Barbara Szymczak-Maciejczyk – Tylko ona może nas uratować

Recenzja filmu: Wonder Woman, reż. Patty Jenkins, Stany Zjednoczone: DC Films, Warner Bros. Pictures 2017.

We współczesnych filmach widać wyraźną tendencję do ukazywania silnych i niezależnych kobiet, które świetnie radzą sobie tam, gdzie mężczyźni zawiedli. Nie inaczej jest w przypadku Wonder Woman. Najbardziej rozpoznawalna bohaterka z komiksowego uniwersum DC wreszcie doczekała się godziwego wejścia na srebrny ekran.

Wonder Woman to historia Amazonki, Diany z Temisciry (Gal Gadot), która już jako dziecko marzyła o walce o sprawę. Wychowywana na legendarnych opowieściach matki Hippolity (Connie Nielsen) i szkolona przez ciotkę Antiopę (Robin Wright), by być najlepszą wojowniczką spośród wszystkich przebywających na ukrytej wyspie kobiet, Diana wyrosła na pewną siebie, waleczną i podążającą za głosem serca osobę. Kiedy wreszcie opuszcza ona rodzinny dom, by zabić Aresa, będącego w jej mniemaniu przyczyną wszelkiego zła na świecie, towarzyszy jej szpieg, Steve Trevor (Chris Pine), wprowadzający ją w zasady rządzące ówczesnym społeczeństwem. Warto dodać, iż ceni sobie on u kobiet pokorę, zależność od innych i  bierność. Jak łatwo się domyślić, Diana nie wpisuje się w te schematy i niejednokrotnie ratuje towarzyszących jej mężczyzn.

Wojna ukazana jest oczami Diany, a więc ze ściśle kobiecej perspektywy. Żal z powodu przelanej krwi, niezrozumienie, dlaczego ktoś krzywdzi niewinnych ludzi – zwłaszcza kobiety i dzieci, które Amazonka darzy szczególnym sentymentem – powodują, że nie cofnie się ona przed niczym, by zakończyć wyniszczający ludzkość konflikt.

Będąca odtwórczynią głównej roli kobiecej Gadot udowodniła, że poza ładną buzią ma także talent aktorski. Ta modelka i aktorka, zdobywczyni tytułu Miss Izraela, tak doskonale wpasowała się w rolę, że ciężko sobie wyobrazić kogokolwiek, kto mógłby ją zastąpić. Uosobiła ona siłę i niewinność, będące głównymi atrybutami Diany. Na korzyść należy również policzyć napięcie, jakie stopniowo pojawia się pomiędzy Wonder Woman i brytyjskim szpiegiem. Aktorzy w subtelny sposób ukazali rodzącą się miłość. Obie te postaci przeżywają też swoje osobiste dramaty. Diana musi skonfrontować rzeczywistość wojny ze swoimi idealistycznymi wyobrażeniami, a Trevor pragnie udowodnić sobie, że pomimo dotychczasowego braku zaangażowania w konflikt zbrojny jest w nim jeszcze zdolność do poświęcenia w imię większego dobra.

Na uwagę zasługuje także doktor Trucizna, a właściwie doktor Maru (Elena Anaya I), która mimo całego zła, jakiego się dopuściła, również jawi się nie tyle jako postać negatywna, ile tragiczna. Pozbawiona miłości i traktowana przedmiotowo, jako wytwórca straszliwej broni wpasowuje się w rolę, jaką jej zaproponowano. Pod wieloma względami (konstrukcji psychologicznej czy wizualnej) przypomina ona tytułowego bohatera Upiora w operze (2004).

Producenci wykonali ukłon także w stronę brytyjskiego kolonializmu. Wesoła kompania złożona z reliktów dawnej świetności jest tyleż zabawna, co tragiczna. Sameer (Saïd Taghmaoui), Charlie (Ewen Bremner) oraz Wódz (Eugene Brave Rock) to grupa wyrzutków, żołnierzy walczących za nie swoją sprawę. Mimo tego, że los ich wszystkich był tragiczny, ściśle podyktowany przez przynależność rasową, to każda z tych postaci, pojawiając się na ekranie, niemal natychmiast wzbudza sympatię widza. Aktorzy wykorzystali stereotypy dotyczące poszczególnych nacji, jednak udało im się tego dokonać w sposób niewymuszony i przekonywający.

Do słabszych elementów produkcji należy zaliczyć kreację sir Patricka (David Thewlis). Początkowo jawi się on jako typowy angielski dżentelmen, by wraz z rozwojem akcji zmienić się w groteskową postać, która wiele traci poprzez wykorzystanie aktora w tym wieku i o jego posturze. Sprawia to, że widz – zamiast przeżywać porażki i zwycięstwa Diany – trzęsie się ze śmiechu. I to w zdecydowanie niesprzyjającym temu momencie.

Fabuła nie jest również pozbawiona licznych elementów humorystycznych. Sposób, w jaki trzeźwo myśląca Diana mówi o akcie prokreacji czy reaguje na widok nagiego mężczyzny, jest niezwykle wręcz komiczny. Do tego stopnia, że obecni na sali kinowej panowie mogą zapaść się w fotel, widząc takie podejście do relacji damsko-męskich. Wonder Woman jest interesująca także z perspektywy feministycznej czy antropologicznej, ponieważ ukazuje sposób myślenia i działania kobiety całkowicie oderwanej od zachowawczej, by nie powiedzieć: pruderyjnej, kultury, w którą została wprowadzona Diana.

Film został wyprodukowany z dużym rozmachem. Dobrze dobrane kostiumy, realne ukazanie Londynu z początku dwudziestego wieku, pejzaże z wyspy Temiscira czy wreszcie efekty specjalne sprawiają, że Wonder Woman to dzieło barwne, rozbudowane i niezwykle przyjemne w odbiorze. Jest to również zdecydowanie najmniej mroczna produkcja na podstawie DC. Film został wyprodukowany z dużym rozmachem. Dobrze dobrane kostiumy, realne ukazanie Londynu z początku dwudziestego wieku, pejzaże z wyspy Temiscira czy wreszcie efekty specjalne sprawiają, że Wonder Woman to dzieło barwne, rozbudowane i niezwykle przyjemne w odbiorze. Jest to również zdecydowanie najmniej mroczna produkcja na podstawie DC.

Pomimo wszystkich pozytywnych aspektów filmu, nie da się zaprzeczyć temu, że Wonder Woman to do pewnego stopnia dość sztampowa produkcja. Kadr, w którym widzimy jasną twarz Diany na tle ciemnych głów i ubrań zwykłych mieszkańców Londynu, jest tak krańcowo pospolity, że aż prosi się o krytykę. Zwłaszcza ostatnie ujęcie jest tyleż adekwatne do komiksowego ukazania postaci superbohaterki, ileż kiczowate. Nie zdradzając szczegółów dotyczących fabuły filmu, mogę dodać tylko, że tego typu ujęć jest jeszcze kilka.

Muzykę do filmu napisał Rupert Gregson-Williams. Wykorzystał on co prawda temat przewodni postaci Amazonki stworzony przez Hansa Zimmera, lecz większość utworów ze ścieżki dźwiękowej wydaje się nieco chaotyczna, niespójna.

Jest wiele powodów, by wybrać się na seans Wonder Woman. Mężczyźni – poza interesującą fabułą i wartką akcją – z pewnością docenią Gal Gadot, z kolei kobiety poczują się zapewne silniejsze i pewniejsze siebie dzięki kreacji, jaką wspomniana aktorka stworzyła.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Cytowanie: Barbara Szymczak-Maciejczyk, Tylko ona może nas uratować, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Advertisements