Marcin Chudoba – Treningi, zakupy i inne sprawy

Recenzja komiksu: Brian Michael Bendis, Chris Bachalo, Kris Anka, Marc Rudy, Uncanny X-Men: Dobry, zły, Inhuman [Uncanny X-Men: The Good, the Bad, the Inhuman], przekł. Kamil Śmiałkowski, Warszawa: Egmont Polska, 2017, ISBN: 978-83-281-1941-3, ss. 120.

To nie był łatwy czas dla Uncanny X-Men. Cyclops, Emma Frost, Magik oraz Magneto musieli zacząć żyć „od nowa”, godząc się jednocześnie z faktem, że ich potężne mutanckie zdolności przestały działać w sposób prawidłowy. W relacjach łączących bohaterów dało się odczuć niepewność, brak zaufania. Młodzi X-Men, którzy niedawno zasilili szeregi Nowej Szkoły Charlesa Xaviera, nie mogli odnaleźć się w otaczającej ich rzeczywistości. Jeszcze jakiś czas temu byli ludźmi, którzy mieli przyjaciół, partnerów, kochające rodziny. Wszystko to runęło, gdy aktywowały się ich specjalne geny. Sytuacji nie polepszał fakt, że Cyclops i spółka byli (i nadal są) ścigani przez członków S.H.I.E.L.D i Avengers, pragnących za wszelką cenę poznać lokalizację ich bazy. Problemy stwarzała również obecność piątki oryginalnych X-Men z przeszłości, którzy za namową Beasta odbyli podróż w czasie. Nie zapominajmy też o tajemniczym antagoniście – szpiegu, wysyłającym zabójcze Sentinele w niemal każde miejsce, gdzie pojawiła się drużyna Cyclopsa.

W tomie Dobry, zły, Inhuman poziom akcji, walk i niekorzystnych dla Uncanny X-Men sytuacji spada drastycznie. Pierwszy rozdział poświęcono indywidualnemu treningowi Benjamina Deedsa, mutanta mającego niezbyt przydatną zdolność powielania wyglądu osoby, która przebywa blisko niego. Jednak Emma Frost dostrzegła w nastolatku coś więcej, dlatego postanowiła zająć się jego szkoleniem osobiście. Czy miała rację? Drugi opowiada o zakupach w Londynie, które urządziła sobie damska część zespołu. Oczywiście kobieca eskapada nie mogła skończyć się dobrze, gdy na drodze protagonistek pojawił się tytułowy, nowo przepudzony Inhuman. W następnych trzech zeszytach-rozdziałach na czytelników czekają: solowa, tajna misja Magneto, kolejny trening młodych mutantów połączony z jasnym i klarownym przesłaniem, że korzystanie z telefonów komórkowych może nas zgubić, gdy robimy to wbrew zakazom, oraz wgląd w umysł lidera Uncanny X-Men – Cyclopsa.

Recenzowany komiks nie wnosi zupełnie nic do świata mutantów. Stanowi on skromny przerywnik o charakterze obyczajowo-rozrywkowym, w wyniku czego traci w porównaniu z dwoma poprzednimi tomami serii, tj. Rewolucja oraz Złamani, przepełnionymi walkami, klimatem niepewności o lepsze jutro homo superiors oraz brakiem zaufania między członkami tytułowej drużyny. Nie twierdzę, że rozdziały, w których spokojnie możemy przyjrzeć się bohaterom i łączącym ich relacjom, są niepotrzebne. Wręcz przeciwnie! W końcu to dobrze wykreowane postaci są podstawą każdego komiksu. Jednak co za dużo, to nie zdrowo. Należy wspomnieć o wszechobecnym humorze sytuacyjnym – to właśnie dzięki niemu Dobry, zły, Inhuman nie jest nudnym czytadłem.

Warstwie graficznej nie można niczego zarzucić. Prace autorstwa Chrisa Bachala – regularnego rysownika serii – charakteryzują się wyrazistością i dokładnością wykonania. Ilustracje Krisa Anki zaprezentowane w rozdziale o zakupach mają lekki, cartoonowy charakter, jednak idealnie pasują do przedstawionej historii, w wyniku czego nie drażnią. Na szczególną uwagę zasługują jednak prace stworzone przez Marca Rudy’ego zawarte w ostatnim zeszycie. Stanowią one połączenie realizmu i szczegółowości z bardziej eksperymentalnym podejściem do kwestii tworzenia komiksowych ilustracji, wyrażającym się w abstrakcyjności formy, malarskim wykonaniu fragmentów rysunków oraz złamaniu zasady typowego, prostego kadrowania. To właśnie prace Marca Rudy’ego zapadają w pamięć na długo po zakończeniu lektury.

Poziom polskiego wydania nie uległ zmianom. Komiks wydano na kredowym papierze, w miękkiej oprawie. Klejenie trzyma należycie. Na dodatki składają się: galeria okładek z amerykańskiej wersji zeszytowej,  szkice przedstawiające etapy prac nad nimi oraz wybrane, niepokolorowane (lub wypełnione barwami tylko częściowo) plansze z ostatniego rozdziału. Dwie strony przeznaczono na reklamy.

Jeśli macie dość ciągłych walk i chcielibyście od nich zwyczajnie odpocząć, to Uncanny X-Men: Dobry, zły, Inhuman będzie dla was komiksem idealnym – z pewnością docenicie jego warstwę obyczajową. Miłośnicy przygód mutantów, którzy nie przepadają za tego typu historiami, mogą darować sobie lekturę recenzowanego komiksu, bowiem nie dzieje się w nim nic naprawdę istotnego dla fabuły serii.

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Treningi, zakupy i inne sprawy, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1 (56).

Reklamy