Alicja Podkalicka – Dwadzieścia sześć odcieni grozy

Recenzja komiksu: Shaun Tan, Ben Templesmith, Tom Taylor i inni, Wstrząs [Flinch], przekł. Jan Olejniuk, Anna Urbańska, Białystok: Fantasmagorie, 2017, ISBN: 978-83-947312-1-2, ss. 136.

Czego boisz się najbardziej? Większość ludzi potrafi wskazać mniej więcej to, co wywołuje w nich największy lęk. Mimo to najstraszniejsze pozostają nie te rzeczy, które, choć straszne, wydają się odległe i nierealne, ale te, które przychodzą nagle i albo okazują się spełnieniem lęków podświadomych, albo powodują ujawnienie się cech, których istnienia nie byliśmy świadomi – bądź woleliśmy o tym nie myśleć. Wstrząs (ang. flinch) miał być tematem przewodnim antologii komiksowej wydanej w 2009 roku przez australijskie wydawnictwo Gestalt, na polskim rynku obecnej dzięki wydawnictwu Fantasmagorie. Wstrząs – graficznej interpretacji tego słowa podjęło się dwudziestu sześciu twórców, w krótszych lub dłuższych formach przedstawiając ją w owym tomie.

Wstrząs otwiera historia człowieka skazanego za brutalne morderstwo. Po dwudziestu latach w celi ma wyjść na wolność, z czego ostatecznie nie do końca jest zadowolony. Pomimo stwierdzenia, że został oskarżony niesłusznie, minęło zbyt wiele czasu, by mógł po prostu znów zacząć życie w zwykłej rzeczywistości. Gdzieś pomiędzy jego przemyśleniami dotyczącymi więziennych zwyczajów i przyjaciół, jakich tam znalazł, dostajemy wgląd w coś, co mogłoby być wspomnieniami mordercy, komiks nie mówi jednak nic wprost – zarówno je, jak i szokujące zakończenie należy zinterpretować samodzielnie.

Ukryte, bo taki nosi tytuł „opowiadanie” autorstwa artysty znanego jako Bobby.N, jest też najdłuższym z całej antologii. Kreska jest tu brudna, karykaturalna, ale wyraźna i szczegółowa. Przestawia postacie wykoślawione, ich rysy twarzy są grube, nalane i zwyczajnie brzydkie, a jednak rysującemu udało się oddać na nich emocje, nawet uśmiechy.

Do zupełnych jego przeciwieństw należy na przykład Noc Mel Tregonning, artystki zajmującej się tematyką chorób psychicznych. Tregonning popełniła samobójstwo w 2014 roku, zdążyła jednak stworzyć powieść graficzną, której Noc była swego rodzaju preludium. Przedstawia ona dziewczynkę skuloną na łóżku, oświetlaną promieniami zachodzącego słońca, podczas gdy za jej plecami, w miejscu nieoświetlonym, budzą się upiory. Gdy blask dnia zgaśnie, dziecko chroni się przed ciemnością w blasku lampki nocnej. W tej krótkiej opowieści nie pada ani jedno słowo – a jednak jest ona pełen tłumionego niepokoju i jakiejś specyficznej bierności, z którą nie sposób walczyć. Tregonning rysowała małe dzieła sztuki – jej kreska jest dokładna, staranna, postacie nieco karykaturalne (duża głowa i drobne ciało dziewczynki przywodzą mi na myśl styl Nicoletty Ceccoli), ale bogato cieniowane, cały komiks, choć krótki, jest ucztą dla oczu.

W zupełnie innym klimacie utrzymana jest Pułapka na ducha z Daemon Street panów Terry’ego Dowlinga i Skye Ogdena. Opowiada o uczonym, zajmującym się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych – duchów dokładnie – oraz jego młodym asystencie. Ci udają się do domu na tytułowej Daemon Street, zaproszeni przez ostatniego jego mieszkańca, starego pana Crane’a. Crane jest znany w środowisku akademickim właśnie za sprawą swojego domostwa, które ma być siedzibą demonów, więzionych w zamkniętym pokoju. Ciężko chory gospodarz postanawia rozprawić się z tajemnicą raz na zawsze i nie przekazywać brzemienia kolejnym pokoleniom. Po otwarciu sekretnego pomieszczenia okazuje się jednak, że nic nie jest tak, jak wydaje się badaczom, a i sam staruszek nie wiedział dotąd wszystkiego o swojej misji. Tę historię potraktowałam z początku bardzo sceptycznie – tematyka łowców duchów została już wyeksploatowana do ostatnich granic przez media, obawiałam się więc wtórności i banalnego finału. Nic bardziej mylnego – rysowany prostą, kreskówkową niemal kreską komiks kończy się w sposób zaskakujący, mroczny i – co tu dużo mówić – mocny. Do strony wizualnej miałabym jednak drobne zastrzeżenie – na stronach upchnięto bardzo dużo kadrów, co przy ilości tekstu, jaka im towarzyszy, powoduje trudności przy czytaniu. Czcionka jest odrobinę zbyt drobna.

Ogólnie rzecz biorąc, Wstrząs to ciekawa mieszanka gatunkowa. Znajdziemy tu klasyczny horror, coś o podłożu kryminalnym, urban fantasy (Torn Andrew Constanta i Nicoli Scott – intrygujący, choć ze zdecydowanie wymagającym dopieszczenia scenariuszem), science fiction (Biały Gołąb III Toma Taylora i Colina Wilsona, komiks o najuboższej i najbardziej wtórej warstwie fabularnej tej antologii zresztą), heroiczne dark fantasy (Przymierze Jamesa Barclaya i Chrisa Boltona, przepięknie narysowana, choć nieskomplikowana pod względem intrygi), znajdzie się tu nawet krótka opowieść mocno inspirowana Lovecraftem (a nawet bezpośrednio mówiąca o jego twórczości poprzez postać melancholijnego, zbuntowanego nastolatka; No Craft Christiana Reada i Andrew Richardsona).

Na szczególną uwagę zasługuje jednak ostatnia z historii, traktująca o samobójstwie Jacka Cole’a, twórcy postaci Plastic Mana. Przedstawia ona moment jego śmierci w sposób dość wierny, jako pretekstu używając grupki dzieciaków, którzy przypadkiem, idąc po śladach zeszytów rozrzuconych na drodze, znajdują samochód, a w nim człowieka z raną postrzałową, którą sam sobie zadał. Gary Chaloner za pomocą narracji pierwszoosobowej (znajdziemy tu bowiem wiele wstawek pisanych ciągłym tekstem) łączy śmierć Cole’a z upadkiem ery komiksu amerykańskiego w roku 1945, spowodowanego wprowadzeniem drastycznej cenzury dotyczącej zarówno warstwy wizualnej, jak i scenariusza (zakazano nie tylko erotyki, ale i grozy oraz wszelkiej przemocy). Wspomina o szkicowniku artysty znalezionym przy jego ciele. Ten rysowany prostą, pozbawioną szczegółów, ale wyrazistą kreską (postacie, ich twarze i otoczenie są niekompletne) komiks ma o wiele poważniejszy wydźwięk, niż większość poprzednich – najbardziej też skłania do myślenia.

Całość pięknie uzupełniają jednokadrowe scenki różnych autorów (w tym surrealistyczne Lekcje moralności Shauna Tana) oraz mroczna, momentami nawet turpistyczna Galeria na końcu (pięciu autorów).

Wstrząs polecam całym sercem, bo chociaż nie każda interpretacja motywu przewodniego jest jasna (Wyjście), niektóre wymagają przemyślenia (wspomniana już Noc), podczas gdy część przestawia zagadnienie w sposób bardzo prosty i pozbawiony jakiejkolwiek subtelności (Powrót do domu), a style autorów są bardzo różnorodne, całość wypada bardzo pozytywnie. Pozycja ta powinna przypaść do gustu przede wszystkim fanom komiksowej grozy.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Dwadzieścia sześć odcieni grozy, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy