PATRONAT CF Alicja Podkalicka – Wszystkie drogi prowadzą do Jorslemy

1594_99906351594Robert Silverberg, Skrzydła nocy [Nightwings], przekł. Krzysztof Sokołowski, Warszawa: Wydawnictwo MAG 2017, ISBN: 978-83-7480-729-6, ss. 302.

Wśród wizji przyszłości obecnych w literaturze przeważają te, w których ludzkość zostaje z jakiegoś powodu zredukowana z dumnych zdobywców kosmosu do grupki próbującej przetrwać wśród szczątków dawnej cywilizacji. Skąd tak ponury obraz naszej przyszłości? Obecny kierunek rozwoju technologii, chociaż dynamiczny i przynoszący coraz więcej rozwiązań dawniej nierozwiązywalnych kwestii, budzi niepokój – czy to, co teraz wydaje się być dobre, kiedyś nie zwróci się przeciwko nam? Pewni jesteśmy, że nie potrzeba nam rasy obcych najeźdźców, by nadszedł kres epoki postępu i nastąpił gwałtowny regres. Nieumiarkowane – tak można określić dążenia wielu badaczy, rządzących, przywódców religijnych i politycznych. Jeśli jest gdzieś tam wysoko ktoś, kto bacznie nas obserwuje, wystarczy, że trochę poczeka – podbój planety to w końcu musi być kosztowne zajęcie. Robert Silverberg swoje Skrzydła nocy pisał w bardzo specyficznych okolicznościach – i może właśnie dzięki temu udało mu się ująć w owej książce powyższą myśl.

Gdzieś wśród pustyń dawnej Europy podróżuje trójka dziwnych wędrowców. Patronuje im Strażnik, staruszek pchający przed sobą wózek będący właściwie skomplikowanym urządzeniem na kółkach. Co jakiś czas przystaje, chwyta za drążki maszyny i wpada w trans. Pozostali mu nie przeszkadzają, wiedząc, jak ważna jest jego misja. Jego towarzysze to: młodziutka dziewczyna, niemal jeszcze dziecko, wyjątkowo drobna, blada i czarnowłosa, oraz mężczyzna w sile wieku, choć jeszcze bardziej odstający wyglądem – jego woskowożółta skóra, miejscami pokryta zrogowaciałą warstwą i czerwone oczy mieszkańcom tego świata wskażą od razu, z kim mają do czynienia. Dziewczyna zaś jest Lataczką – z nastaniem wieczora rozwija skrzydła i leci na zwiad, by zbadać okolicę. Przynosi wieści – wreszcie dotarli do miasta. Roum miał ich powitać z otwartymi ramionami, niestety w czasie ich wędrówki prawa zmieniły się – nie mogąc znaleźć miejsca do odpoczynku, próbują zwrócić się z prośbą o łaskę do tutejszego władcy. W międzyczasie, podczas jednego ze swoich transów, Strażnik odkrywa coś bardzo niepokojącego…

Skrzydła nocy pierwotnie wydawane były w formie opowiadań, a odrębność od siebie poszczególnych tekstów nadal jest wyraźnie zaznaczona. Nie tylko za pomocą podziału na trzy części; każda z nich zawiera inny etap wędrówki Strażnika. To on jest tu główną postacią, a chociaż w początkach książki dzieli tę pozycję z dwojgiem przygodnych towarzyszy, są oni właśnie przygodni – nie pozostaną z nim na stałe. Skrzydła nocy są bowiem klasyczną powieścią drogi, rozbitą na etapy, z których każdy zawiera jasno wyznaczony cel i określoną ścieżkę. Odniesienie do genezy książki, poczynione przez autora we wstępie, pisanym zresztą długo po powstaniu samej opowieści, rzuca światło na kilka zagadnień. Silverberg wspomina, że pierwsze opowiadanie zaczął pisać tuż po pożarze domu, zmagając się ze wszelkimi konsekwencjami tego zdarzenia. Przechodzi przy tym płynnie do okoliczności powstawania kolejnych części, wspominając o towarzyszących temu wydarzeniach z życia prywatnego oraz tych rozgrywających się na świecie. Skrzydła nocy powstały w 1968 roku, a więc w czasach wojny w Wietnamie, głośnej interwencji w Czechach dokonanej przez wojska rosyjskie i słynnych zabójstw, w tym Martina Luthera Kinga i prezydenta Kennedy’ego. Inspiracje są więc tu wyjątkowo wyraźne.

