Krzysztof M. Maj – Podróże po Planecie Małp

wojna-o-planete-malp-pl-ok_98e2a3a6aaRecenzja filmu: Wojna o Planetę Małp [War for the Planet of the Apes], reż. Matt Reeves, USA 2017.

Istnieje wiele typów zwiastunów filmowych. Niektóre, jak trailer Spiderman: Homecoming, ujawniają całą fabułę filmu, a mimo to nie psują przyjemności z jego oglądania. Inne, jak zwiastun Wojny o Planetę Małp, zdają się nie ujawniać całej fabuły filmu, a jednak finalnie okazują się to robić – wzbudzając zimną nienawiść u widzów, którzy nie lubią, gdy wszystkie sceny akcji w filmie mającym „wojnę” w samym tytule dają się opowiedzieć w czasie poniżej czterech minut.

Streszczenie fabuły – oj, nie śmiejcie nawet zarzucać spoilerów, albowiem te mieliście w nieprzebranej mnogości w zwiastunach – przedstawia się następująco. Oto źli biali heteroseksualni mieszkańcy Teksasu atakują dwanaście małp w prymitywnej fortecy drzewnej, głusi na ostrzeżenia krytyki postkolonialnej. Dwójka złych białych heteroseksualnych mieszkańców Teksasu (dalej jako ZBHMT), jest puszczona żywcem przez człekokształtne naczelne, o których przez nieznajomość prac Gayatri Chakravorty Spivak myślą jako o dzikusach. Cezar, który żyje wciąż po to tylko, by w końcu w dostatecznie chwalebny sposób zginąć, umyśla sobie, że w ten sposób udowodni ZBHMT, że przestają oni nie z okrutnymi, zezwierzęconymi bestiami, a pokrzywdzonymi bohaterami dyskursu nieantropocentrycznego, którzy chcą tylko tworzyć własną narrację antypodboju, domagając się niepodległości lasów, do których umknęły w poprzedniej części filmu (o tym informuje nas narrator, dbając o zanik imersji już od pierwszej sceny produkcji).  Jeńcy zostają tedy wysłani Woody’emu Harellsonowi – który byłby moim ostatnim typem do roli Porucznika ZBHMT, a tu, w ramach kolejnego zaskoczenia (na odmianę miłego), jednak ratuje cały film – dowodzącemu ostatnim bastionem ludzi niezarażonych, uwaga, uwaga, małpią grypą. Oczywiście plan spala na panewce, bo ZBHMT zjawiają się w małpiej sadybie, wyskakując z wodospadu i sprzedając headshoty całej familii Cezara, co spotyka się z bardzo antropocentryczną reakcją z jego strony w postaci przedsięwzięcia krwawej vendetty. Na przedsięwzięciu się jednak kończy, ponieważ zanim film spróbuje wytłumaczyć się ze swojego tytułu, małpy ruszają, idą, maszerują, chodzą, wędrują, podróżują, łażą, przemieszczają się, wspinają, wloką, człapią, pędzą, jeżdżą konno – i w końcu, gdy nie ma już popcornu, a rozczarowane siorbnięcia znamionują wyschnięcie napitków u większej części widowni, docierają do Leża Antagonisty, zlokalizowanego dla zmylenia przeciwnika zwanego widzem nie w Teksasie, a gdzieś na granicy z Kanadą. I od tego momentu film usiłuje nam sprzedać bezczelnie tanią narrację, że ho, ho, wy się tu spodziewaliście wojny o Planetę Małp, w domyśle wojny ludzi o Planetę Ziemię, wykradzioną im przez zmodyfikowane genetycznie człekokształtne, wy tu chcieliście, żeby płonęła Wieża Eiffla, a nie tylko Golden Gate z Dawn of the Planet of the Apes! A figę! Bo tu nadajemy z progresywnej części Hollywoodu i zobaczycie jeno, że to ludzie biją się z ludźmi, aż im rozsierdzona Istota Najwyższa ześle na głowy lawinę, przed którą małpy przecież mogą się schronić na drzewach i przetrwać! Takiego to figla płata nam ewolucja, gdzie teraz Twoje harde słowa, pułkowniku Woody Harrelsonie?

Nie oczekujcie po tym filmie niczego, co choćby w najmniejszym stopniu konotuje jego tytuł. Nie ma tu żadnej wojny, nie ma nawet powstania czy pomniejszej potyczki (wyłączając scenę otwierającą, w której Głupi Amerykańscy Sołdaci strzelają z moździerzy do sosen, a Dzielni Pretorianie Cezara odpowiadają im gradem oszczepów) – jest za to film drogi, która w dodatku donikąd nie prowadzi, bo ani nie otrzymujemy satysfakcjonującego rozwiązania fabuły, ani też odpowiedzi na pytanie o to, co też, u diabła, działo się między Dawn… a War for the Planet of the Apes – czyli dokładnie tego, co wszyscy się spodziewali zobaczyć właśnie w tym filmie. A zatem: jeśli chcieliście zobaczyć Podróże po Planecie Małp, Drogę do Planety Małp, względnie Noce i dnie na Planecie Małp, koniecznie idźcie do kin, zobaczycie świetne widowisko, z zaskakującymi elementami akcji i nieoczekiwanym finałem. Jeśli jednakże chcieliście zobaczyć Wojnę o Planetę Małp, natychmiast zrezygnujcie i idźcie na Spiderman: Homecoming.

Krzysztof M. Maj

Krzysztof M. Maj, Podróże po Planecie Małp, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy