Łukasz Kowalski – Budując relacje

Recenzja serialu: The Defenders, sezon 1, USA: 2017.

Superbohaterskie seriale ze stajni Netflixa budzą wielkie zainteresowanie fanów. Pomimo że dwa poprzednie tytuły nie powalały na kolana, wizja połączenia sił wszystkich netflixowych obrońców Nowego Jorku elektryzowała wielu odbiorców. Dzień premiery w końcu nadszedł i czas sprawdzić, jak przebiegła obrona miasta.

Działania Ręki w Nowym Jorku wchodzą w decydującą fazę. Przywrócenie do życia Czarnego Słońca w postaci Elektry Natchios (Elodie Yung) ma zagwarantować ostateczne zwycięstwo, jednak zużyto na to ostatnie zasoby pozwalające wskrzeszać umarłych. W konsekwencji tego spokojne i metodyczne dotychczas działania zostają przyśpieszone, gdy przywódczyni organizacji, Aleksandra (Sigourney Weaver), dowiaduje się, iż pozostało jej najwyżej kilka miesięcy życia. Dyskrecja przestaje mieć znaczenie.

W międzyczasie każdy z bohaterów stara się pchnąć swoje życie do przodu, niekoniecznie w roli bohatera. Matt Murdock (Charlie Cox) odwiesił na kołek strój Diabła z Hell’s Kitchen i skupił się na pracy adwokata. Luke Cage (Mike Colter) po odsiedzeniu wyroku wyszedł na wolność i zastanawia się, jak powinna wyglądać jego przyszłość. Jessica Jones (Krysten Ritter) pomimo sławy, jaką dała jej sprawa Kilgrave’a, unika rozgłosu oraz ludzi, co nie do końca współgra z zawodem detektywa. Jedyną osobą, która aktywnie ściga Rękę, jest Danny Rand (Finn Jones), jednak tropienie jej koneksji w różnych częściach świata nie przynosi zamierzonych skutków.

Pierwsze odcinki skupiają się właśnie na tym, aby przedstawić dalsze losy protagonistów, i pozwalają poznać ich główną przeciwniczkę. Scenarzyści przeznaczyli na to całkiem sporo czasu, przez co akcja praktycznie nie nabiera rozpędu, przynajmniej do trzeciego odcinka. Początkowo sposób prowadzenia narracji jest dość chaotyczny, przeskakujący z miejsca na miejsce, przez co niektórzy widzowie mogą czuć się lekko skołowani. Dopiero gdy uporamy się z tym fragmentem historii, wszystko powoli zaczyna przyśpieszać – jednak „powoli” jest tutaj słowem-kluczem.

Pierwsze spotkania Defendersów, próby rozpoznania siebie nawzajem, tego, czy mamy do czynienia z przyjacielem, czy wrogiem, czy to tylko chwilowy sojusz, czy można zaufać pozostałym. To pozostaje motywem przewodnim praktycznie do samego końca serialu. Mimo że momentami ten proces zdaje się nazbyt rozciągnięty, całość obserwuje się bardzo dobrze. Szczególnie zachowanie Jessiki w stosunku do Matta oraz Danny’ego wywołują uśmiech na twarzy. Widać, że nic nie jest tutaj podane na tacy, a całkowicie różne charaktery superbohaterów stanowią prawdziwie wybuchową mieszankę.

Niestety, nie można powiedzieć tego o antagonistach. Pomijając Aleksandrę, której poświęcono sporą ilość czasu, praktycznie nie pozwolono nam poznać motywacji i umiejętności reszty nowych przywódców Ręki. Zebranie się wszystkich pięciu palców powinno stanowić prawdziwie doniosłe i przerażające doznanie, tak się jednak nie dzieje. Oczywiście wszyscy zdają sobie sprawę  z umiejętności Madame Gao (Wai Ching Ho) czy Bakuto (Ramon Rodriguez) z uwagi na wcześniejsze seriale, jednak sposób, w jaki stłoczono ich wszystkich w jednym miejscu, pozostawia wiele do życzenia. Obserwując ich interakcje, ma się nieodparte wrażenie, że wszystko, co ważne, dzieje się poza kadrem, a my oglądamy już tylko efekty zakulisowych ustaleń, często bez potrzebnego kontekstu.

Defendersi cierpią na zbyt dużą liczbę kluczowych bohaterów i zbyt małą ilość czasu na ich przedstawienie. Zabrakło tutaj odpowiedniego budowania napięcia i narastania konfliktu między wrogimi stronami, jak miało to miejsce w Daredevilu czy Jessice Jones. Twórcy tak mocno skupili się na pokazaniu rodzącej się współpracy obrońców Nowego Jorku, że zapomnieli o pozostałych elementach będących siłą marki. Poza nielicznymi scenami walk, przez blisko pięć odcinków serii nie obserwujemy nic innego. Dopiero w trzech ostatnich epizodach wszystko przyśpiesza niczym kapsuła Hyperloop*. Nagle zarówno my, jak i bohaterowie, zostajemy wrzuceni w tornado wydarzeń napakowanych scenami akcji oraz mordobić. Definitywnie zabrakło jeszcze jednego odcinka lub lekkiego przesunięcia akcentów fabularnych.

Niemniej jeśli już dochodzi do potyczek, wszystko wygląda bardzo dobrze i cieszy oko. Poszczególni członkowie zespołu znakomicie się uzupełniają, tworząc ciekawe widowisko. Cieszy również to, że Finn Jones poprawił swoje umiejętności i tym razem Iron Fist nie wypada już tak blado, co wzbudza nadzieję, że w kolejnym sezonie jego przygód w końcu doczekamy odpowiednich scen walk. Szczególnie dobrze wypada kontrast w poziomie mocy i wyszkoleniu czwórki obrońców, dzięki czemu cały czas przesuwają się oni, szukając dla siebie miejsca, a dynamika walk wypada bardzo dobrze.

Pod względem aktorskim ponownie nie ma się do czego przyczepić. Całość obsady sprawiła się na medal, ale i w tym miejscu należy się kilka wyróżnień. Krysten Ritter po raz kolejny pokazała, że jest panią detektyw z krwi i kości. W tej chwili nie wyobrażam sobie innej aktorki, która mogłaby się wcielić w tę postać. Podobnie jest w przypadku Charliego Coxa, którego Mutt Murdock naprawdę jest żywy, a wewnętrzna walka dodaje mu jeszcze większego kolorytu.

Ostatecznie The Defenders okazał się serialem przyjemnym do obejrzenia, ale kompletnie nic ponadto. Gdyby scenarzyści nie skupili się tak bardzo na rodzeniu się zaufania między tytułowymi bohaterami, a zwrócili większą uwagę na kryzys, jaki zmusił ich do połączenia sił, wszystko wypadłoby dużo lepiej. Najbardziej boli niewykorzystane potencjału, jaki dawała potęga Ręki i ostatecznie uczynienie z tej organizacji niezbyt zaradnej grupy ninja. To kolejny eksperyment, który nie zakończył się pełnym sukcesem, choć jest bardziej udany niż Luke Cage i Iron Fist, dzięki czemu daje duże nadzieje na przyszłość. Jak najbardziej można się zań zabrać, jednak zbliżająca się premiera Punishera obecnie budzi dużo większe emocje.

Projekt środka transportu finansowanego przez Elona Muska, którego założeniem jest poruszanie się naziemnym pojazdem umieszczanym w specjalnej rurze z obniżonym ciśnieniem i rozwijającym prędkość dźwięku.

Łukasz Kowalski

Łukasz Kowalski, Budując relacje, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy