PATRONAT CF Krzysztof M. Maj – Klucz do ziemi

wrota-obeliskow_front_1000pxRecenzja książki: N. K. Jemisin, Wrota obelisków, przekł. Jakub Małecki, Kraków: SQN Imaginatio 2017, ISBN: 978-83-65836-09-0, ss.390.

Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do świata wykreowanego przez N.K. Jemisin na potrzeby Piątej pory roku, to kontynuujące cykl Wrota obelisków, uhonorowane nagrodą Hugo za rok 2017, powinny je całkowicie rozwiać. Po zainicjowaniu Sezonu przez potężnego dziesięciopierściennika Alabastra, Bezruch drży w posadach, niekontrolowany już przez imperialne stacje węzłów i bardziej niż kiedykolwiek podatny na magię górotwórczą. Jemisin wznosi się na absolutne szczyty postapokaliptycznego światotwórstwa – i nie dość, że ujawnia we Wrotach wiele z tajemnic kryjących się za ontogenezą Bezruchu, to jeszcze w dalszym ciągu utrzymuje wysoki poziom narracji, dobrze radząc sobie z oryginalną dykcją prozatorską (czas teraźniejszy i zwroty drugoosobowe) i fokalizacją (czytelnik nie odczuwa dyskomfortu, przełączając się między punktem widzenia obydwu protagonistek, Essun i Nassun).

Nie zdradzę wielkiej tajemnicy ujawniając, że najważniejszą rolę w powieści grać będą ponownie obeliski, o których prawdziwym przeznaczeniu wreszcie przychodzi się czytelnikowi dowiedzieć – jednak pewnym zaskoczeniem już jest wzbogacająca się o kolejne detale tajemnicza historia powstania zjadaczy kamieni. Jemisin trzyma jednak karty przy orderach i umiejętnie stopniuje napięcie przed kolejnym tomem serii, koncentrując tym razem akcję w dwóch statycznych punktach: znanej z Piątej pory roku podziemnej Castrimie oraz antarktycznym Fulrum, cudem ocalałym po tektonicznej katastrofie Równikiady i Yumenes. To wyraźna odmiana po – zdominowanej przez konwencję powieści drogi – części poprzedniej, górującej nad Wrotami skalą ekspansji świata i per saldo dostarczającej o wiele więcej informacji na jego temat. Także to, co czyniło koncepcję Jemisin absolutnie wyjątkową, a więc sztuka górotwórstwa wraz ze strzegącym jej sekretów Fulkrum, nie powraca w takim zakresie w kontynuacji. Początek Piątej Pory Roku i wprowadzenie surowego Prawa Sezonowego – ogólnoświatowego stanu wyjątkowego, legitymizującego użycie wszelkich środków w celu utrzymania przy życiu rozrzuconych po globie wspólnot – rozchwiewa bowiem wielowiekowy imperialny ład polityczny, zaś zagłada Fulkrum z jednej strony wyswabadza górotwórców, ale z drugiej pozbawia ich ochrony ze strony Stróżów.  W konsekwencji zatem, choć we Wrotach obelisków fabuła obfituje w spektakularne wydarzenia i dwa, trzy bardziej zaskakujące zwroty akcji, to jednak zdecydowanie daleko jej do dynamiki narracyjnej i koncepcyjnej świeżości Piątej pory roku. Kontrowersyjna decyzja związana z osłabieniem roli najbardziej interesujących postaci z poprzedniej powieści – w tym przede wszystkim górotwórcyAlabastra – zdecydowanie nie wyszła tu Jemisin dobre, choć z drugiej strony umożliwiła wnikliwsze naszkicowanie portretu psychologicznego tak Essun, jak i jej córki, ujawniającej znacznie większą potęgę, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Najbardziej rozczarowuje jednak wieńczący wrota cliffhanger. Dotarłszy bowiem do punktu kulminacyjnego narracji, objawiającego prawdziwą potęgę obelisków i oferującego zupełnie inną perspektywę oglądu górotwórstwa – okazującego się jednym z przejawów znacznie potężniejszej siły, u Grzędowicza znanej pod nazwą mnemosterowalnychnanowektorów – czytelnik ląduje niespodzianie w słownikowym appendixie, nie bardzo rozumiejąc, dlaczego powieść się tak nagle skończyła. Daleko też i w tym względzie Wrotom do misternego rozwiązania akcji Piątej pory roku – choć z drugiej strony nie sposób odmówić im całkowicie skutecznego rozbudzenia apetytu na kontynuację, wzmożonego wyjaśnieniem przyczyn niestabilności tektonicznej Bezruchu. Powieść Jemisin czyta się niemniej jednak fantastycznie i z rosnącym zaangażowaniem – wszelkie bowiem przejawy odbiorczego niedosytu dusi tu w zarodku autentyczny podziw dla niezwykłej wyobraźni i talentu narracyjnego, zdających się rosnąć z każdą kolejną książką pisarki. A to zjawisko rzadkie i przez to absolutnie domagające się o uwagę ze strony wszystkich wielbicieli postmodernistycznej, światotwórczej fantastyki.

Krzysztof M. Maj

Krzysztof M. Maj, Klucz do ziemi, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy