Alicja Podkalicka – Po drugiej stronie

Recenzja książki: Neil Gaiman, Koralina [Coraline], przekł. Paulina Braiter, Warszawa: Wydawnictwo MAG 2017 , ISBN: 978-83-7480-737-1, ss. 112.

Co odkryła Alicja po drugiej stronie lustra? Istnieje teoria, iż każde z miejsc ma gdzieś swoją drugą, alternatywną wersję – czasem nawet więcej niż jedną. Każde ze zdarzeń, w których konieczne jest dokonanie wyboru, skutkuje powstaniem kolejnej  rzeczywistości. Możliwe więc, że gdzieś istnieje inna wersja nas samych, bardziej lub mniej szczęśliwych, kształcących się w zupełnie innym kierunku, posiadających dzieci bądź wręcz przeciwnie, samotnych i  nieszczęśliwych. A co z ich bliskimi, czy także są zupełnie inni? Pewna mała dziewczynka musiała zmierzyć się z tym problemem…

Koralina Jones zamieszkała wraz z rodzicami w nowym domu. A właściwie tylko w jego części, za sąsiadów mając dwie podstarzałe byłe aktorki oraz zdziwaczałego starszego pana. Badając nowe otoczenie, odnalazła wiele ciekawych rzeczy – ogród z niebezpieczną studnią, do której mogłaby wpaść, gdyby była nieostrożna (oczywiście poczyniła odpowiednie kroki, by wiedzieć, na co właściwie ma uważać, gdy tylko dowiedziała się o jej istnieniu), a także tajemnicze drzwi prowadzące donikąd. Z wyjaśnień matki wynika, iż jest to zamurowane przejście do kolejnego mieszkania, obecnie pustego. Pewnej nocy jednak Koralina, zaniepokojona dziwnym cieniem poruszającym się po mieszkaniu, wychodzi na korytarz i napotyka w miejscu ślepego przejścia mroczny korytarz. On zaprowadzi dziewczynkę do mieszkania podobnego do jej, w którym czekać będą już na nią jej druga matka i drugi ojciec z oczami jak czarne guziki, i pokój pełen wyjątkowych zabawek.

Takie alternatywne rzeczywistości pojawiają się w literaturze co rusz, zawsze usiłując wciągnąć naiwną ofiarę tak, by zechciała zostać tam na stałe. Nie inaczej jest w tym przypadku – i Koralina, zanim zorientuje się co do realnych zamiarów „drugiej matki”, przeoczy wiele znaków świadczących o tym, iż coś jest nie tak. Inny świat ingeruje w codzienność dziewczynki w bardzo nieprzyjemny sposób – porwaniem rodziców zmusza ją w końcu, po nocy i dniu spędzonych w pustym mieszkaniu, a także próbie (nieskutecznej) zaalarmowania policji o zaginięciu – do powrotu do „drugiego domu”. To bardzo smutna scena, poruszająca coś w głębi duszy. Na szczęście jest też kot – czarny jak Behemot z Mistrza i Małgorzaty, chodzący własnymi drogami, ironiczny jak Kot z Cheschire z American McGee’s: Alice, ale jakże pomocny wtedy, gdy wokół brak nadziei…

Co może robić mała dziewczynka w nowym domu, gdy rok szkolny jeszcze się nie zaczął, rówieśników w pobliżu brak, a rodzice całe dnie pracują? Pan Jones większość czasu spędza przed ekranem komputera, pani Jones – sprawia wrażenie osoby bardzo ruchliwej, ale i równie zaabsorbowanej innymi zajęciami niż zabawa z dzieckiem. Koralina zaś jest dziewczynką bystrą, ciekawską i, co może dziwne w dzisiejszych czasach, bardzo samodzielną. Mam wrażenie, że została bardzo udoroślona przez autora, który, chociaż zachował pewne cechy charakteryzujące dziewczynkę, która uczęszcza do szkoły podstawowej, to jednak obdarzył ją również takimi, które u dzieci w jej wieku zdarzają się wyjątkowo rzadko. Wszystko zależy też od tego, jak potraktujemy wydarzenia, które miały rozgrywać się u „drugiej rodziny”– być może to sen, a być może dała o sobie znać magiczna alternatywna rzeczywistość. W jednym z tych przypadków Koralina będzie więc dzieckiem o bujnej wyobraźni, w drugim – osobą o nerwach ze stali, godnej podziwu umiejętności improwizowania oraz pewnej dozie sprytu – potrafiła nawet wykorzystać stereotypowy wizerunek kilkuletniej dziewczynki, by oszukać wroga!

Nade wszystko jednak Koralina, wbrew pierwszemu wrażeniu, nie jest książką dla dzieci. Chociaż początek sprawia, że bardzo chętnie przedstawiłoby się młodszemu pokoleniu tę rezolutną postać o dziwnym imieniu, które wszyscy dorośli przekręcają, to jednak wydarzenia w „drugim domu” burzą to wrażenie. Obraz rodziny o guzikowych oczach jest bowiem iście przerażający – Gaiman bardzo plastycznie, choć i w minimalistyczny, nieprzesadzony sposób, opisał wszystkie różniące ją od prawdziwych Jonesów szczegóły. Do tego dochodzą wykoślawione uczucia, które „druga matka” wyraźnie żywi do dziewczynki, ta karykatura miłości, która nakazuje jej podejmować kolejne próby uwięzienia dziecka, a następnie nagle odkryty sekret z szafy… Trudno doprawdy nie wczuć się w rolę Koraliny, bojąc się razem z nią, oczekując, jak ona, kolejnych przeciwności tam, dokąd musi pójść, by odnaleźć porwanych rodziców i wrócić z nimi do domu.

W przypadku Koraliny wiele elementów codzienności, tej normalnej, już od początku buduje jej surrealistyczny klimat. Pan Bobo tresujący szczury, których nikt nie widział (ale które podpowiadają mu całkiem trafne obserwacje), panny Spink i Forcible, nieszkodliwe, ale żyjące w wykreowanym przez siebie świecie, inspirowanym sceniczną przeszłością, bardzo łatwo przechodzą w wykoślawione wersje z „drugiego domu”. Koralina jest też bardzo prostodusznie przedstawionym obrazem współczesnej rodziny, a raczej jej bolączek – zapracowanych rodziców, którzy córce poświęcają zaledwie tyle czasu, by zaproponować jej, żeby zajęła się czymś innym niż zawracanie im głowy, dziecka, które żywi się niemal wyłącznie odgrzewaną w mikrofalówce pizzą, pogardliwie określając inne dania mianem „przepisu”, sąsiadów, którzy chętnie kolekcjonują plotki, ale nie dostrzegają dramatu rozgrywającego się w mieszkaniu obok, wreszcie: władz, reagujących na telefon dziecka w sposób lekceważący. Cała nadzieja w kocie.

Koralina jest zdecydowanie dziełem wartym uwagi. Obsypana nagrodami i zekranizowania w postaci równie mrocznej animacji Koralina i tajemnicze drzwi, na pewno zrobi wrażenie na czytelnikach sięgających po różne gatunki literackie. Wstrzymałabym się może z dawaniem jej młodszym dzieciom (w wieku Koraliny właśnie), starszym jednak szczerze polecam.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Po drugiej stronie, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy