Krzysztof M. Maj, Przedpola Elizejskie

Dziala imperiumRecenzja książki: Django Wexler, Działa imperium, przekł. Zbigniew A. Królicki, ?: Rebis 2017, ISBN: 978-83-8062-166-4, ss.600.

Django Wexler we wstępie do Dział imperium sam przyznaje, jak trudno uwierzyć, że to już czwarty tom cyklu „Kampanie cienia”, rozpoczętego świetnym Tysiącem imion i rozwijającym się obiecująco przez ostatnie cztery lata. I faktycznie: Wexlerowi udaje się konsekwentnie utrzymywać na tyle wartki tok narracji, że ani się czytelnik obejrzy, a za nim kolejna pięciuset- czy sześciusetstronicowa książka. Trudno, jak się wydaje, o lepszą rekomendację dla military fantasy – którą od klasycznej fantasy odróżniać powinna przecież nie tylko tematyka, ale przede wszystkim sposób opowiadania, którego rolę unaoczniał jeszcze Glen Cook w Kronikach Czarnej Kompanii.

Skoro w poprzednich tomach mieliśmy rewolucję, Stany Generalne i dekapitację zwolenników starego reżimu – w zasadzie oczywiste jest, że z tytułowymi działami imperium przyjdzie zmierzyć się coraz śmielej stylizowanemu na Napoleona Janusowi bet Vhal­nichowi i że finalnie powstrzymają jego zwycięski pochód w głąb rozległego cesarstwa nie wrogie regimenty, a sroga zima. Nawet pobieżna znajomość historii przeszkadza zatem nieco w zawieszeniu niewiary w kontrfaktyczną opowieść Wexlera – i gdy te oczywiste przypuszczenia okazują się trafne, trudno nie ubolewać nad tym, że autor nie zdecydował się tu na trochę śmielszą grę z przekazem historycznym. Myliłby się ten jednak, kto myślałby, że w jakikolwiek sposób niweczy to przyjemność z lektury. O, bynajmniej! Opis zdobycia fortu nadrzecznego, zapewniającego Wielkiej Armii Vhalnicha kontrolę nad szlakami zaopatrzeniowymi imperium murnskajskiego czy brawurowa relacja z utrzymania frontu na rzece Szulii w pobliżu Polkhaizu i Bskoru – to przynajmniej dwa powody, by każdy miłośnik siedemnasto- i osiemnastowiecznej sztuki wojennej rzucił wszystko, czym się aktualnie zajmuje, i sięgnął po Działa imperium. Wexler doskonale zdaje sobie sprawę tego, co przesądza o popularności jego cyklu – i wyraźnie dba o to, by opisy bitew staczanych przez genialnego pierwszego konsula Vordanajów (nie mylić z Pierwszym Konsulem Bonapartem) były coraz bardziej wiarygodne i zyskiwały na autentyzmie. Równocześnie jednak pozostali bohaterowie cyklu, Marcus d’Ivoire, Winter Ihrengrass, Winter Ihrenglass i królowa Raesinia – w dalszym ciągu fokalizujący po Martinowsku narrację w dedykowanych sobie rozdziałach – nieuchronnie wplątują się tu w intrygę, której skala przerasta nawet największe z bitew staczanych przez Janusa, a której kulisy obserwować mogliśmy już od Ceny męstwa w mikrorozdziałach przybliżających perspektywę Pointifexów Kościoła Zaprzysiężenia Elizjum. Bo i Elizjum właśnie, niezdobyte od tysiąca lat miasto-twierdza w samym sercu imperium Murnska, staje się de facto głównym bohaterem czwartej odsłony „Kampanii cienia” – a zmagania z Przeklętymi Penitentami okazują się szybko błahostką w zestawieniu ze złowrogim złem skrywanym przez kapłanów w podziemiach fortecy. Pewien niedosyt wiąże się tu z odczuwalnym wzrostem szybkości ujawniania sekretów świata, spośród których bodaj jedynie tajemnice Janusa wciąż pozostają ukryte przed chciwym wzrokiem czytelników – jednak sprawność warsztatowa Wexlera każe przypuszczać, że w nadchodzącym piątym tomie zostanie to nadrobione kolejnym charakterystycznym dla cyklu niespodziewanym zwrotem akcji.

Działa imperium utrzymują wysoki poziom narzucony przez wszystkie trzy poprzedzające tomy i – choć absolutnie wymagają one znajomości całości serii, częstokroć dostarczając odpowiedzi na pytania zadane w tomie drugim czy nawet pierwszym – same w sobie mogą być dla wielu dobrym powodem, by zainteresować się prozą Wexlera i nadrobić ewentualne zaległości. W zestawieniu z finałowym tomem „Trylogii Magów Prochowych” Briana McClellana, dla wielu fanów konwencji gunpowder fantasy raczej rozczarowującym, „Kampanie cienia” prezentują się całkowicie bez zarzutu i raczej nie stwarzają ryzyka podobnie niesatysfakcjonującego rozwiązania przewijającej się przez wszystkie tomy zagadki. Które to, jak każe przypuszczać otwarte zakończenie powieści, jest już bliżej nas niż dalej.

Krzysztof M. Maj

Cytowanie: Krzysztof M. Maj, Przedpola Elizejskie, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

 

 

Reklamy