Izabela Osiadły – Alchemiczka i nieśmiertelny chłopak

Recenzja książki: C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld, Tajemne miasto [Te Secret City], przekł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Kraków: Moondrive 2017, ISBN: 978-83-7515-421-4, ss. 336.

Tajemne miasto, stworzone we współpracy dwóch pisarek, Francuzki Cariny Rozenfeld oraz Amerykanki C.J Daugherty, to kontynuacja pierwszej części cyklu Tajemny ogień, również opublikowanej nakładem Moondrive (marka Wydawnictwa Otwartego) w 2015 roku. Znów spotykamy się z Sachą Wintersem oraz Taylor Montclair, których połączyło wyjątkowe przeznaczenie. Dla przypomnienia, główny wątek utworu stanowi klątwa, jaka została przed stuleciami rzucona na trzynaście pokoleń pierworodnych synów z rodu zabójcy pewnej alchemiczki, Isabelle. Zgodnie z życzeniem płonącej na stosie kobiety każdy z chłopców musi umrzeć w dniu osiemnastych urodzin. Ani minuty później i… ani minuty wcześniej. Jeżeli Sachę spotka śmierć przed wyznaczonym terminem, powstaje z martwych, a jego rany goją się błyskawicznie. W pierwszym tomie akcja rozpoczyna się na osiem tygodni przed osiągnięciem przez Wintersa pełnoletniości i, jak się okazuje, istnieje szansa, żeby czar odczynić. Sacha poznaje Taylor, trzynastą potomkinię Isabelli, również alchemiczkę.

Niewątpliwie najmocniejszą stroną powieści jest pomysł na klątwę oraz łączące Francuza i Angielkę przeznaczenie. Tak w pierwszym, jak i w drugim tomie największe wrażenie robi ożywianie się Wintersa po każdym tragicznym wypadku. Emocji dodaje fakt, że już niedługo, bo zaledwie za siedem dni, chłopak utraci swoją niezwykłą umiejętność i naprawdę skona. Co gorsza, poznał dziewczynę, z którą stopniowo zaczyna go łączyć więź silniejsza niż przyjaźń, dlatego młody Czytelnik z pewnością przejmie się, czy Wintersowi uda się uniknąć nieuniknionego i żyć z drugą połówką długo i szczęśliwie. Dobra wiadomość jest taka, że w Tajemnym mieście autorki zdecydowały się zagłębić w tematykę ciemnej strony mocy. Nie bały mówić się o demonach, sięgać do tajników okultyzmu czy czerpać z wiedzy odnoszącej się do sztuki odprawiania egzorcyzmów. Kontynuacja jest zdecydowanie mroczniejsza niż poprzedzający ją Tajemny ogień, który był zaledwie wprowadzeniem. Obecność zła oraz związane z tym napięcie i niepokój są w tomie drugim wszechobecne. Mimo iż bohaterowie nie walczą o uratowanie ludzkości i unicestwienie całej demonicznej potęgi na globie, lecz o własny interes, nieoczekiwanie ich losy stają się całym naszym światem.

Zła wiadomość jest jednak taka, że pomimo iż pierwsza część była niejako wprowadzeniem do bardziej dynamicznej, ciemniejszej, niebezpieczniejszej i groźniejszej akcji, wypadła o wiele lepiej w porównaniu z kontynuacją. Powodem takiej opinii jest poczucie niedopracowania scenariusza przez autorki. Szkoda, że skorzystały z prostych i łatwych rozwiązań fabularnych, które już dobrze znamy, zamiast wznieść się na wyżyny wyobraźni i poszukać czegoś oryginalnego. Nie wspominając już o naiwnych przypadkach, kiedy zupełnie niespodziewanie bohaterowie znajdują coś, co dotychczas było niemożliwe do znalezienia, ot tak, po prostu.

Odniosłam wrażenie, że powieść pisano w niezwykłym pośpiechu, tak jakby coś lub ktoś zmusił autorki do jak najszybszego zakończenia projektu. W efekcie opisy są bardzo powierzchowne i krótkie, a co za tym idzie – przedstawione miejsca wydały mi się dziwnie nienamacalne, a postacie papierowe. Zastosowane tempo narracji zdecydowanie nie służy powieści. Akapity przybrały formę wzmianek o tym, co działo się między ważniejszymi punktami fabuły, a to nie do końca pozwala wczuć się w klimat. Przez to jestem zmuszona stwierdzić, że zmarnowano potencjał na bardzo ciekawy thriller dla młodzieży. Tajemny ogień był moim zdaniem o wiele lepiej przemyślany i solidniejszy w opisach.

Bardzo zastanowiły mnie także dialogi. W wielu miejscach wydały mi się dziwnie sztuczne, nieco naiwne albo nawet sztampowe, mało inteligentne, co tylko umocniło obawę, jakoby drugi tom napisany został w ogromnym pośpiechu. Sądząc po zakończeniu, chyba nie powstanie trzecia część, jako że rozwiązano całą sprawę. Wskazuje na to także niezwykle pobieżnie potraktowana scena finałowa. Autorki nie raczyły złożyć większych wyjaśnień, jak i stworzyć epilogu, w którym dowiedzielibyśmy się o tym, co później stało się z Sachą i Taylor. Znów postawiły na krótkie wzmianki, przez co trzeba było się wiele domyśleć. Niby wszystko jest w porządku, a jednak pozostaje niedosyt. Kusi, by wysnuć przypuszczenie, że zbrakło pomysłu, by zaskoczyć Czytelnika i zakończyć cykl o wiele milej.

Z jednej strony to wspaniale, że ci, którzy z niecierpliwością czekali na finał losów Taylor oraz Sachy, doczekali się kontynuacji i otrzymali to, o czym z pewnością marzyli. Z drugiej strony wielka szkoda, że utwór ma w moim odczuciu pewne braki. Spokojnie mogłabym poczekać dłużej, byleby tylko opisy oraz tempo narracji były bardziej dopracowane, a zdarzenia przemyślane oraz oryginalniejsze. Niemniej ten, kto sięgnął po pierwszy tom, zobowiązany jest towarzyszyć alchemiczce i nieśmiertelnemu chłopakowi aż do samego końca.

Izabela Osiadły

Izabela Osiadły, Alchemiczka i nieśmiertelny chłopak, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Reklamy