Izabela Osiadły – Starcie tajfunów

sciana-burzRecenzja książki: Ken Liu, Ściana burz [The Wall of Storms], przekł. Agnieszka Brodzik, Kraków: Wydawnictwo SQN, 2017, ISBN: 978-83-7924-649-6, ss. 768.

Amerykański pisarz chińskiego pochodzenia, Ken Liu, powrócił z kontynuacją Królów Dary. I z ogromną przyjemnością oznajmiam, że drugi tom cyklu Pod sztandarem dzikiego kwiatu jest jeszcze bardziej fascynujący niż jego poprzednik. Ściana burz mocno przyciąga oko oraz rękę czytelnika niczym magnes nie tylko za sprawą genialnej grafiki autorstwa Sama Webera na okładce, ale przede wszystkim obietnicy złożonej w pierwszej części, że doskonałe, wręcz boskie ziarno zasiane w opowieści o cywilizacji zrodzonej na siedmiu Wyspach Dary rozkwitnie do rozmiarów wielkiego pięknego kwiatu.

Analizując oba tomy, zrozumiałam, że ten pierwszy rzeczywiście był jak rozsypane na stronicach dmuchawce. Stworzony z rozmachem w Królach Dary świat przedstawiony skrywał w sobie niezwykłą mądrość, spotykaną w kulturach Dalekiego Wschodu – pozornie ulotną i zapomnianą, a tak naprawdę dokonującą ekspansji na kolejnych kartach powieści, uświadamiając czytelnikowi przerażającą prawdę. Powieść wciągała w wir zdarzeń, sprawiała, że dryfowało się pomiędzy innymi dmuchawcami, czyli misternie splecionymi historiami bohaterów, niesamowicie ciekawymi wątkami, które, odczytywane na wielu poziomach, przedstawiały wnikliwe przemyślenia o ludzkiej egzystencji oraz kondycji człowieczeństwa.

Ściana burz z kolei jest jak tajfun, który rozpoczyna się „szepczącą bryzą” oraz „podmuchami”, by przemienić się w szalenie niebezpieczną burzę wywołującą chaos w imperium. Zanim przejdziemy do dynamicznej, gwałtownej jak huragan drugiej połowy powieści, pierwsza prezentuje rozwój państwa za panowania cesarza Ragina (Kuni Garu), próbę przeprowadzenia reform oraz wsparcia nauki. Bardzo dobre, płynne połączenie z Królami Dary sprawia, że czujemy się, jakbyśmy tom poprzedni przeczytali zaledwie wczoraj. Wzbogacona i uzupełniona historia wysp uderza ze zdwojoną siłą i czytelnik na powrót zatapia się w oceanie niesamowitości.

Autor przygotował w drugim tomie wiele niespodzianek – świeże pomysły i skierowanie cyklu na tory prowadzące do następnych, rozleglejszych poziomów, ukazujących i analizujących państwowość, skomplikowaną ludzką naturę, kulturę oraz boską ingerencję otworzyły podwoje do kolejnej komnaty ogromnego potencjału, jaki skrywa ten tytuł. Ogrom dopracowanych szczegółów, splotów wydarzeń oraz plejada barwnych postaci, w tym wiele nowych, które swoją tajemniczością podsycają ciekawość, zachwyca. Aby to wszystko pogodzić, naprawdę trzeba mieć genialny umysł. Ken Liu nie zawodzi. To wprost przerażające i jednocześnie fascynujące, do czego jest zdolny.

Ściana burz pełna jest magii. Tworzą ją nie tylko skrzydlate stwory dosiadane przez wrogą armię czy bogowie, ale przede wszystkim „technologia”, która ubarwia epickie walki szczególnie w drugiej połowie książki. Wyobrażacie sobie, żeby jedwab podczas wojny był śmiercionośną bronią? Niewątpliwie tym, jak i wieloma innymi pomysłami na zdobycie przewagi nad wrogiem Ken Liu zaskarbi sobie serca osób poszukujących w literaturze fantasy takich technicznych smaczków. Niesamowite konstrukcje i wynalazki są niewątpliwym atutem tej powieści.

Po raz kolejny zwrócę uwagę na umiejętność przedstawiania przez pisarza sekretów ludzkiej natury, opisywania losów człowieka. W Ścianie burz również każdy bohater ma swoją filozoficzną głębię, sens istnienia. Liu w doskonały sposób potrafi uchwycić emocje, by następnie ująć nas  umieszczeniem ich w jakiejś konkretnej sytuacji osadzonej na sieci egzystencjalnych scen. Do tego to fantastyczne, jeszcze piękniejsze niż w Królach Dary, orientalne tło: baśniowość, tradycja, mądrość rodem ze starożytnych Chin – czy trzeba czegoś więcej?

Styl Liu jest nie do podrobienia. Czyta się go znakomicie, mimo wyrafinowania i ciężkiego tonu opowieści. Duże brawa dla tłumaczki Agnieszki Brodzik, która spisała się znakomicie, aby jak najlepiej przekazać zamysł autora. Nie pozostaje mi nic, jak tylko zachęcić do zagłębienia się w dworskie intrygi oraz historię niezwykłej cywilizacji, na którą padł ponury cień upadku. A zdecydowanie żadna cywilizacja nie jest gotowa na swój kres.

Izabela Osiadły

Izabela Osiadły, Starcie tajfunów, „Creatio Fantastica” nr 2 (57).

Reklamy