Paula Mejsner – Życie jest dziwne

Recenzja gry: Night in the Woods, Infinite Fall: 2017 (PS4).

Night in the Woods od niezależnego studia Infinite Fall to kolejny tytuł, który zawdzięczamy zbiórce na Kickstarterze. Gra miała swoją premierę 21 lutego 2017 roku, czyli po ponad trzech latach od zrealizowania celów postawionych w kampanii crowdfundingowej (i po czterokrotnym przekroczeniu wartości zbieranej sumy!). Ta przygodowo-platformowa gra, w świetnej oprawie graficznej 2D, od pierwszych chwil wprowadza graczy w wyjątkowy nastrój panujący w Possum Springs, prowincjonalnej mieścinie, która jest głównym miejscem akcji. Nostalgia, depresja, śmierć, codzienne i niecodzienne problemy oraz tajemnica – oto tematy wyznaczające rytm życia głównej bohaterki i rytm całej historii. A jest to historia z pozoru banalna, ale kryjąca w sobie pewną głębię, która potrafi wchłonąć gracza nie tylko na czas rozgrywki.

Wcielamy się w rolę antropomorficznej kotki – Mae Borowskiej, która po dwóch latach studiowania postanowiła porzucić dalszą edukację i wraca do swojej rodzinnej miejscowości – Possum Springs. Jest to miasteczko zamieszkiwane przez różnorakie zwierzątka, którego centralnym punktem była niegdyś kopalnia węgla. Po jej zamknięciu mieścina zaczęła zmagać się z problemem bezrobocia, a o jej dawnej świetności przypominają straszące zewsząd posągi górników. Nie brzmi to, jak opis miejsca, do którego chce się wracać. A jednak taką decyzję podejmuje Mae i z jej konsekwencjami mierzymy się w trakcie rozgrywki. Okazuje się bowiem, iż niektórzy ze znajomych zmienili się nie do poznania, inni zmuszeni byli wydorośleć, podejmując pełnoetatową pracę, jeszcze inni zniknęli na dobre… Ale pewne rzeczy pozostały bez zmian, jak zespół, w którym Mae wraca do grania na basie, jak imprezy w stylu tych licealnych, jak szwędanie się bez celu po mieście i chodzenie po drutach telefonicznych.

Night in the Woods to gra dialogowa (dostępna jedynie w wersji anglojęzycznej, tak że przyda się bardzo dobra znajomość języka), a to oznacza, że większość czasu spędzamy na rozmawianiu. Ze wszystkimi. I nie są to banalne wymiany zdań, które mają na celu posunięcie akcji do przodu. Tutaj jest to esencją rozgrywki, najważniejszym z powodów, dla którego w ogóle warto sięgać po ten tytuł. Dialogi są zarazem kuriozalne, przygnębiające i przezabawne, a to wszystko składa się na ich niezwykłą autentyczność. Nieraz gra potrafi w najmniej oczekiwanym momencie uderzyć w nas jakąś dojmująco gorzką prawdą o życiu i przez to daje naprawdę dużo do myślenia. Relacje Mae z grupą jej przyjaciół są główną osią rozgrywki, ale na drugim planie czai się jeszcze tajemnica Possum Springs. A jest to tajemnica w postaci oderwanej ręki, na którą natykamy się pewnego beztroskiego wieczoru na chodniku. I z taką samą nonszalancją, z jaką owo wydarzenie traktują bohaterowie, traktuje je sama fabuła. Nadaje to całej historii tajemniczego i dziwnego charakteru, ale jej nie dominuje.

Gra bazuje w głównej mierze na rozmowach, ale nie brak w niej wielu, często genialnych urozmaiceń. Jednym z nich jest wersja mini Guitar Hero, kiedy to podczas prób z zespołem gramy na basie (tytuły utworów wiele mówią o naszym towarzystwie: Die anywhere else, Weird autumn, Pumpkin head guy). Kolejnym jest minigra Demontower, w którą Mae może grać na swoim komputerze. Jest to świetna rozrywka po dniu spędzonym na kręceniu się po smętnym miasteczku, ponieważ Demontower oferuje wszystko to, czego nie odnajdziemy w Night in the Woods, czyli po prostu krwawą jatkę. Jest to pikselowy tytuł, przy którym możemy spędzić sporo czasu, imponująco rozbudowany jak na minigrę, z własną ścieżką dźwiękową, i na tyle wciągający, że pewnie świetnie by się sprawdził jako całkowicie osobna gra. Oprócz tego możemy wchodzić w interakcje z otoczeniem, poznawać historię nie tylko naszych przyjaciół, ale też różnych mieszkańców Possum Springs, jak i samego miasteczka.

Poza wszystkimi ciekawymi rozwiązaniami w grze, świetną fabułą i całą resztą zalet nad Night in the Woods ciąży pewna wada. A są to częste ekrany ładowania. Naprawdę, jeśli już trzeba byłoby się do czegoś przyczepić, to tutaj twórcy dali krytykom pole do popisu. Przy każdorazowym wyjściu z pokoju wczytuje się ów ekran, tak samo przy wychodzeniu z domu, wchodzeniu do różnych budynków, ale co gorsza, nawet podczas spaceru po mieście, idąc wzdłuż chodnika, natykamy się na niewidoczną ścianę i przez kilka sekund wczytuje się dalsza część ulicy. Odniosłam wrażenie, że nasila się to wraz z postępem fabuły i momentami potrafi być naprawdę irytujące i uciążliwe. W końcu nic tak nie wytrąca z poczucia przygody jak częstokrotne, narzucone nam pauzy.

Night in the Woods oferuje naprawdę niezapomniane doświadczenie, na które składa się ładna, kolorowa grafika, antropomorficzne zwierzaki i do tego trudna, przygnębiająca atmosfera jakże szarej codzienności. Warto zaangażować się w opowiadaną poprzez arcyciekawe dialogi fabułę, żeby odkryć ogromne pokłady emocjonalne, jakie zawarte są w historii każdej postaci. Z jednej strony prosta i przyjemna rozgrywka, która bazuje na chodzeniu, rozmowach i interakcjach z otoczeniem, z drugiej niesamowita głębia i genialnie zarysowani bohaterowie – wszystko to sprawia, że z Night in the Woods ma się ochotę spędzać czas, zupełnie jak z paczką dziwnych znajomych, którzy są jedyni w swoim rodzaju i za to ich kochamy.

Źródło grafik: materiały dystrybutora

Paula Mejsner

Paula Mejsner, Życie jest dziwne, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Reklamy