Magdalena Białek – Zgrzyt w harmonii sfer

Recenzja książki: Maria Dahvana Headley, Gniazdo [Aerie], przekł. Dorota Dziewońska, Kraków: Galeria Książki 2017, ISBN: 978-83-65534-49-1, ss. 286.

Wsłuchuję się w śpiew. Wszystkiego, wszędzie. Świata wewnątrz domu. Świata poza domem. Ptaków, wiatru i drzew. (…) Cały świat jest jednym wielkim nieustającym dźwiękiem i ja także nie milknę ani na chwilę. Słyszę bicie swego serca i jednocześnie tę pustkę dzielącą mnie od każdej istoty na ziemi, bo nikt nigdzie nie śpiewa tak samo jak ja”1 – tak rozpoczyna się Gniazdo, kontynuacja powieści Magonia. Poetycki wstęp rozbudza apetyt na ambitną lekturę, na „coś więcej”. To pragnienie zostaje zaspokojone niestety tylko częściowo.

Niewątpliwą zaletą powieści jest to, jak Headley bawi się językiem. Pomysłowe użycie znaków graficznych jako nośnika treści i elementu wypowiedzi bohaterów stanowi dowód na to, że postmodernistyczne zabawy z tradycyjną formą powieści nie ominęły także young adult. Choć zdarzają się sformułowania średnio udane („Wszystko wywraca się we mnie na drugą stronę, jestem niczym sweter, który się pruje”2 – opisuje swój stan psychiczny jeden z bohaterów), w większości przypadków porównania i poetyckie opisy każą przypuszczać, iż autorka postawiła sobie wysoko poprzeczkę. Wielka szkoda, że cała reszta materiału powieściowego nie nadążyła za ambitnymi zabiegami językowymi.

Po gwałtownych wydarzeniach z pierwszej części powracamy do Azy Ray Boyle, która (jako oficjalnie martwa) musi przywdziać nową skórę, aby nie wzbudzać podejrzeń Ziemian. Wkrótce przeszłość daje jednak o sobie znać, a starzy wrogowie powracają – dziewczyna musi zdecydować, czy bardziej kocha życie wśród chmur, czy ziemską egzystencję. Następują porwania, pościgi i szantaże, ale trudno jest nazwać Gniazdo powieścią trzymającą w napięciu. Wydarzenia dzieją się szybko, ale ma się wrażenie, że konstrukcja fabuły nie jest przemyślana. Bohaterowie najczęściej zawdzięczają ratunek kolejnym deus ex machina, wypadki następują nagle bez wyraźnej przyczyny, postacie zmieniają poglądy w ułamku sekundy i bez umotywowania. Historia opowiadana jest z perspektywy dwóch osób: Jasona i Azy. Niestety ani jedno, ani drugie nie wzbudza silniejszych emocji. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że przez większość czasu oboje analizują swoje uczucia, użalają się nad sobą, rozmyślają nad swoimi porażkami i zastanawiają się nad swoim związkiem. Być może przedstawiane w powieści problemy będą bliskie młodemu czytelnikowi, jestem jednak w stanie sobie wyobrazić, że wielu bardziej doświadczonych w lekturze po prostu straci cierpliwość.

Można by jeszcze pochwalić Headley za oryginalność w kreacji uniwersum Magonii – gdyby nie fakt, że pomysł na krainę w przestworzach, statki żeglujące po niebie i manipulację pogodą autorka zaczerpnęła ze średniowiecznej legendy. Mimo tego nie można odmówić autorce Gniazda wrażliwości w opisywaniu podniebnego świata ani pomysłowości w tworzeniu jego niezwykłych mieszkańców – ptaków stanowiących część serca, śpiewających wśród chmur szkwałowaleni, nietoperzy o srebrnych głosach i ludzi-ptaków – Rostrów. Także koncepcja pieśni-magii, która ma moc tworzenia i zmieniania świata (w dosłownym sensie) nie miała tak rozbudowanej literackiej realizacji od czasu Pieśni Ainurów Tolkiena.

Lektura Gniazda może być pewnym zawodem dla bardziej doświadczonego czytelnika (którego nadzieje zostają rozbudzone przy pierwszym kontakcie z wyjątkowym językiem Headley, a potem gasną w zetknięciu z mało oryginalnymi bohaterami i fabułą). Jednak dla osób, które oczekują lekkiej, nieskomplikowanej historii udekorowanej ptakami, śpiewem, poruszeniami serca i pieśnią Wszechświata, może stanowić niewątpliwą przyjemność. Nie należy również zapominać, że young adult rządzi się swoimi prawami – szkoda jednak, że potencjał wyobraźni sięgającej gwiazd rozbił się o coś tak przyziemnego jak warsztat pisarski.

Magdalena Białek

1 M. D. Headley, Gniazdo, s. 7.

2 M. D. Headley, Gniazdo, s. 95.

Magdalena Białek, Zgrzyt w harmonii sfer, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy