Magdalena Łachacz – Fascynująca kruchość (Wszech)świata

Recenzja książki: Cixin Liu, Problem trzech ciał [Three-Body Problem], przekł. Andrzej Jankowski, Poznań: Rebis 2017, ISBN: 978-83-8062-049-0, ss. 452.

Jednym z niewielu jasnych punktów w dokumencie Wernera Herzoga Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci (2016) jest epizod o grze, w którą efektywne granie wspiera badania nad wynalezieniem leku na raka. Wszystko to odbywa się w ramach nieco utopijnego projektu porozumienia się naukowców ze zwykłymi ludźmi za pośrednictwem ludycznego narzędzia. Poza tym słynny reżyser skupia się głównie na zagrożeniach związanych z rozwojem nowoczesnych technologii przeprowadzających bez mała inwazję na nasze codzienne życie. W wydanym niedawno po polsku Problemie trzech ciał Liu Cixina, pierwszym tomie trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi, również pojawia się motyw gry, postępu oraz technologii. Poza tym wszystko różni tę powieść od filmu Herzoga. Na szczęście.

Wyróżniona w 2015 roku (jako pierwszy w historii przekład) nagrodą Hugo dla najlepszej powieści, książka opowiada historię początku inwazji obcych z planety Trisolaris (nie wiem, czy wszystkie skojarzenia ze Stanisławem Lemem są dozwolone) na Ziemię. Inwazji wyjątkowej, bo będącej wynikiem sabotażu ze strony Ziemian rozczarowanych ludzką podłością i zdolnością do wyrządzania zła. Nie należy jednak sądzić, że w swoim wydźwięku powieść zahacza o banał – jest to głęboko osadzona w najnowszej historii Chin opowieść o granicach, które trzeba przekraczać, by uratować wspólnotę. Jej ramę wyznacza ponadto tytułowy problem trzech ciał, czyli zagadnienie z mechaniki klasycznej, którego rozpatrywanie położyło pod koniec XIX wieku podwaliny pod deterministyczną teorię chaosu. Przełożenie abstrakcyjnego zagadnienia na materię literacką wpisuje się w estetyczne zainteresowania pisarza. Wyjaśnia on magazynowi The New Yorker: „W mojej wyobraźni abstrakcyjne koncepty, takie jak dystans mierzony w latach świetlnych lub średnica Wszechświata, stają się konkretnymi obrazami, które wzbudzają grozę”1.

Zanim jednak zaczniemy bać się mrocznej wizji przyszłości, jaką najwyraźniej projektuje dla ludzkości Cixin, zachwycimy się zupełnie odmiennym od przyjętego w zachodnich powieściach science-fiction kulturowym układem odniesienia, który stanowi punkt wyjścia dla dziejów międzyplanetarnej wojny. Historia zaczyna się bowiem podczas chińskiej rewolucji kulturalnej. Muszę przyznać, że niezwykle orzeźwiające jest poruszanie się w przyszłości, która nie jest zdeformowanym odbiciem kulturowej przeszłości – psychodelicznych lat 60. czy też estetyki kina noir – Stanów Zjednoczonych. Nie oznacza to, że nad książką nieustannie unosi się widmo Marksa czy Mao. Mimo to z ciekawością obserwuje się, zwłaszcza z perspektywy obywateli postkomunistycznego kraju, jakim jest Polska, jak w obecnym chińskim dyskursie traktowane jest kulturowe dziedzictwo tamtego okresu. Interesujące może być także to w jaki sposób trudne do zniesienia prawdy o przemocy i okrucieństwie wplata się w narrację, która ma ambicje przedstawić obraz państwa nie tylko silnego, ale też odmienionego doświadczeniami ostatniego półwiecza. W związku z tym akcję powieści rozpiętą w tak długim przedziale czasowym, można by oskarżyć o powierzchowność, a samą książkę o popadanie w patetyczny ton epopei. Jest to jednak niemożliwe ze względu na postacie, które z problemami kosmicznej wielkości mierzą się w bardzo ludzkiej skali, wytyczanej przez dobrze oddane emocje. Bohaterami książki są głównie naukowcy zrzeszeni w tajemniczej międzynarodowej organizacji Granice Nauki zajmującej się badaniem kresu ludzkiego poznania. Świat członków tej instytucji infiltrujemy na polecenie chińskich służb specjalnych razem ze specjalistą z zakresu nanomateriałów, Wangiem Miao. Pozwala się on wplątać w sensacyjną intrygę po to, by zrozumieć powód, dla którego fascynująca go fizyczka popełniła samobójstwo. Delikatność oraz uważność, z jaką Miao porusza się we mgle własnych domysłów i przechodzi kolejne poziomy gry Trzy ciała –gdzie aby uratować cywilizację, należy przewidzieć ruch Słońca, od którego zależne jest życie na planecie – wzbogaca powieść o tło rodem z konfucjańskiej przypowieści. Warto wspomnieć, że w powieści pojawia się polski akcent – loginem Miao zostaje nazwisko Kopernik.

