PATRONAT CF Alicja Podkalicka – Stan Nieidealny

Recenzja książki: Brandon Sanderson, Idealny Stan [Perfect State], przekł. Anna Studniarek, Warszawa: MAG 2017, ISBN: 978-83-7480-732-6, ss. 96.

Brandon Sanderson nie od razu stał się popularnym w Polsce autorem. Pierwsze wydania zarówno jego debiutanckiej powieści, Elantris, jak i trylogii o Ostatnim Imperium nie spotkały się z wielkim zainteresowaniem polskich fanów. Tę sytuację poprawiło dopiero pojawienie się Drogi Królów, mającej stanowić początek cyklu pisanego z o wiele większym rozmachem niż wcześniejsze książki tego autora. Obecnie Sanderson bywa już wymieniany jednym tchem wraz z innymi gigantami literatury fantastycznej, a w księgarniach pojawia się coraz więcej jego dzieł, łącznie z nowelami i opowiadaniami. Idealny Stan, będący przykładem krótszych form pióra tegoż fantasty, fabularnie leży jednak poza Cosmere – a umiejscowiony został w nieokreślonej, acz raczej dalekiej przyszłości.

Kairominas, bóg-cesarz, dopiero mając lat pięćdziesiąt, dowiedział się, kim jest naprawdę – on sam i wszystko, co go otacza. Jak mógłby zareagować człowiek na wieść, że w rzeczywistości jest tylko mózgiem zamkniętym w słoiku, poddawanym ciągłej stymulacji, tak by we własnym przekonaniu był najlepszą wersją samego siebie w świecie całkowicie odpowiadającym jego potrzebom i upodobaniom? Cóż, ten moment ma on dawno za sobą i prowadzi dalej życie władcy i zdobywcy, rządząc wirtualnym ludem w fantastycznym światku. Jego spokój burzą dwie sprawy: pierwszą z nich jest Melhi, inny Żywozrodzony, wciąż knujący przeciw niemu plany zemsty za dawną krzywdę, drugą zaś –  konieczność spotkania z którąś z kobiet w celach… hmm, prokreacyjnych. Randkę jednak przerywa im atak Melhiego, który wybrał tę właśnie chwilę na demonstrację nowych możliwości.

Ta niewielka objętościowo książka zawiera w sobie mnogość motywów i elementów, niekoniecznie pasujących do siebie i odpowiednio zakotwiczonych w fabule. Wywarła więc na mnie wrażenie pewnego chaosu, który spinany jest w całość wątkiem o charakterze raczej komediowym. O ile jednak przewidywana niezręczność w kontaktach towarzyskich z płcią przeciwną, która przecież, tak samo jak i główny bohater, wykreowana została na „pierwszą wśród pierwszych” i z tego tytułu nieziemsko wręcz egoistyczną i arogancką, nieszczególnie zrobił na mnie wrażenie, o tyle motyw ludzi jako mózgów pozbawionych reszty ciał, żyjących jedynie we wnętrzu własnych umysłów, połączonych w coś, co przypomina nieco grę MMORPG z elementami budowania własnego świata miał już pewną siłę oddziaływania na wyobraźnię. Umysł od narodzin poddawany stymulacji, psychika rozwijana sztucznie, z zastosowaniem czynników dopasowanych do jej naturalnych predyspozycji, tak by stać się najlepszym, zdobywcą zajętym poszukiwaniem wyzwań, które będą mu oczywiście dostarczane… To przerażające. Zapewnienie każdemu człowiekowi dokładnie tego, czego by chciał, jak to stwierdza bohater, najmniejszym możliwym kosztem, teoretycznie nie powinno być złe, a jednak paraliżująca jest myśl, że moglibyśmy aż do tego stopnia stać się niewolnikami własnych pragnień i przyjemności, by poświęcić temu całość naszego człowieczeństwa.

