Izabela Osiadły – Wymiar W

Recenzja mangi: Yuji Iwahara, Dimension W. Tomy 1-5, Przekł. Mateusz Makowski, Warszawa: Wydawnictwo Waneko, 2016-2017.

A gdyby tak elektrownie oraz linie przesyłowe stały się przeszłością? Czy potrafisz sobie wyobrazić, że świat byłby zdolny obejść się bez miliardów gniazdek elektrycznych, kabli oraz baterii, które bez przerwy trzeba ładować na nowo? Takiej niebagatelnej i całkiem intrygującej wizji przyszłości możemy bliżej przyjrzeć się w dziele mangaki Yujiego Iwahary pt. Dimension W. Obecnie na polskim rynku za sprawą Waneko ukazało się pięć tomów (szósty trafi na sklepowe półki w maju br). I, moim skromnym zdaniem, jest to jeden z najlepszych tytułów, jakie znalazły się w ofercie tego wydawnictwa.

Szybki zarys epokowego odkrycia na skalę globalną wygląda następująco: w roku 2036 naukowcy udowodnili, że znane dotychczas wymiary X, Y oraz Z łączą się z jeszcze jednym – tytułowym wymiarem W. Jak się okazało, stanowi on źródło niewyczerpalnej energii. Aby jak najlepiej spożytkować odnalezioną w ogromnej przestrzeni moc, stworzono międzywymiarowe induktory energii elektromagnetycznej zwane „ogniwami”. Na całej kuli ziemskiej wybudowano sześćdziesiąt gigantycznych wież, które stabilizują energię wymiaru, a wspomniane ogniwa przekształcają ją tak, by służyła ludziom. Jak na mój gust, ten futurystyczny zamysł fabularny może budzić w potencjalnym czytelniku ogromny apetyt i co najważniejsze, z każdym kolejnym tomem zostaje on odpowiednio podsycony. Nowinka technologiczna nie jest jedynym atutem tej serii, o czym zaraz opowiem  nieco szerzej.

Akcja rozgrywa się w roku 2072. Mogłoby się wydawać, że za pół wieku świat zmieni się nie do poznania, jednak autor mangi zabiera nas do Centrali 47, która bardzo przypomina współczesną Japonię. Niemniej, im bardziej zagłębiamy się w historię, tym więcej zostaje nam zaprezentowanych nadzwyczajnych osiągnięć i mowa tu m.in. o broni, pojazdach czy o androidach. Skoro już jesteśmy przy tych ostatnich: duet głównych bohaterów zajmuje drugie miejsce na liście zanotowanych przeze mnie mocnych stron mangi. Mira, humanoidalny robot, „córka” najlepszego na świecie naukowca, Shidou Yurizakiego, który znika w tajemniczych okolicznościach, oraz jej staroświecki i nieco szorstki w obejściu partner Kyouma Mabuchi tworzą mieszankę wybuchową. Postać kobieca jest inteligentna oraz urocza, ale na całe szczęście nieprzesłodzona. Jej zdolność odczuwania i rozumowania jak prawdziwy człowiek rozwija się w ciekawy sposób – mam przeczucie, że autor zaplanował arcyoryginalny wątek fabularny z jej udziałem. Najbardziej interesujący wydał mi się natomiast żyjący przeszłością Mabuchi. Jest niebywale ciekawie wykreowany: ceni rzeczy stare, zapomniane; jeździ antycznymi jak na te czasy modelami samochodów i mieszka na stacji benzynowej, bo tylko tam może przechowywać już bardzo rzadko używane paliwo. W walce nie stosuje broni napędzanej energią z wymiaru W, ponieważ niejako występuje przeciwko nowoczesnej technologii. Jest buntownikiem z wyboru. W tomie piątym nareszcie poznajemy jego przeszłość oraz przyczynę takiego zachowania i jest to trzeci powód, dla którego naprawdę warto sięgnąć po tę serię (specjalnie nie zdradzam szczegółów, przekonajcie się sami!).

Ani przez moment podczas czytania Dimension W nie nudziłam się. To jedna z tych historii, które mają ogromny potencjał i właściwie go wykorzystują. Postaci trudno nie polubić, a co ważne: żadna z nich nie pojawia się przypadkiem. Choć z początku można odnieść wrażenie, że będzie to manga, na której fabułę składają się niepowiązane ze sobą krótkie przygody, nic bardziej mylnego. Wypadki ukazane w pierwszych czterech woluminach w płynny i absorbujący uwagę czytelnika sposób doprowadzą do najważniejszego zdarzenia, jakie miało miejsce w przeszłości Mabuchiego. W tomie piątym większą rolę grają emocje, klimat staje się nieco cięższy, zapowiada się walka, która nareszcie ukaże prawdziwe oblicze Dimension W. Sądzę, że dla sekretów oraz możliwości, jakie kryje w sobie czwarty wymiar, zdecydowanie warto się w ten świat przedstawiony zagłębić. Akcja jest bardzo dynamiczna – są walki i pościgi. Nie brak nawet militariów czy odrobiny grozy. Nie jest to jednak tytuł „typowo męski”. Postać Mirai sprawia, że dziewczyny śmiało powinny sięgnąć po tę pozycję. Szykuje się również wątek romantyczny, o czym z pewnością wiedzą osoby, które obejrzały anime.

Na koniec chyba przydałaby się informacja dla tych, którzy oglądali anime Dimension W, będące ekranizacją recenzowanej serii. Te, jak i (przypuszczam) dwa-trzy kolejne tomy pokrywają się z historią ukazaną w animacji. Zdarzenia odwzorowano dość wiernie, z zachowaniem chronologii, aczkolwiek są wyjątki – zauważyłam, że kilka fragmentów wycięto lub skrócono. Lektura przedstawia się dużo lepiej – zachęcam, aby wszystko sobie uporządkować, przyswoić rozszerzone sceny i wyjaśnienia, tym szczególniej że – jeżeli dobrze pamiętam – anime trochę kulało w warstwie merytorycznej.

Dimension W z pełnym przekonaniem polecam – tym, którzy słyszą o nim po raz pierwszy, i tym, którzy się wahają, zwłaszcza po obejrzeniu ekranizacji. Osobiście nie mogę się doczekać tomów, które pokażą losy bohaterów po zawrotnej walce na zasnutej mnóstwem tajemnic Wyspie Wielkanocnej.

Izabela Osiadły

Izabela Osiadły, Wymiar W, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy