Ksenia Olkusz – Opowieści niedokończone

pilipiuk_wilczeleze_front-ostRecenzja książki: Andrzej Pilipiuk, Wilcze leże, Lublin: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7946-245-8, ss. 400.

Andrzej Pilipiuk to jeden z tych autorów, do których recenzencko wracam zawsze wtedy, gdy nadarza się okazja. Lubię bowiem sprawdzać, czy pisarz powraca do tych samych manieryzmów, motywów, czy nadal zdarzają mu się literackie uchybienia, czy też może ma dla mnie niespodzianki w postaci nareszcie wycyzelowanego tekstu i szeregu elektryzujących pomysłów. Tak, z Pilipiukiem, którego koncepty fabularne są naprawdę wyśmienite, mam problem, polegający na tym, że chciałabym otrzymać produkt skończony, sfinalizowany, a nie utwór szkicowy czy wręcz zarzucony w połowie i z naprędce doklejonym zakończeniem. Mając na uwadze te same wątpliwości, które formułuję od lat, do lektury Wilczego leża przystąpiłam z rezygnacją właściwą ludziom spodziewającym się czegoś więcej po lubianym autorze.

Jednak ów lubiany autor po raz kolejny zaprezentował zbiór opowieści niedokończonych, czyli takich, w których niedosyt zajmuje miejsce satysfakcji, jaką ma odczuwać czytelnik podczas lektury. Konstrukcja większości tekstów zawartych w tomie opiera się na tym samym schemacie misternego budowania klimatu, wzbudzania immersji i kreowania relacji – po to tylko, by w finale rzucone zostały kilkuzdaniowe podsumowania, a doskonale zapowiadająca się przygoda zmieniła się w miałką papkę otwartego zakończenia. Dowody? Uprzejmie proszę: pierwsza pozycja w zbiorze, Odległe krainy, około pięćdziesięciu stron rozciekawiania czytelnika, a potem… dzielny i zawsze ładujący się w kłopoty (jak dowiemy się później, naprawdę poważnej natury) bohater zostawia w cholerę to, co tak pracowicie namierzał, za czym gonił i czym się fascynował (a była to piękna i klasyczna zagadka „zamkniętego pokoju”), bo „nie warto”. Jak to nie warto? A ja? Ja, czytelnik? Co mi z tego, że się dowiem jednej piątej rozwiązania zagadki, skoro cała reszta pozostanie odłogiem?! Widzicie już, co mam na myśli? No właśnie. Gdyby Agatha Christie miała podobne podejście, Hercules Poirot nigdy by nie wyszedł poza etap narzekania, że jajka nie są kwadratowe, a Anglicy nie lubią cudzoziemców.

Wyraźnie widać, że Pilipiuk, czarujący ogromną wiedzą historyczną, obudowujący fabułę mnóstwem szczegółów tego rodzaju, bawiący się konwencją i wyzyskujący ją do wspaniałych dygresyjnych opisów (a to przedmiotów, a to znów technik przywracania im świetności) i fundujący polonistom filologiczny orgazm opowiadaniem Cmentarzysko Marzeń – pozostawia po sobie teksty niedokończone. Są one, owszem, spuentowane, opatrzone jakąś tam (z naciskiem na „jakąś”) informacją podsumowującą, ale chłonący wcześniej te cudowności czytelnik nie spodziewa się, że nagle zostanie brutalnie zbudzony z immersyjnego podtopienia lekturą, by przejść od razu do kolejnego tekstu, który da mu dokładnie tyle samo emocji, co poprzedni, i równie okrutnie zostanie przerwany.

Nie jest tak, że za cel postawiłam sobie zgnębienie twórczości Pilipiuka. Przeciwnie, dostrzegam, jak z biegiem czasu coraz doskonalej konstruowane są wprowadzenia do fabuły, jak wysublimowane stają się narracyjne pomysły, jak konsekwentnie prowadzeni są bohaterowie i jak dużo uwagi poświęca im autor, nie zapominając przy tym o najdrobniejszych szczegółach ich biografii, które pojawiły się we wcześniejszych utworach. Mam jedynie niedosyt i swoisty niesmak z powodu uchybień kompozycyjnych – tej niedokończoności, która drażni i która rozczarowuje.

Ksenia Olkusz

Ksenia Olkusz, Opowieści niedokończone, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy