Izabela Osiadły – Omnis cogito est

Recenzja książki: Rachel Caine, Atrament i krew [Ink and Bone], przekł. Julia Wolin, Warszawa: Amber 2016, ISBN: 978-83-241-6034-1, ss. 367.

Omnis cogito est —

Wiedza jest wszystkim.

 

Rachel Caine, której światową sławę przyniosła bestsellerowa seria Wampiry z Morganville, powróciła z bardzo ciekawą propozycją dla Czytelników, udowadniając tym samym, że jej popularność nie wynikała bynajmniej z panującej ówcześnie mody na istoty wysysające ludzką krew. Świadczy o tym fakt, że pierwszy tom jej nowego cyklu Wielka Biblioteka otwiera przed nami intrygującą i zarazem przerażającą wizję świata, gdzie cena książki przewyższa cenę ludzkiego życia. W powieści Atrament i krew człowiek gotów jest oddać ostatnie tchnienie, by zdobyć lub uratować napisane odręcznie oryginały, którymi dysponować może jedynie Biblioteka. Zapytalibyście zatem, co z publikacjami drukowanymi? Dlaczego oryginały są tak pożądane? Otóż szkopuł tkwił w tym, że druk nie istnieje. Wynalezienie prasy drukarskiej nastąpiło, ale uznano to za akt herezji, buntu. Fakt ten szybko ukryto przed całym światem, a jeżeli ktokolwiek ponowi próbę, czeka go niechybna śmierć.

Akcja powieści rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, bo w 2025 roku, jednak według mnie klimatem cofa się raczej do XX wieku. Autorka założyła, że Biblioteka Aleksandryjska, gromadząca najcenniejszy dorobek piśmiennictwa, nie została zniszczona, a co więcej, objęła rządy nad całym globem. Podstawową tezą jest to, że wiedza to władza, zatem posiadanie książek jest zabronione i surowo karane. Istnieje również kodeks, który reguluje, jakie książki należy czytać, a jakich znajomość uznaje się za wystąpienie przeciwko Bibliotece. Zakaz przechowywania oryginałów w prywatnych kolekcjach wiąże się z rozwojem czarnego rynku. Właśnie na nim poznajemy głównego bohatera, Jessa Brightwella, syna najlepszego szmuglera w Anglii, o ile nie w całej Europie. Siatka przemytników jest bowiem gęsta i szeroka; chłopak zna się na swoim fachu jak mało kto, niemniej jego życiu zagraża ciągłe niebezpieczeństwo ze strony Biblioteki. Cała przygoda rozpoczyna się, kiedy Jess Brightwell zostaje wysłany przez ojca do serca Aleksandrii, aby szkolił się na ucznia Biblioteki. Tak naprawdę jednak pełniłby rolę szpiega i wykradał cenne dzieła. Tajemnice, jakie skrywa zarówno Jess, jak i Biblioteka powoli zderzają się ze sobą, co prowadzi do niezwykłego rozwoju akcji.

Powieść Atrament i krew podzieliłabym na dwie części. W pierwszej Czytelnik poznaje, jak działa świat, w którym żyje Jess, z perspektywy zwykłego obywatela, niepodejrzewającego Biblioteki o propagowanie fałszywych idei oraz o bycie, nazwałabym to, instytucją-mordercą. Powoli poznajemy problematykę utworu, opozycję Biblioteki, jak i samą jej główną siedzibę oraz ustanowiony w świecie powieści podział klasowy. Jess, jako szmugler, który staje się tajnym agentem w murach Serapejonu, jest tylko pretekstem do przypatrzenia się, jak wygląda Europa pozbawiona książek, jak zachowuje się społeczeństwo, dlaczego dochodzi do wojen oraz do moralnego upadku człowieka.

W pierwszej części czytamy też o zawiązaniu pierwszych przyjaźni przez Jessa w Bibliotece Aleksandryjskiej. Nie bez powodu Czytelnicy Amazonu oraz Goodreads zauważyli, że Atrament i krew to Złodziejka książek i Farenheit 451 w klimacie Harry’ego Pottera. Jako że jest to powieść dla młodzieży, autorka nie omieszkała zawrzeć motywu bardzo jej bliskiego, a więc szkoły, uczelni, w której dodatkowo (bo przecież musi być to powieść fantasy) wykorzystuje się alchemię. Powiedziałabym, że lekcje oraz więzi tworzące się między mentorem a uczniami pełnią także rolę wprowadzenia. Akcja nie nudzi, wciąż intryguje, lecz trzeba uzbroić się w cierpliwość, zanim nabierze zawrotnego tempa. Dialogi zbudowane są przede wszystkim tak, by jak najlepiej wytłumaczyć Czytelnikowi zasady rządzące wykreowanym światem. Nie oznacza to jednak, że wszystko zostaje wyłożone na tacy. Stopniowo dochodzi się do zaskakujących elementów.

Jess Brightwell nie jest jedyną ważną postacią w powieści. Wciąż wychyla się naprzód, ale nie jest przesadnie faworyzowany. Zachowany pomiędzy bohaterami balans jest zauważalny. Każdy uczeń znalazł się w tej książce z uzasadnionego powodu i otrzymuje odpowiednią porcję uwagi, co ułatwia zżycie się z nim. Interesujące, że każda z postaci jest innej narodowości, autorka jednakże nie skupiła się na różnicach kulturowych. To, co charakteryzuje bohaterów, to wyznawane wartości oraz motywacja do działania.

W drugiej wydzielonej przeze mnie części akcja nabiera szybkiego tempa i okazuje się, że warto było tyle czekać. Autorka wynagradza cierpliwość z nawiązką i nie mam tu jedynie na myśli romansu, który rozkwita pod koniec powieści. Niejako cała teoria, której musieliśmy poświęcić czas, pozwala na głębsze zrozumienie tragedii bohaterów oraz dokonywanych przez nich wyborów. Uważam, że siła powieści Atrament i krew tkwi w jej problematyce i ukazanych sytuacjach, podawanych Czytelnikowi do refleksji. Rachel Caine nie zdradza (póki co) sposobu na zburzenie starego fałszywego porządku, lecz zdecydowanie pokazuje realistyczne konsekwencje choć drobnej próby buntu oraz związany z tym konflikt wewnętrzny postaci, a te są o wiele dojrzalsze, niż mogłoby się na początku zdawać.

Atrament i krew jest powieścią jak najbardziej na czasie. Skłonna bym była nawet stwierdzić, że młodzież znalazłaby w niej istotne przesłanie za dwadzieścia czy za trzydzieści lat. Bo wiedza faktycznie jest władzą – im więcej się czyta, tym lepszy ma się pogląd na świat; w ten sposób poprawiamy naszą elokwencję i uczymy się wartości. Pomysł, jakoby książka była cenniejsza od ludzkiego życia, czy, idąc dalej tym tropem – wiedza była cenniejsza od ludzkiego życia, nie tyle mrozi krew w żyłach, co w drastyczny sposób przypomina, jak niezaprzeczalnie ważne jest dla rozwoju jednostki czytelnictwo, możliwość poszerzania horyzontów oraz obcowanie z twórczością i opinią innych o świecie.

Izabela Osiadły

Izabela Osiadły, Omnis cogito est, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Reklamy