Mam jednak wrażenie, że świadomość tego faktu mogłaby działać na człowieka o wiele bardziej destrukcyjnie, niż przedstawił to autor. Być może do takiego myślenia przyzwyczaiły mnie wizje rodem z filmu Matrix, gdzie wyrwanie się z reżimu maszyn było naturalną potrzebą umysłu niepotrafiącego znieść życia w kolorowym, miękkim oszustwie. Kai, uważający taki stan rzeczy za naturalny, przyzwyczajony do myślenia o poddanych jako o ludziach, kierujący się w postępowaniu wobec nich daleko posuniętą empatią i niewidzący w swoich osiągnięciach sztuczności, jest dla mnie nie do przyjęcia. Lepsza pod tym względem mogłaby być Sophie, wybranka „z samego dołu listy dopasowania”, a przez to „bardziej interesująca”, postępująca na przekór założeniom, wyrywająca się schematowi, który dla niej stworzono. Nadzieja ta upada jednak pod ciężarem ogromu jej arogancji i pogardy, jaką żywi do wszystkiego wokół siebie, łącznie z Kaiem. Z „pierwszej z pierwszych”, kobiety władającej światem, tworzącej prawa, ratującej uciśnionych i krzywdzonych, zaprowadzającej nowe porządki, stała się kapryśną niewolnicą swoich niesprecyzowanych oczekiwań – na szczęście autor postanowił rozwiązać kwestię jej istnienia w sposób dosyć dla mnie satysfakcjonujący.

Ostatecznie do żadnego z bohaterów Idealnego Stanu nie można się przywiązać, żaden z nich nie posiada cech, które sprawiłyby, że dałoby się poczuć do niego choć odrobinę sympatii. Byłoby to zrozumiałe, gdyby wziąć pod uwagę fakt, iż z założenia mieli być najspecjalniejszymi ze specjalnych płatków śniegu. Problem w tym, że nie są oni prowadzeni konsekwentnie. Pod tym względem lepiej wypada Sophie (aż trudno przyznać), Kai bowiem wydaje się zlepkiem sprzecznych ze sobą cech. Jest potężny, szlachetny, pełen poświęcenia jak prawdziwy władca fantastycznej krainy, ale jednocześnie zupełnie nie zniechęca go to, że jego towarzyszka ma zgoła inne podejście do Maszynozrodzonych (a więc wykreowanych ludzi). Wręcz przeciwnie! Szczytem jest stwierdzenie padające z jego ust, iż uznaje ich za ludzi, lecz nadal nie są oni tak ważni jak Żywozrodzeni. A więc najpierw poświęcamy życie swoje i swojej prawie-wybranki, aby uratować mieszkańców miasta przed nadciągającym zagrożeniem – a potem całkowicie zaprzeczamy temu czynowi?

Idealny Stan jest tekstem krótkim, ale wywołującym taką mnogość pytań, że aż trudno wynieść z niego jakąkolwiek przyjemność płynącą zazwyczaj z przeczytania książki ulubionego autora. Jak doszło do tego, że ludzie zostali zredukowani do jednego organu? Kim są Wode, panami kontrolującymi „życie” Żywozrodzonych w ich światach czy niewolnikami, zmuszanymi do przebywania poza idealnym snem? Czy w wykreowanym na potrzeby jednostki świecie rzeczywiście istnieje dla niej jakiekolwiek zagrożenie? Czy jeśli zakładamy, że dla prawidłowego rozwoju psychiki bohatera jego osiągnięcia muszą wiązać się z realnym ryzykiem porażki, to poniesienie jej naprawdę wchodzi w grę? Co jest prawdziwe, a co nie?

Ostatecznie trudno mi powiedzieć, czy Idealny Stan jest książką dobrą, czy też nie. Bardzo ciekawa konstrukcja świata została bowiem przytłoczona mało finezyjnym pomysłem na fabułę, w dodatku potraktowanym w sposób dość powierzchowny. Mam wrażenie, że nowela padła ofiarą swojej objętości – znaczna część wątków wymagałaby odpowiedniego rozwinięcia, żeby pokazać właściwie ich znaczenie i to, jak łączą się z innymi zastosowanymi tu motywami. W tej postaci książka wywołała we mnie mocno mieszane uczucia, co w związku z faktem, iż Brandon Sanderson należy do moich ulubionych autorów, działa tylko na jej niekorzyść.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Stan Nieidealny, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy