Alicja Podkalicka – Narzeczony dla księżniczki

Recenzja książki: Mary E. Pearson, Fałszywy pocałunek [The Kiss of Deception], przekł. Emilia Skowrońska, Kraków: Wydawnictwo Initium 2017, ISBN: 978-83-62577-54-5, ss. 432.

Wśród bohaterek książek fantastycznych przeznaczonych dla nieco młodszego odbiorcy przeważają kobiety o szczególnym statusie społecznym. Większość z nich to członkinie rodów królewskich – księżniczki obecne lub dawne, poważane bądź pozbawione tytułu i prześladowane, bogate albo biedne. Co może bowiem bardziej oddziaływać na wyobraźnię niż egzotyczny urok kogoś, kto, co prawda, urodził się jako szczęśliwy posiadacz całego dobra tego świata, ale i tak musi walczyć o swoje? Jak można ukazać rozwój postaci lepiej niż jej przemianę z rozpieszczonej smarkuli w samodzielną i pełną charakteru kobietę? Jeśli tylko autorowi bądź autorce uda się uniknąć prawienia banałów i nie zrobi z bohaterki przysłowiowej ofiary losu, książka taka ma szansę stać się wcale niezłą lekturą. Tak też było z Fałszywym pocałunkiem Mary E. Pearson.

Dawno, dawno temu w królestwie Morrighan przyszła na świat dziewczynka, która, w przeciwieństwie do innych kobiet rodu, nie posiadała daru Pierwszej Córki. W miejscu, w którym tradycja i rutyna grają pierwsze skrzypce, taka wada jest dość istotną skazą. Królewscy rodzice postanowili jednak ukryć felerną cechę przed opinią publiczną i jak gdyby nigdy nic wydać córkę za mąż za księcia z sąsiedniego Dalbrecku. Księżniczka Arabella, zwana przez bliskich Lią – od innego z jej wielu imion – nie jest jednak osobą ani bierną, ani tym bardziej głupią. Przekonana, że jej mąż z całą pewnością nie będzie kimś, z kim będzie w stanie spędzić resztę życia wyłącznie dla sojuszu pomiędzy państwami, decyduje się więc na ucieczkę. Jak się okazuje, wśród urzędników państwowych wielu jest takich, którym jej zniknięcie było jak najbardziej na rękę, ale innym bystra i spostrzegawcza dziewczyna naraziła się przez to jeszcze bardziej. No i jest jeszcze porzucony Książę – to on wyruszy za nią w pościg, nieświadomy faktu, że ma w tym zadaniu konkurencję w postaci… wynajętego Zabójcy.

W książce będą przeplatały się trzy główne punkty widzenia (z okazjonalną odskocznią ku innym, ale to jednostkowe przypadki): Lii, Księcia i Zabójcy. Księżniczka wraz z wierną służką Pauline uciekają do Terravinu, gdzie zatrzymują się u zaprzyjaźnionej z tą drugą karczmarki. Z czasem podejmują pracę w karczmie, pozyskując kolejne niezbędne w takim fachu umiejętności i znajdując miejsce do życia. O ile jednak zmylenie gwardii ojca Lii – zresztą niezbyt chętniej, tak jak i sam władca, do poszukiwania dziewczyny – udaje się doskonale, o tyle zarówno Książę, jak i jego niespodziewany konkurent odnajdują uciekinierkę dość szybko. Autorka zastosowała tu jednak ciekawy motyw, bo chociaż obaj panowie przedstawiają się w rozmowie z Lią, to jednak nie zostaje początkowo ujawnione, który z nich jest kim – niemal do chwili, w której Zabójca zdecyduje się wykonać swoje zadanie. To bardzo ciekawy, wyjątkowo dezorientujący zabieg, który nie pozwala na sympatyzowanie z którymkolwiek z panów. Dezorientację w zabawny sposób potęguje fakt, że co najmniej raz pomylono Księcia z Zabójcą przy opisywaniu rozdziałów… Czy było to celowe, czy nie, nie przeszkodziło jednak bardzo w odbiorze powieści.

Bardzo podoba mi się postać Lii. Nie jest ona nakreślona w sposób idealny – cierpi na lekką formę czegoś, co roboczo określam mianem „wyjątkowości niewyjątkowej”, czyli jest jak każda inna księżniczka z książek YA: samodzielna, o ciętym języku i sarkastycznym poczuciu humoru. Autorka jednak zastosowała ta cechy w sposób umiarkowany, nie powodując sprzeczności z obrazem wyłaniającym się na podstawie poczynań bohaterki – co, niestety, zdarza się dość często, a w rezultacie postać zamiast być inteligentną protagonistką, jest jednocześnie mdła, infantylna i bezzasadnie złośliwa. Tu tego nie ma. Lia jest wrażliwa, ale wytrwała, inteligentna, a przy tym ani trochę arogancka. Całość trudnego życia z piętnem osoby „wybrakowanej” uczyniła ją jednostką świadomą swoich mocnych i słabych stron, ale również poszukującą rozwiązań nieopartych na ślepym zawierzaniu losowi.

Mężczyźni zaś wypadają tu cokolwiek blado. Książę jest księciowaty do bólu, Zabójca zaś, jeśli ma jakikolwiek charakter, to się z nim bardzo skutecznie kryje. Trochę lepiej prezentują się po ujawnieniu tożsamości, ujawniają parę cech niezwiązanych z dotychczasową konspiracją, nadal jednak pozostają ofiarami stereotypowego podejścia do „narzeczonego dla księżniczki”. Całość to oczywiście klasyczny trójkąt miłosny, na którego rozwiązanie przyjdzie czytelnikowi poczekać dłużej niż do końca pierwszego tomu. Wątków pobocznych czy takich, które budowałyby fantastyczne tło opowieści, nie ma z początku wiele – jest mgliście określony dar Pierwszych Córek, który zostaje wyjaśniony dokładniej nieco dalej (i, szczerze mówiąc, nie jest czymś szczególnie odkrywczym), są wojny pomiędzy królestwami, kolejne konflikty rozgrywające się poza świadomością Arabelli, ale w późniejszym czasie wracające i gryzące ją w… tylną część ciała. No i jest ta tajemnicza rzecz, którą panna ukradła z gabinetu sekretarza, a którą ten bardzo chciałby odzyskać…

Fałszywy pocałunek to niepozbawiona wad, ale przyjemna i wciągająca opowieść o pozornie tylko prostej fabule. Narastający w tle konflikt dyplomatyczny spowodowany ucieczką dziewczyny, zbierający coraz większe żniwo w postaci kolejnych bliskich Lii, sprawi, że będzie ona musiała świadomie ponieść konsekwencje własnych działań, przy czym nie wszystkie krzywdy da się naprawić. Co będzie dalej? Czy księżniczce uda  się zapobiec wojnie? Czy zgłębi tajemnicę darów i zdoła odnaleźć własny? Czy mały przedmiot, ukradziony bardziej z przekory niż potrzeby, okaże się czymś ważnym? Wreszcie: kto odpadnie z uczuciowego trójkąta utworzonego w tak niesprzyjających okolicznościach? Będę czekać z niecierpliwością na odpowiedzi – i kolejny tom.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Narzeczony dla księżniczki, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy