Magdalena Łachacz – Biografia nie z tej ziemi

lem_Recenzja książki: Wojciech Orliński, Lem. Życie nie z tej ziemi, Wołowiec-Warszawa: Wydawnictwo Czarne-Agora 2017, ISBN: 978-83-8049-552-4, ss. 440.

Zacznę od ostrzeżenia: szykujcie się, nadchodzi lemowska jesień. Konferencje, czytania, wspólne spacery – tylko we wrześniu, z okazji kolejnej rocznicy urodzin pisarza, miasto Kraków szykuje bez liku wydarzeń związanych z osobą autora Solaris czy Głosu Pana[1]. Najbardziej zaskakuje mnie, że lemolodzy oraz fani tak hucznie obchodzić będą rocznicę nieokrągłą, bo dziewięćdziesiątą szóstą. Skąd ten zapał do świętowania w kraju, gdzie artystów fetuje się najczęściej z okazji setnej rocznicy urodzin, względnie śmierci, lub wydania najważniejszego dzieła (a i to nie zawsze)?

Pomocy w udzieleniu odpowiedzi na to pytanie możemy szukać w biografii Lem. Życie nie z tej ziemi pióra znanego dziennikarza Wojciecha Orlińskiego, który, choć od lat jest związany ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”, nie tyle zajmuje się polityką, ile nowymi technologiami. W swojej najnowszej książce udowadnia też, iż serce ma wybitnie po Lemowej stronie. Zresztą to nie jego pierwsza praca poświęcona pisarzowi – w 2007 roku ukazało się pierwsze wydanie specyficznego słowniko-przewodnika po Lemowskiej twórczości Co to są sepulki? Wszystko o Lemie. Co więcej, dziennikarz niejednokrotnie popełniał teksty popularyzujące powieści swojego ulubionego pisarza. Ostatni z nich, „Lema dzieła od najświetniejszych począwszy. Ranking subiektywny”, zapewne w ramach promocji biografii ukazał się w letnim wydaniu magazynu „Książki”[2].  Jest on wart polecenia tym, którzy z niewiadomych jeszcze przyczyn ze spuścizną Lema się nie zapoznali.

Biografia pisarza może tylko do tego dodatkowo zachęcić. Jest to bowiem nie tyle charakterystyczne dla gatunku zdanie sprawy z faktycznego stanu rzeczy, narratywizujące suche daty z kalendarium, ile wciągająca opowieść o – bądź co bądź indywidualnym – procesie odkrywania prawdy oraz docierania do niej – momentami prawdy bardzo trudnej – dotyczącej tego, co najbardziej nieuchwytne w życiu każdego artysty: jądra jego twórczości. Zresztą to, jak mogłaby wyglądać standardowa biografia Lema, Orliński pokazuje w prologu, brawurowo opisując typowy poranek pisarza z lat sześćdziesiątych[3]. Zdecydowanie się na użycie klucza „spróbować zrozumieć twórczość poprzez życie” nie oznacza jednak próby łatwego umocowania utworów Lema w jego biografii, gdyż to oznaczałoby wyłamanie zamka. Orliński pod koniec prologu obnaża przed czytelnikiem swoją technikę, demaskując zarówno błędną taktykę wstępnych założeń biograficzno-twórczych, jak i pragnienie pisania (a także czytania) wspaniałych, szczegółowych opowieści o zwykłym, codziennym życiu wielkich ludzi:

Częstym zjawiskiem wśród biografów jest utrzymywanie całej narracji w podobnej konwencji [wspomnianego wyżej prologu – MŁ]. Autor pisze z pozycji wszechwiedzącego narratora. Wszystko wie o swoim bohaterze, ale nie zawsze wiadomo skąd.

Nie zrobię tego. Jedyną historią, jaką mogę państwu opowiedzieć w sposób uczciwy, jest moja historia: współczesnego dziennikarza, który próbuje zrekonstruować życie Stanisława Lema na podstawie dostępnych materiałów. (…) Będę pisał, co mi wiadomo – a nie „jak było”.

Ta szczerość oraz uczciwość w stosowaniu przypisów złoży się na kameralną opowieść o pisarzu, który pozostał człowiekiem z własnymi, niepowtarzalnymi wadami (słodycze!), ambicjami i pragnieniami (samochody!). Zasygnalizowana w przytoczonym cytacie figura „współczesnego dziennikarza” wprowadzi z kolei do opowieści manierę kogoś, kto opowiadając nawet historię fascynującą, nie stroni od ironii.

Zdawać się może po przeczytaniu książki, że ironia losu prześladowała Lema od wczesnych lat dziecięcych, skazując go na realizację marzeń w sposób okrutnie zależny od okoliczności historycznych i społecznych. Orliński rozpoczyna swoje dociekania od okresu lwowskiego w życiu pisarza, skrupulatnie rekonstruując siatkę ulic czy śledząc umiejscowienie wystaw ulubionych cukierni małego Stanisława. Autor przedstawia Lema jako dziecko o żywym temperamencie oraz błyskotliwej inteligencji, nie bojąc się przy tym dostrzec samotności chłopca. Najbardziej poruszającym fragmentem książki jest jednak rozdział „Wśród umarłych”, przedstawiający wydarzenia z hitlerowskiej i sowieckiej okupacji Lwowa. Wątek wojennych doświadczeń związanych z żydowskim pochodzeniem Stanisława Lema zostaje podjęty po raz pierwszy w wydanej w minionym roku pracy Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema Agnieszki Gajewskiej[4], co Orliński podkreśla. Traumatyczne przeżycia odbijają się w powieści Szpital Przemienienia (1955), od której zaczyna się kariera literacka Lema. Choć pisarz zarzuci ten sposób pisania prozy (niekoniecznie z powodów estetycznych), widmo ludobójstwa oraz zła przyrodzonego ludzkiej naturze w pewnym sensie naznaczy całą jego twórczość.

Orliński nie skupia się jednakże na tropieniu symbolicznych przesunięć w twórczości pisarza, wynikłych z czasów wojny czy doświadczeń absurdów i cenzury Polski Ludowej. Równie wiele miejsca poświęca codzienności Lema, pieczołowicie relacjonując procesy nabywania kolejnych zagranicznych samochodów czy trud doprowadzenia do stanu mieszkalnego domu pod Krakowem. Tworzy tym samym portret nie tylko Stanisława Lema, ale także obraz jego bliskich przyjaciół na tle peerelowskiego, siermiężnego krajobrazu. Anegdoty o widowiskowych kłótniach autora Summy technologiae z Janem Błońskim, relacje ze zgromadzeń krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich czy z wizyt pisarza w Moskwie oprócz tego, że głęboko poruszają, pokazują we wszystkich odcieniach szarości koloryt epoki, w której Lem stworzył – wbrew okolicznościom losu – jedne z najwybitniejszych powieści science fiction w historii oraz najciekawsze dwudziestowieczne traktaty filozoficzne dotyczące przyszłości.

Być może ten tragiczny splot historii oraz twórczości jest odpowiedzią na pytanie postawione na początku tej recenzji. Nie tyle życie Lema, jak wskazuje tytuł biografii, jest „nie z tej ziemi”, ile jego teksty. Dziś, kiedy zasypują nas sążniste księgi transhumanistycznych futurologów pokroju Raya Kurzweila czy ocierające się o apokaliptyczny ton elukubracje naukowców w stylu Yuvala Noaha Harariego, powinniśmy pamiętać, że Lem był pierwszy, przecierał szlaki, wyznaczał kierunki dociekań, przewidywał istnienie Internetu, a potem – związanych z nim zagrożeń. Rosnąca dzisiaj popularność jego dzieł być może jest wynikiem tego, że coraz częściej okazuje się, iż to teksty science fiction są w stanie proponować język zdolny opisać doświadczanie nowej rzeczywistości, otwierać dyskusje na temat etycznych wyzwań związanych z rozwojem techniki. Biografia Lema udowadnia, że najbogatsze w tej dziedzinie spostrzeżenia może nam przedstawić osoba, która, przeżywszy wielkie radości i wielką rozpacz, nie utraciła kosmicznej wyobraźni ani poczucia własnego człowieczeństwa.

Magdalena Łachacz

Magdalena Łachacz, Biografia nie z tej ziemi, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

[1]  Więcej informacji można znaleźć na stronie: http://miastoliteratury.pl/krakow-swietuje-urodziny-stanislawa-lema-2017/ (dostęp: 28.08.2017).

[2]  Wojciech Orliński, Lema dzieła od najświetniejszych począwszy. Ranking subiektywny, „Książki” nr specjalny 1/2017, ss. 22-25.

[3]  W. Orliński, Lem. Życie nie z tej ziemi, dz. cyt., s. 12.

[4]   Agnieszka Gajewska, Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema, Poznań: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu 2016, ISBN: 978-83-232-3047-2, ss. 242.

Reklamy