Barbara Szymczak-Maciejczyk – Przewrót w świecie legend

8391414ec4574252d34e43582cfb20deRecenzja książki: Patricia Briggs, Zew księżyca [Moon Called], przekł. Ilona Romanowska, Lublin: Fabryka Słów, 2017, ISBN: 978-83-7964-223-6, ss. 420.

Wielu czytelników ma zwyczaj oceniać książkę po okładce. Czasem jednak, jeśli nie zaufamy pierwszemu wrażeniu i zdecydujemy się przeczytać daną pozycję, w życie wejdzie jeden z dwóch scenariuszy. Pierwszy zakłada rozczarowanie, ubolewanie nad straconym czasem i pieniędzmi. Drugi scenariusz oferuje nam, jeśli nawet nie ucztę czytelniczą, to przynajmniej pewną satysfakcję z lektury.

Widząc nieudaną okładkę pierwszego tomu z serii o Mercedes Thompson, jest się zdecydowanie przygotowanym na scenariusz numer jeden. Z kolorowej tektury wyziera bowiem dość mocno roznegliżowana postać. Ciężko stwierdzić, czy to kobieta, czy raczej transwestyta (rysy twarzy wskazują na to drugie). Ramiona i odsłonięty brzuch ozdobione tatuażami, cieniutkie brwi, nisko osadzone na biodrach spodnie i coś, co przypomina związaną pod biustem koszulkę. Tak właśnie przedstawiono główną bohaterkę: atletycznej budowy kobietę-mechanika, ze smarem za paznokciami. Na szczęście, literacki opis Mercedes nijak ma się do wizerunku stworzonego ręką kiepskiego grafika.

Alternatywna rzeczywistość. W naszym zwykłym, pozbawionym magii świecie dochodzi do precedensu: na jaw wychodzi istnienie postaci rodem z legend i baśni! Proces elfa ogrodowego to dopiero początek. Szarzy Panowie i prężnie działające FBI zmuszają poszczególne rasy nieludzi do ujawniania się. Tymczasem gdzieś w mniej zaludnionym mieście pracuje Mercedes Thompson, mechanik z dyplomem historyka. Już na pierwszych stronach książki pojawia się informacja o tym, iż główna bohaterka jest zmiennokształtną. Zamienia się w… kojota. To nie koniec niespodzianek. Pewnego dnia przychodzi do niej wilkołak chcący pracować w warsztacie. Młody chłopak wkrótce ginie, ale nim to się stanie, czytelnikowi serwuje się porcję wiedzy o zasadach rządzących światem wilkołaków. Na ich czele stoi Marrok – zwierzchnik samców Alfa poszczególnych stad. Tak się składa, że to właśnie Marrok wychowywał Mercy po tym, gdy jej całkowicie ludzka matka zobaczyła w kołysce małego kojota. Dzięki temu bohaterka lepiej rozumie wilki, zna ich zwyczaje. Tymczasem śmierć młodego pracownika warsztatu i napad na miejscowego Alfę wprawiają wydarzenia w ruch. Dochodzi do przewrotu.

Nim się dowiemy, kto spiskował, z kim i dlaczego, Briggs zaznajamia nas z całą gamą magicznych istot. Okazuje się, że Mercy ma wiele przydatnych kontaktów. Jako mechanik naprawia drogie niemieckie samochody wampirów (aby uniknąć płacenia haraczu) oraz zdezelowane volkswageny innych ras. Dzięki temu kobieta zna zarówno gremlina o imieniu Zee, jak i czarującego wampira Stefana z poważanej chmary. Zadaje się z tajnym agentem zmieniającym wygląd oraz z ludzką córką sąsiada będącego Alfą.

Podział świata jest jasny: na jednej linii autorka postawiła zwykłego człowieka, mniej lub bardziej świadomego istnienia nieludzi i innych stworzeń, a na drugiej bardzo formalnie zgrupowany świat tych, w których żyłach płynie magia. Wydaje się logiczne, że wilkołaki mają swoje stada, wampiry gromadzą się w chmary (co przywodzi na myśl zabawne skojarzenie z chmarą komarów-krwiopijców), a jeszcze inni wybierają życie w samotności. Można pomyśleć, że Briggs przesadzi, włożywszy do jednego worka liczne postaci z legend, ale tak się nie dzieje. Kolaż postaci nadaje fabule barw, a elementem spajającym całość jest oczywiście Mercedes Thompson.

Patricia Briggs pod pewnymi względami nie sili się na innowacyjność. Nie usiłuje stworzyć nowej mitologii ani wyjaśnić panujących w wykreowanym przez nią świecie porządków. Podaje je za to czytelnikowi z niezwykłą lekkością, tłumacząc: „tak po prostu jest”. Nie dziwi więc, że wampiry to przybyłe ze Starego Świata niesamowicie atrakcyjne istoty posiadające apetyt na krew. W kwestii wyglądu wilkołaki niewiele ustępują krwiopijcom. Ulubionymi miejscami wilków są dzikie knieje. Ich instynkty nakazują im uległość względem samca Alfa i opiekę nad słabszymi. Te dwie cechy mają w pewnym momencie kluczowe znaczenie dla akcji. Nikt nie poczuje się także zaskoczony faktem, że gremlin świetnie radzi sobie z metalem i urokami, a kiedy już poszczególne rasy dokonają na sobie rzezi, po wszystkim przychodzi rosyjska czarownica i sprząta cały bałagan.

Ciekawym dodatkiem do powyższego imaginarium jest główna bohaterka. Mercedes należy do grupy nielicznych już zmiennokształtnych-kojotów. Posiada niezwykle wyostrzone zmysły. Wyczuwa magię jako coś niemal namacalnego. Mimo koszulki noszonej trzecią dobę, oczarowuje napotkanych mężczyzn dzięki silnej osobowości. Zawsze stawia na swoim, a to za sprawą licznych zbiegów okoliczności: Mercy zna Marroka wilkołaków, zostaje przyjęta przez Panią wampirów, odkupiła warsztat od słynnego na cały świat gremlina, ma telefon do najpotężniejszej czarownicy w Ameryce Północnej… Nie starczyłoby palców na policzenie podobnych przypadków. Jeśli nawet Mercedes stanowi do pewnego stopnia twór w stylu Mary Sue, to jednak nie da się jej nie lubić. Żywy humor, determinacja i pewien nieokiełznany urok to tylko niektóre z jej interesujących cech.

Zew księżyca łączy w sobie to, co najlepsze w urban fantasy: alternatywną rzeczywistość, znane i lubiane postaci z ponadczasowych opowieści, nieprzesadzony wątek romansowy, konflikt i przewrót, akcję osadzoną przede wszystkim w wielkomiejskich realiach albo na ich obrzeżach oraz dobrze zbilansowaną dawkę opisów (w tym uczuciowych rozterek Mercedes). Doskonałe scalenie magii i techniki widać choćby w osobie Mercy: zmiennokształtnej pani mechanik. Wiele innych postaci także stanowi wybuchową mieszankę legend z codziennością, np.: dwóch mężczyzn pretendujących do miana Alfy pracuje na stacji benzynowej, kilku wilkołaków wykonuje zawód weterynarza itd.

Słabą stroną książki jest przede wszystkim grafika. Nie tylko okładka, ale także wzory mające w zamierzeniu urozmaicić oprawę graficzną stron z numerami rozdziałów wyglądają kiczowato i nie na miejscu. Poza tym, w druku pojawiają się także nieliczne literówki. Także krótki opis znajdujący się pod tytułem jest nieadekwatny do zawartości książki. Brzmi on: „Mroczny, bezlitosny świat wilkołaków – na wyciągnięcie ręki”. Po lekturze czytelnik śmiało może wybuchnąć śmiechem, widząc podobną zapowiedź. Czy wilkołak udający przerośniętego psa i domagający się pieszczot jest czymś przerażającym? Z pewnością nie. Opisy seksownych Alf także nie są zbyt „mroczne”.

Mimo wszystko książkę naprawdę dobrze się czyta. Połączenie wartkiej akcji, lekkości stylu i wykorzystania znanych postaci zaowocowało lekturą nadającą się na wieczór po ciężkim dniu. Jeśli czytelnik nie będzie oczekiwał fabuły na miarę literackiego Nobla i charakterów o skomplikowanej osobowości, z pewnością się nie zawiedzie.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Przewrót w świecie legend, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Reklamy