Ksenia Olkusz – Piękny i bestia

04d55a8dbfaefd4b3a764e33e0d6.1000Recenzja filmu: Mumia [The Mummy], reż. Alex Kurtzman, USA: 2017.

Jak to często bywa (a bywa ostatnio częściej niż to potrzebne), powroty do znanych tematów i motywów bywają bardzo różne. Czasem rozłażą się w ciągnące się długimi minutami zmarnowanego czasu gnioty, które niczego sensownego nie wnoszą do opowiadanej przez twórców historii, niekiedy są tylko odgrzewanym kotletem i też rozczarowują, ale są i takie, które potrafią nie tyle zachwycić, ile chwycić – pomysłem, reinterpretacją, transfikcjonalnym gestem.  Do tej ostatniej kategorii należy Mumia w reżyserii Alexa Kurtzmana, ze ściganym przez tytułowe monstrum Tomem Cruisem w roli najgłówniejszej. Ten ostatni nie wyróżnia się wprawdzie aktorsko, od lat pozostając tą samą twarzą prasowaną plastycznymi operacjami i grając na jednej minie wiecznie nonszalanckiego chłoptasia, lecz i – o dziwo – nie wpływa niekorzystnie na odbiór filmu.

Nie przeszkadza tą swoją manierycznością jednak przede wszystkim z tego powodu, że przydzielono mu zadanie zagrania umykającej przeznaczeniu piękności (czytaj: wybranka mimo woli), ściganej a to przez żądnej dokończenia dawno przerwanego rytuału Ahmanet (w tej roli bardzo zgrabnie obsadzona, niekiedy wręcz emanująca magnetyzmem Sofia Boutella), a to przez powracającego z zaświatów kumpla, a to znowu przez kierującego się dość mrocznymi motywacjami poważnego, znanego z literatury pana granego przez Russella Crowe’a. Ostatecznie zaś Nick – bo tak nazywa się piękniś grany przez Cruisa, choć i tak zapomina się o tym w zasadzie od pierwszego dialogu i nie pamięta też i po ostatnim – umyka też przed sobą samym, po podjęciu w finale zdumiewającej, efektownej fabularnie, a słabo uargumentowanej psychologicznie decyzji. Która wszelako daje otwarcie do kolejnych części i to nie jest jakoś bardzo druzgocząca wiadomość.

A cała ucieczka zaczyna się spektakularnie od znalezienia zapomnianego grobowca, gdzie spoczywa wielkiej urody i niewielkiej moralności egipska księżniczka, której zbrodnie doprowadziły ją do słusznej kary. Impulsywny Nick najpierw działa, potem myśli (a jak myśli, to kiepsko mu to wychodzi, co widać świetnie podczas pierwszych scen z udziałem tej postaci) i jakoś tak się staje, że sprowadza na siebie zainteresowanie Ahmanet, bezmyślnie uwalniając ją z grobowego więzienia. I tak bestia ściga pięknego, a widzowie mogą śledzić te perypetie z całkiem wygodnej pozycji kogoś, kto otrzymuje dużą dawkę przygody, szczyptę humoru – bo dialogi rzeczywiście bywają zamierzenie zabawne – odrobinę grozy (kto zwykł oglądać The Walking Dead, bez problemu popatrzy na truchtające to tu, to tam truchła) oraz przyjemne zaskoczenie w odkryciu tożsamości bohatera odgrywanego przez Crowe’a. Tu akurat twórcy mieli naprawdę zacny pomysł, równie zacnie go zrealizowali i zinterpretowali, a Crowe (którego serdecznie nie znoszę bez specjalnego powodu) spisał się w tych kilku scenach zdecydowanie lepiej niż Cruise.

Nie można po Mumii oczekiwać, że będzie arcydziełem, o nie. Można jednak i należy mieć pewność, że wpisuje się ona stosownie i poprawnie w konwencję przygodowo-grozową. Zwłaszcza ten ostatni element ma bardzo dobre osadzenie fabularne i równie przyzwoitą realizację. Całość ogląda się nie tyle z zapartym tchem, ile z przyjemną satysfakcją, że wszystkie części układanki mają swoje miejsce, akcja jest w istocie wartka, wydarzenia są bardziej lub mniej uzasadnione (ale co tam), a kilka pomysłów ma swój niepowtarzalny urok i potencjał. Najmniej przypadła mi do gustu „dyżurna blondynka”, czyli fatalna Annabelle Wallis, aktorka o przeciętnych zdolnościach oraz morderczo złej dykcji, której postać stworzona została w zasadzie ku ozdobie (a i to rzecz gustu). O ile bowiem Ahmanet to cudne zło wcielone, o tyle Jenny, będąca bodajże archeologiem, jest raczej wcieleniem filmowych wyobrażeń o kobiecie wykształconej. Bez wątpienia jej IQ wzrosło o kilka punktów, gdy w jednej ze scen założyła okulary w grubych oprawkach, by podczytać niezobowiązująco hieroglify na sarkofagu. I bez wątpienia spadło, bo przez resztę filmu już z nich nie korzystała i raczej nie wyszło jej to na dobre.

Ksenia Olkusz

Cytowanie: Ksenia Olkusz, Piękny i bestia, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-7).

Advertisements