Pod przykrywką bowiem szybko rozwijającej się akcji Problemu trzech ciał kryje się medytacyjny recytatyw o zdradliwej naturze postępu, który przechodzi w ćwiczenie z kontemplacji skończoności (ludzkości oczywiście). Silnie wybrzmiewa w powieści krytyka postępującej degradacji środowiska. Jako intertekstualny ukłon w stronę zachodniej cywilizacji – i to czytelnikowi przyjdzie osądzić, czy stanowi on rodzaj ironicznego komentarza – pada, obok Wyzwolenia zwierząt Petera Singera (1975), tytuł książki Rachel Carson Milcząca wiosna (1962), inspirującej część sabotażystów do tragicznej w skutkach krytyki ziemskiego stylu życia.

Nie oznacza to ideologicznej krytyki idei postępu ani naiwnej pochwały proterrorystycznych akcji ekologicznych aktywistów, ale wymagające intelektualnego zaangażowania zastanowienie się nad przyszłością i kierunkiem rozwoju, jaki obierają dzisiejsze społeczeństwa, które bez umiaru eksploatują planetę. Z uczciwością godną starych mistrzów Cixin nie podaje gotowych odpowiedzi. Zamiast tego woli komplikować pytania o indywidualne sprawstwo, bez przerwy dokładając do układu równań nowe niewiadome. Wszystko to sprawia, że w Problemie trzech ciał tkwi urok charakterystyczny dla klasycznych powieści Asimova czy Herberta, które w zamian za możliwość podróży do nowych wspaniałych światów żądały etycznej refleksji nad ułomnością ludzkiej natury.

W tym sensie Cixin okazuje się twórcą odważnym, ożywiającym nowe problemy w zużytej, zdawałoby się, formie powieści science-fiction, osnutej wokół teoretycznego problemu z zakresu nauk ścisłych. Odważniejszym niż etatowy skandalista Herzog czy krzykliwi krytycy antropocenu zwiastujący apokalipsę. Jego powieść po raz kolejny udowadnia, że w dzisiejszej kulturze pomyślenie utopijnej zmiany czy wyobrażenie sobie radykalnej inności możliwe jest głównie w fantastyce. Tylko ona bowiem ma wynikającą z mocy tworzenia światów siłę, by Pascalowi na myśl o kosmosie mówiącemu „wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie” odpowiedzieć „wręcz przeciwnie – to fascynujące”. I stworzyć z tego zderzenia punktów widzenia grę na temat kruchości ludzkiego istnienia we Wszechświecie, choć na razie tylko literacką.

Joshua Rothman, China’s Arthur C. Clarke, w: „The New Yorker”, marzec 2015, http://www.newyorker.com/books/page-turner/chinas-arthur-c-clarke [dostęp: 21.04.2017].

Magdalena Łachacz

Magdalena Łachacz, Fascynująca kruchość (Wszech)świata, „Creatio Fantastica” 2017, nr 1-2 (56-57).

Reklamy