Marcin Chudoba – Trudno być początkującym superbohaterem

Recenzja filmu: Spider-Man: Homecoming, reż. Jon Watts, Stany Zjednoczone Ameryki: Columbia Pictures, Marvel Studios, Pascal Pictures 2017.

W 2015 r. Sony Pictures i Marvel Studios poinformowały, że na ekrany kin trafi nowy film ze Spider-Manem, będący owocem współpracy obu wytwórni. Jednak Peter Parker (Tom Holland) miał zadebiutować nieco wcześniej, w zupełnie innej produkcji. Stało się jak zapowiedziano. W 2016 r. Spider-Man wsparł swojego idola – Tony’ego Starka (Robert Downey Jr.) podczas walk z Kapitanem Ameryką (Chris Evans) i towarzyszącymi mu herosami (wydarzenia ukazane w Captain America: Civil War), a rok później powrócił do kin we własnym filmie.

Minęło kilka miesięcy od rozpadu Avengers. Peter Parker, podekscytowany udziałem w „wojnie” superbohaterów, nie może pogodzić się z faktem, że Tony Stark kazał mu wieść normalne życie, odradzając jednocześnie szukanie niebezpiecznych wyzwań. Chłopak w ogóle nie bierze do serca uwag swego mentora-idola i sam pakuje się w tarapaty. Udowadnia tym samym, że bliżej mu do beztroskiego, nierozważnego licealisty niż do prawdziwego superbohatera. Celem Spider-Mana stają się Adrian Toomes (Michael Keaton) oraz jego pomocnicy, odpowiedzialni za tworzenie i sprzedaż niebezpiecznej broni opartej na technologii Chitauri (rasa kosmitów, która zaatakowała Nowy Jork w filmie The Avengers). Niestety, nieprzemyślane działania Petera Parkera sprowadzają niebezpieczeństwo na wszystkie otaczające go osoby.

Jon Watts – reżyser najnowszego, szóstego już filmu kinowego o Spider-Manie – i piątka współpracujących z nim scenarzystów: John Francis Daley, Jonathan Goldstein, Christopher Ford, Chris McKenna oraz Erik Sommers zrezygnowali z kolejnego origin story. Jest to bardzo słuszny zabieg. Biorąc pod uwagę popularność Człowieka-Pająka, śmiało można stwierdzić, że historię jego narodzin zna niemal każdy, czy to z komiksów i wcześniejszych filmów, czy też ze słyszenia.

Spider-Man: Homecoming znacząco wyróżnia się na tle poprzednich produkcji wchodzących w skład Marvel Cinematic Universe. Nie ma w nim walk, w których stawką są losy Ziemi czy całego Wszechświata – akcja rozgrywa się na poziomie „lokalnym”. Uwagę przykuwają również obie strony konfliktu. Peter to nastolatek, który pragnie być popularny i doceniony (zarówno w życiu codziennym, jak i superbohaterskim), musi nauczyć się, jak umiejętnie łączyć te dwa aspekty i znaleźć sposób, by bezmyślnie nie sprowadzać niebezpieczeństwa na innych. Natomiast Adrian Toomes jest przedsiębiorcą sprzedającym niebezpieczną broń tylko dlatego, że ma na utrzymaniu rodzinę, a osoby będące u władzy, jak również mocarni herosi w ogóle nie przejmują się losem zwykłych ludzi. Taki zabieg ze strony twórców niewątpliwie wnosi powiew świeżości do filmowego uniwersum, w którym każdy superbohater jest niezwyciężony, a złoczyńcy mają bardzo wybujałe ego i wysokie mniemanie o sobie. Oczywiście, nie mogło zabraknąć typowej dla konwencji, przeplatanej efektami specjalnymi, nieco przerysowanej finałowej walki oraz niezbyt oryginalnych, momentami nierównych żartów. O ścieżce dźwiękowej stworzonej przez Michaela Giacchino można napisać jedynie, że jest i nie budzi zastrzeżeń. Niestety, brak jej wyraźnego motywu przewodniego.

Należy zaznaczyć, że twórcy filmu oddali hołd swym poprzednikom, puszczając jednocześnie oko do fanów Człowieka-Pająka. Podczas sekwencji prezentującej logo Marvel Studios można usłyszeć uwspółcześnioną wersję intro pochodzącego z pierwszego serialu animowanego o Spider-Manie (Spider-Man, 1967-1970); strój Petera ma wysuwane, umiejscowione pod pachami pajęczyny, które pozwalają mu na szybowanie – nawiązanie do kostiumu z oryginalnych komiksów rysowanych przez Steve’a Ditko; a jedna ze scen jest bardzo wyraźnym odwołaniem do pocałunku Spider-Mana i Mary Jane Watson, który miał miejsce w filmie z 2002 r. (Spider-Man, reż. Sam Raimi).

Spider-Man: Homecoming to przyjemny, lekki w odbiorze letni blockbuster, który powinien zadowolić osoby znudzone schematycznymi produkcjami o herosach. Należy mieć jednak na uwadze, że choć twórcy starają się oddalić od konwencji filmów superbohaterskich, w niektórych momentach wiernie się jej trzymają. Na zakończenie dodam, że wbrew temu, co sugerowały trailery i plakaty, Tony Stark nie jest główną gwiazdą tego widowiska i „nie kradnie” filmu Spider-Manowi.

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Trudno być początkującym superbohaterem, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy