Ksenia Olkusz – Wojna i niepokój

330127_namiestnik_576Recenzja książki: Adam Przechrzta, Namiestnik, Lublin: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7964-241-0, ss. 568.

Adam Przechrzta dał się poznać jako twórca stylowych i niebanalnych powieści, w których dynamika akcji przeplatała się z diabolicznie wprost jędrnymi językowo dialogami, a wszystko to razem wzbudzało podziw także i z uwagi na niebywałą znajomość historii i jeszcze lepszą jej interpretację na użytek fabuły. Dlatego na każdą książkę tego autora czekałam z zapartym tchem, choć – oczywiście – zdarzało mi się recenzencko skrytykować to i owo. Pytanie zatem, czy w drugiej części cyklu Materia Prima, zatytułowanej Namiestnik, udało się Przechrzcie nie złamać dobrej pisarskiej passy i utrzymać wysoki poziom? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie.

Tak, ponieważ pod względem światotwórczym powieść jest obłędnie wykoncypowana, znakomite pomysły kreują tu bowiem wizję rzeczywistości jako kolażu historii i fikcji fantastycznej. Tak, ponieważ alchemia i technologia idą ze sobą w parze, splatając się w cudowny duet tworzący rewelacyjne tło dla rozmaitych wydarzeń. Tak, ponieważ autor opisuje wszystko to niezwykle pięknym, dopracowanym językiem, a rozmowy bohaterów niezmiennie oznaczają się dbałością o zachowanie pewnych charakterystycznych cech idiolektów, a także małe lub większe – a kunsztownie podane – złośliwostki. Taka plastyczność materii werbalnej (przepraszam za trudne słowa tych, którzy nie lubią akademickiego rejestru, wszelako niedawno zwrócono nam uwagę, że nawet drobne uchybienie w postaci powtórzenia słowa w dwóch sąsiadujących zdaniach może być dla Drogiego Czytelnika nieznośną wprost niedogodnością, stąd świadome użycie tego, a nie innego wyrazu; proszę o wybaczenie) stanowi dopełnienie niebanalnych realiów. Słowo „tak” paść również musi przy okazji kilku wyborów fabularnych, jak choćby sprowadzenia Rudnickiego, by leczył carskie dziecię, wiążącego się z tym spisku i próby zamachu, a także fenomenalnych scen rozgrywających się w enklawach. Dobre wrażenie sprawia także kontekst wojenny i polityczny, bo osadzenie akcji w okresie konfliktu zbrojnego i postawienie Olafa w sytuacji konieczności nawiązania relacji z obu stronami to bardzo mocne punkty powieści. Moją akceptację ostatecznie dopełnia praktyczne wyzyskanie pomysłu z magami i adeptami, którzy stają się pełnowartościowymi uczestnikami strać.

Natomiast owo wspominane „nie” dotyczy w dużej mierze samej konstrukcji postaci, które – choć w pewnym stopniu się rozwinęły i dojrzały, jak choćby właśnie Rudnicki czy, pod pewnymi względami, Samarin – wciąż są odrobinę jednowymiarowe. Jak pisałam wielokrotnie wcześniej, to raczej typy niż charaktery i byłoby to do zniesienia, gdyby nie ogromny kontrast, jaki tworzą w stosunku do wykreowanego z pieczołowitością świata. Najgorzej Przechrzta –  jak zawsze zresztą – radzi sobie ze stworzeniem wiarygodnych protagonistów płci żeńskiej. Te bowiem są po prostu nieznośnie miałkie, bo albo operetkowo zamaszyste, jak demoniczna Anastazja, albo mdłe i nijakie – tu za przykład służy Anna, ukochana Samarina. Zresztą wątek ich spotkania i pośpiesznego małżeństwa zawartego wyłącznie dlatego, żeby dać antagonistom szansę na dopieczenie Saszce, jest konstrukcją pasująca bardziej do rzewnego romansu w stylu Mniszkówny niż do takiej (takiej!!) powieści.

Jak widać argumenty po stronie „tak” przeważają nad „nie”, choć wskazane wady po prostu szkodzą książce. Bezwzględnie jednak przyznać należy, że jest to lektura obowiązkowa z uwagi na niebywały pomysł światotwórczy i jego ustawiczne dojrzewanie. Gdy dodać do tego dynamicznie rozwijający się konflikt zbrojny i umiejętnie dawkowanie historycznych inkrustacji, wszystkie zalety prowadzą do pełnego entuzjazmu czytelniczego TAK.

Ksenia Olkusz

Ksenia Olkusz, Wojna i niepokój, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy