozumcie mnie źle: byłoby fantastycznie przeczytać o posttraumatycznych przeżyciach żołnierzy, którzy niezależnie od tego, jak bardzo zaawansowane nosiliby wszczepy i egzoszkielety, to i tak poddawani mo­gą być presji psychicznej rodem z Full Metal Jacket czy Drabiny Jakubowej. Kłopot w tym, że u Nagaty zmienia się to w czarno-białą walkę Patriotycznych Bohaterów Łamiących Prawo w Słusznej Sprawie z Niegodziwą Administracją Waszyngtonu, a to nie wnosi nic nowego ani do wałkowanej w setce już filmów i książek konwencji narracyjnej, ani tym bardziej do dobrego, cyberpunkowego military science fiction. Także krytyka korporacji, prowadzona dziś niezmiennie z pozycji antyneoliberalnych, wypada tu nieco blado w zestawieniu z pierwszym tomem. Thelma Sheridan, z chwilą przymusowego internowania w oczekiwaniu na proces przed międzynarodowym trybunałem za zbrodnie przeciwko ludzkości w Dniu Komy, nie jest już przekonującą figurą rekinów finansjery, a próba jej zastąpienia przez zasuszonego Rosjanina tkwiącego w orbitalnym solitudo wypada właśnie tak blado, jak przedstawia się na pierwszy rzut oka.

Zupełnie jak w powszechnie źle odebranym Helu 3 Grzędowicza, tu także powieść, z przyczyn niezrozumiałych dla względnie oczytanego czytelnika fantastyki, rozpada się na dwie mikropowieści, z których żadna nie zyskuje satysfakcjonującego finału. Werdykt dla Jamesa Shelleya i jego Oddziału Apokalipsy jest bowiem tak samo przewidywalny, jak i sukces jego nowych misji pod najemniczą banderą. W zasadzie jedyną zaskakującą rzeczą była tu dla mnie nazwa dla eksperymentalnej sieci komunikacyjnej EXALT, déjà entendu dla każdego, kto grał w XCOM: Enemy within, gdzie identycznie (!) nazywająca siebie frakcja kooperuje z pozaziemskim najeźdźcą – co sprawiło, że od początku nie brałem całego tego projektu na poważnie. Wszystko inne, co można odnaleźć w Ciężkich próbach, a co wpływałoby na raczej pozytywny odbiór powieści, zachwycało już w pierwszym tomie: świetne, dynamiczne opisy walk, przekonująca wizja bionicznych augmentacji i etycznie wątpliwy projekt neuronalnego Nadzoru. To jednak za mało, gdyż kontynuacja Czerwieni wnosi w tym wymiarze bardzo niewiele – co włącznie z przedłużającym się brakiem odpowiedzi na postawione półtora tomu wcześniej pytanie o motywacje i cele tytułowej sztucznej inteligencji pozostawia po Ciężkich próbach pewien niedosyt. Dla weteranów cyklu i military SF pozycja to zatem obowiązkowa, jednak żółtodzioby powinny na tym etapie rozważyć pochopną decyzję o ruszeniu na front zmagań z nierówną narracją Lindy Nagaty.

Reklamy