PATRONAT CF Barbara Szymczak-Maciejczyk – Z biurokracją przeciw bogom

Recenzja książki: Robert Jackson Bennett, Miasto schodów [City of Stairs], przekł. Piotr Zawada, Słupsk: Papierowy Księżyc 2017, ISBN: 978-83-65568-34-2, ss. 544.

Widząc znajdującą się na tylnej okładce pozytywną opinię Brenta Weeksa[1], byłam przekonana, że czeka mnie interesująca lektura. Owo nastawienie prędko minęło. Pierwszych kilkadziesiąt stron to droga przez niewyobrażalne pokłady nudy. Biurokracja, mętna narracja i źle brzmiące imiona postaci sprawiły, że kilkukrotnie odkładałam książkę z powrotem na półkę. Jednak w końcu zmusiłam się do przebrnięcia przez najgorszą jej część, czyli początek.

Bułyków jest miastem, które – związane niegdyś z kultem uśmierconych już bogów – wciąż nie podniosło się po dokonanej przez Sajpurów kolonizacji. Jest to także miejsce skrywające wiele tajemnic, między innymi kto zabił Pangyuia, kim są Odnowiciele i wreszcie – skąd, u licha, biorą się te wszystkie schody?! Bennett starał się stworzyć świat fantasy (któremu blisko właściwie do epoki węgla i pary), ale główny akcent został położony na innych wątkach: kryminalnym i politycznym. Nadmiar biurokracji, rozważania (post)kolonialne i antropologiczne czynią czasem akcję niezwykle wręcz powolną. Z drugiej strony, gdy nabiera ona już tempa, trzeba przyznać, że książkę czyta się z przyjemnością.

Do minusów Miasta schodów należy z pewnością kompletnie nieprzemyślana narracja. Rozpoczęta z perspektywy Mulaghesh, przejęta zostaje przez Pitry’ego, następnie przez Sharę, później Sigruda… a także kilku innych bohaterów. Nie dość tego, w trakcie lektury niejednokrotnie przechodzi ona z pierwszoosobowej w trzecioosobową. Zmiana narratora nierzadko nie jest poprzedzona choćby odpowiednim zakończeniem opowieści poprzedniego. Książka Bennetta jest także jedną z najmniej starannie wydanych, jakie trafiły w moje ręce w ciągu ostatnich kilku lat. Niemal na każdej stronie pojawiają się błędy fleksyjne, interpunkcyjne i stylistyczne. Jeśli ktoś lubi pozycje dbające o poprawność językową – Miasto schodów najlepiej oddać najpierw zaufanemu korektorowi, a dopiero później przeczytać. Także imiona poszczególnych postaci wprowadzają niemały zamęt – brzmią one rosyjsko (Dżukow), niemiecko (Vohannes), hindusko (Jindash), hebrajsko (Efrem), włosko (Parnasi)… Taki zabieg może częściowo usprawiedliwić prowadzona przez podbijających świat Sajpurów polityka kolonializmu, ale ostatecznie ów miszmasz kulturowy powoduje dyskomfort podczas czytania. A nie wspomniałam jeszcze o licznych pomyłkach – jak choćby wymienne nazywanie Efrema „doktorem” i „profesorem”…

Mimo wielu niedociągnięć Miasto schodów nie jest jednoznacznie skazane na porażkę. Przeciwwagą dla niedostatków są dobrze zarysowane (choć dość stereotypowe jednocześnie) postaci (wygnana potomkini wielkiego wojownika, marząca o spokojnej emeryturze pani pułkownik, naukowiec ginący za sprawę), ciekawe koncepcje dotycząca dawnych bóstw czy ekspansji Sajpurów – jej przyczyn, przebiegu i regulacji prawnych przez nich wprowadzonych, wykreowany przez Bennetta świat, no i Sigrud! Wspomniana już opinia Weeksa brzmi: „Robert Jackson Bennett zasługuje na szeroką publiczność. Tą książką sobie na nią zapracuje. Historią, która wciąga, kapitalną konstrukcją świata oraz, mój Boże, Sigrudem. Pokochacie Sigruda”. Nie jestem pewna co do pozostałych kwestii, ale pod ostatnim zdaniem podpisuję się obiema rękami!

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Z biurokracją przeciw bogom, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

[1]              Brent Weeks – amerykański pisarz; jest autorem trylogii Droga Cienia oraz Sagi Powiernika Światła.

Reklamy