Marcin Chudoba – Frank Castle kontra przestępczość zorganizowana

Recenzja komiksu: Garth Ennis, Lewis Larosa, Leandro Fernández, Punisher MAX. Tom 1 [Punisher MAX vol. 1], przekł. Marek Starosta, Warszawa: Egmont Polska 2017, ISBN: 978-83-281-1860-7, ss. 288.

Frank Castle, znany jako Punisher, stworzony przez Gerryego Conwaya, Johna Romitę oraz Rossa Andru zadebiutował na łamach 129. zeszytu serii The Amazing Spider-Man z 1974 roku. Były weteran wojny w Wietnamie, który poświęcił swe życie na samodzielną walkę ze zorganizowaną przestępczością, próbował w nim zabić  Spider-Mana. Ostatecznie, obaj panowie doszli do porozumienia. Początkowo przygody Punishera nie cieszyły się popularnością. Jego metody walki z przestępcami, oparte na zabijaniu oponentów, wyraźnie nie pasowały do czynów dokonywanych przez marvelowskich herosów. Antybohater zyskał sławę dopiero w latach 80. XX wieku, wraz z nastaniem mrocznej ery komiksu superbohaterskiego. Jego blask lśnił gdzieś do połowy lat 90, po czym przyszedł okres spadku zainteresowania postacią Punishera. Dawną sławę zwróciła mu seria Witaj ponownie, Frank z lat 2000-2001, publikowana w ramach imprintu Marvel Knights (komiksy w nim wydawane przeznaczone były dla nastoletnich czytelników). Historia ta ukazała się na polskim rynku kilka razy. W latach 2003-2005 Mandragora opublikowała ją w postaci zeszytowej. W roku 2006 światło dzienne ujrzało zbiorcze wydanie kolekcjonerskie, a w latach 2013-2014, podzielona na dwa tomy, trafiła do polskiej edycji Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Prawdziwe spektrum możliwości Franka pokazała jednak, do tej pory najdłuższa, licząca 75 zeszytów seria Punisher MAX, wydawana w latach 2004-2009 na potrzeby przeznaczonego dla dorosłych czytelników imprintu MAX Comics.

Na pierwszy tom Punisher MAX składają się dwie opowieści, każda licząca po sześć zeszytów (lub jak kto woli – rozdziałów). W pierwszej z nich, zatytułowanej Od początku, poznajemy historię Franka Castle’a, który w wyniku mafijnych porachunków odbywających się w nowojorskim Central Parku stracił całą rodzinę. Po tej krótkiej retrospekcji przenosimy się do czasów współczesnych. Punisher pojawia się na setnych urodzinach don Massimo Cesare’go i robi to, w czym jest najlepszy – bezpardonowo morduje wszystkich przestępców uczestniczących w wydarzeniu. Jakiś czas później mafiosi zebrani na pogrzebie Cesare’go postanawiają zabić Punishera, zanim on zrobi to z nimi. Nikt nie wie jednak, że CIA ma własne plany względem Franka.

W Małej Irlandii Punisher przeżywa atak bombowy na jeden z barów znajdujących się w nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen. Okazuje się, że zamach przeprowadzili byli członkowie IRA, którzy toczą wojnę gangów z trzema innymi irlandzkimi ugrupowaniami przestępczymi. Frank oczywiście nie może przejść obojętnie obok całego zamieszania i postanawia zająć się sprawą.

Odpowiedzialny za scenariusz recenzowanego komiksu Garth Ennis napisał dzieło, które idealnie wpisuje się w nurt jego twórczości. W pierwszym tomie Punisher MAX otrzymujemy wszystkie charakterystyczne elementy, za które czytelnicy pokochali (bądź znienawidzili) Ennisa: bardzo brutalne, niekiedy dość przerysowane i zawierające elementy gore sceny przemocy, wulgaryzmy czy w końcu oceany mniej lub bardziej subtelnego czarnego humoru, nierzadko podszytego podtekstami seksualnymi. Nie zabrakło również strzelanin i pościgów.

Z fabułą rodem z filmów akcji świetnie komponują się realistyczne rysunki autorstwa Lewisa Larosy i Leandro Fernándeza. Twórcy doskonale oddają brutalność przedstawionej historii, jak również przerysowane sceny o komicznym zabarwieniu. Jednak w stosunku do dopracowanych i bogatych w detale prac Larosy, ilustracje Fernándeza są o wiele bardziej uproszczone, co na szczęście nie przeszkadza w lekturze. Wisienkę na torcie stanowią natomiast bardzo dokładne i realistyczne okładki autorstwa Tima Bradstreeta.

Poziom polskiego wydania na całe szczęście nie uległ zmianom. Wzorem innych tytułów wchodzących w skład serii Marvel Classic omawiana publikacja została wydrukowana na kredowym papierze i ma twardą oprawę. W jej wnętrzu, oprócz samego komiksu, znajdziemy posłowie autorstwa Oskara Rogowskiego, przybliżające historię Punishera, galerię przedstawiającą proces powstawania plansz i ilustracji oraz zapowiedź kolejnych przygód Franka.

Jeśli nie macie nic przeciwko scenom akcji, brutalnej przemocy ani czarnemu humorowi i chcecie połaskotać swoje pierwotne instynkty tłumione zasadami dobrego wychowania oraz kulturalnego stylu bycia, lub zwyczajnie szukacie niezobowiązującej lektury, to pierwszy tom Punisher MAX będzie dla was odpowiednim komiksem. Na jego korzyść przemawiają jeszcze dwie kwestie Po pierwsze w omawianej pozycji nie uświadczycie żadnych superbohaterów odzianych w kolorowe trykoty, którzy swą obecnością mogliby popsuć nastrój komiksu. Drugi fakt wiąże się z tym, że przygody Franka rozgrywają się w alternatywnym uniwersum. W wyniku takiego zabiegu czas płynie normalnie, a nasz drogi antybohater podatny jest na jego upływ oraz na inne czynniki, które zazwyczaj nie mają znaczenia w standardowych marvelowskich produkcjach. Dzięki temu można mówić o nieco większym realizmie przedstawionych opowieści.

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Frank Castle kontra przestępczość zorganizowana, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy