Barbara Szymczak-Maciejczyk – Utarte szlaki

screen_shot_2017-05-05_at_06.43.02-640x360Recenzja serialu: Inhumans, reż. Roel Reine, Stany Zjednoczone 2017.

Prawem recenzenta jest krytykować albo wielbić – w końcu de gustibus non est disputandum. Jednak dziwi mnie ilość niepochlebnych recenzji najnowszej kinowej produkcji Marvela. Mowa, rzecz jasna, o Inhumans, czyli serialu, który pojawił się w weekend na ekranach multipleksów.

Inhumans – w polskim tłumaczeniu „nieludzie” – są rasą genetycznie modyfikowanych istot posiadających wyjątkowe moce. Zamieszkują znajdujące się na Księżycu miasto Attillan. W pewnym momencie życia poddaje się ich terragenezie[1], dzięki której młodzi ludzie poznają swoją prawdziwą naturę: przeistaczają się w Inhumans bądź nie zostają obdarzeni żadną specjalną zdolnością. Los tych drugich nie jest kolorowy, najczęściej bowiem zsyła się ich do wyczerpującej pracy w kopalni albo zleca pracę w charakterze służby. Całkiem inaczej rzecz się ma w przypadku pomyślnej transformacji – takie jednostki stanowią kastę wyższą, rządzącą.

Niemal cała rodzina królewska to właśnie Inhumans: zasiadający na tronie Black Bolt, którego szept niszczy wszystko na jego drodze, królowa Medusa o niesamowitych włosach czy władająca ogniem księżniczka Crystal (będąca właścicielką jednego z najsympatyczniejszych i najgłupszych jednocześnie psów w historii kina – Lockjawa). Do tej grupy należy również niezadowolony z życia w zamkniętym mieście o malejących zasobach Maximus[2]. Pozostający w cieniu potężnego władcy i mający obsesję na punkcie królowej, pragnie likwidacji systemu kastowego oraz ekspansji. Mimo iż używa on zdecydowanie podstępów i przemocy do osiągnięcia celu, sama idea, do której dąży, nie jest bezpodstawna.

Na niekorzyść serialu przemawiają efekty specjalne – na pierwszy rzut oka niedopracowane i dość nijakie w porównaniu do innych produkcji Marvela. I – niestety – nawet IMAX tu nie pomaga, co więcej, wyświetlanie filmu na wielkim ekranie jeszcze uwypukliło mankamenty. Pomysł, by premiera Inhumans odbyła się w kinie jest niestety nietrafiony. Wydanie pieniędzy na bilet do kina stanowi więc zbędny wydatek. Zamiast niepotrzebnie wydawać pieniądze na ogromną kampanię promocyjną, twórcy serialu powinni byli skoncentrować się na konstrukcji samych odcinków, w których są pewne luki, słabe punkty, że nie wspomnieć o niepowalających na kolana kostiumach.

Mimo wszystko serial ma potencjał. Nie byłby pierwszą produkcją, która dopiero z czasem stawała się coraz lepsza. Dobra gra aktorska – zwłaszcza Ansona Mounta wcielającego się w rolę milczącego Black Bolta i Serindy Swan, czyli oddanej mu żony, Medusy – pozwala wierzyć, że Inhumans mają przyszłość. Niejednoznaczny status Maximusa (jednocześnie dobrej i złej postaci pragnącej zmienić dystopijną rzeczywistość poprzez zamach stanu) także świetnie rokuje.

Jak to u Marvela, w najnowszej produkcji znajdziemy powszechnie znane i lubiane elementy: humorystyczne wstawki w dialogach, walkę o władzę, istoty o niesamowitych mocach czy misję ratowania świata. Jeśli więc jesteście nastawieni na innowację i doskonałe efekty specjalne, będziecie zawiedzeni. Jeżeli jednak po prostu lubicie poznawać kolejne elementy uniwersum Marvela, nie możecie wytrzymać bez następnego serialu albo zwyczajnie lubicie tego typu filmy, Inhumans przypadną Wam do gustu. Zwiastun można obejrzeć w serwicie Youtube.com.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Utarte szlaki,  „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

[1] Terrageneza, online: http://pl.marvel.wikia.com/wiki/Terrageneza.

[2] Fani filmów z udziałem Thora szybko zauważą, iż Maximus to mniej inteligentna – acz potrafiąca w równej mierze knuć i spiskować – wersja Lokiego.

Reklamy