Strażnik jako jedyny (poza władcą Roumu) nie ujawnia swojego imienia. W chwili rozpoczęcia akcji funkcja Strażników jest już swego rodzaju przeżytkiem – powoli zapomniany zostaje cel, w jakim zostali powołani. Ziemia w Trzecim Cyklu, po wielkim kataklizmie wywołanym daleko posuniętymi ingerencjami w klimat, które doprowadziły  do zmiany orbity planety, ma daleko za sobą okres wypraw w kosmos. Czymś całkowicie normalnym jest widok przybyszów z innych planet na ulicach miast (których wykoślawione nazwy tylko z grubsza przywodzą na myśl te dawne, a architektura jest budzącym zawrót głowy połączeniem starożytnych tradycji z postapokaliptyczną ruiną). Ludzkość dzieli się na Gildie (z których część skupia przy sobie ludzi zmutowanych, poddawanych w życiu płodowym działaniu środków teratogennych w celu podniesienia ich przydatności, bądź posiadających zmieniony genotyp tak, by przystosować ich ciała do latania), sytuacja gospodarcza ogółu jest kiepska, ale stabilna, a wszystko to trzyma w ryzach… perspektywa inwazji obcych.

Ziemianie bowiem jeszcze przed katastrofą mocno narazili się innym nacjom, w tym szczególnie jednej, wówczas mało rozwiniętej, dość prymitywnej, niepotrafiącej się bronić, ale podobnej w kształcie do ludzi i zdecydowanie inteligentnej. Nie zdradzając szczegółów tego konfliktu, jako że jest on w dramatycznych szczegółach opisany w dalszej części książki, powiem tylko, że owa rasa poprzysięgła Ziemi zemstę, mając całkowite poparcie innych nacji. Zapowiedzieli oni, iż pewnego dnia przybędą na naszą planetę jak po swoją własność – stąd też Strażnicy, z których w każdym momencie dnia i nocy miał któryś dyżurować (Strażować), by móc odkryć zagrożenie zawczasu i zaalarmować Gildię Obrońców. Tym, któremu będzie to dane, jest oczywiście główny bohater, przeganiany z miejsca na miejsce jako zbędny już niemal element. Czy to dziwne więc, że podbój Ziemi okazał się zadaniem prostym i wymagającym zaledwie jednej nocy?

Większość powieści to wędrówka po świecie rządzonym już przez obcą rasę. Jej przedstawiciele zaś ingerują w ziemskie układy tylko na tyle, że przejmują najwyższe stanowiska, wybijając w pień rządzących – reszta żyje własnym życiem, wedle własnych upodobań. Ta pozorna stabilność kryje w sobie oczywiście multum komplikacji, zawiązków buntu, zdrad i przechodzenia ze strony na stronę, ale i powracającej świadomości na temat przyczyn obecnego stanu rzeczy. Ludzkość bowiem bardzo skutecznie wyparła swoje dawne winy, ukryła dowody zbrodni wobec najeźdźców, nie dość dobrze jednak – to Strażnik będzie tym, który wyjawi czytelnikowi prawdę.

Wątkiem, który mocno zastanowił mnie przy okazji początkowej wędrówki trójki towarzyszy, był stopniowo narastający erotyzm. W grupie zawierającej przez dłuższy czas jedną kobietę i dwóch mężczyzn nie było to może niczym dziwnym, niemniej jednak Strażnik opisuje Avluelę – Lataczkę – jako osobniczkę bardzo młodą, o ciele i umysłowości przypominających raczej dziecko niż osobę dorosłą. Ten obraz niewinności w odniesieniu do pożądania, które odczuwa do niej, a które wypiera (opisywane przez Strażnika szczegóły jej ciała brzmią momentami wręcz odstręczająco), zostaje ostatecznie zburzony przez trzeciego z towarzyszy, Gormona Odmieńca. Ów erotyzm właśnie, odczuwany przez kilku mężczyzn, z obiektem w postaci przywodzącej na myśl z jednej strony dziecko, a z drugiej – będącej przecież niemal innego gatunku, posiadającej skrzydła („Rozwijające się i drżące w chwili uniesienia”) i kilka innych cech odróżniających ją od towarzyszy, brzmi niepokojąco – i może wywołać wiele mieszanych uczuć, od współczucia wobec traktowanej przedmiotowo dziewczyny do oburzenia.

Skrzydła nocy to książka smutna. Ukazuje bowiem łatwość przemijania wielkich idei, a także to, jak przeradzają się one w parodię samych siebie pod wpływem destrukcyjnych uczuć, takich jak chciwość, arogancja i pycha. Z drugiej strony jednak, choć przedstawia ludzkość jako pełną wad i w każdej sytuacji dążącą do samozagłady, to zawsze potrafiącą podnieść się z kolan i skłonną do autorefleksji. Zostawia czytelnika w punkcie, w którym trudno jednoznacznie określić dalszy kierunek działań zarówno bohaterów, jak i Ziemi w ogóle, pozwala jednak domniemywać, iż kierunek ten będzie słuszny. Ze wszech miar zaś jest książką wartą uwagi – jako że w łagodny, choć stanowczy sposób zwraca uwagę zarówno na słabości, jak i możliwości radzenia sobie z nimi – niekoniecznie w kosmicznej skali.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Wszystkie drogi prowadzą do Jorslemy, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy