Barbara Szymczak-Maciejczyk – Jeszcze ciemniejsza czerń

MARVELS-JESSICA-JONESRecenzja serialu: Jessica Jones, reż. Melissa Rosenberg, Stany Zjednoczone 2015.

Niedawno na łamach „Creatio Fantastica” mogliście zapoznać się z recenzją The Defenders[1]. Tym razem cofniemy się w czasie do roku 2015, czyli do momentu, w którym ukazał się inny podobny serial Netflixa.

Przyzwyczajeni do szczęśliwych zakończeń, feerii ciepłych barw, humorystycznych dialogów i sporej ilości efektów specjalnych fani Avengers czy innych produkcji Marvela już po pierwszym odcinku Jessiki Jones poczują się tak, jak gdyby ktoś wylał im na głowę kubeł lodowatej wody. Oto bowiem na scenę wchodzi bohaterka, której świat jest szary, chłodny i nieprzewidywalny, a happy end zdarza się rzadko – albo nigdy.

Zacznijmy od początku. Jessica Jones to była superbohaterka. Kobieta porzuciła dawne życie i została prywatnym detektywem prowadzącym biuro Alias. Specjalizuje się głównie w zbieraniu dowodów zdrady niewiernych małżonków, aczkolwiek – z uwagi na fakt, iż jest niestabilna finansowo – przyjmuje również inne zlecenia. Wychowana w rodzinie zastępczej i zmagająca się z traumą pourazową, radzi sobie jak może: niewiele śpi, dużo pracuje i pije niekończące się ilości alkoholu (co w zabawny sposób komentuje Luke Cage).

Od pierwszych sekund serialu widza zachwyca starannie wykonane, nawiązujące do konwencji komiksowej intro. Zaraz po nim głos bohaterki wyjaśnia nam, czym ona się zajmuje i dlaczego. Kiedy postać Jessiki pokazuje się już na ekranie, powoli kradnie całe show. Kristin Ritter doskonale wcieliła się w rolę detektyw o ciętymjęzyku i pozbawionej złudzeń co do prawdziwej natury świata. Wykreowana przez nią protagonistka ma silny charakter, jest odważna (mimo że ma wszelkie powody, by uciekać gdzie pieprz rośnie) i wciąż tli się w niej nadzieja, że dobro może zwyciężyć. A, jak wiadomo, nadzieja umiera ostatnia.

Poza zachwycającą Ritter, na ekranie zobaczymy także Davida Tennanta wcielającego się w rolę antagonisty-psychopaty. Kilgrave dodaje serialowi smaczku, a dokonywane przez niego zbrodnie powoli nakierowują tytułową bohaterkę na właściwy trop. Można śmiało stwierdzić, iż cały pierwszy sezon należy właśnie do pary Jones–Kilgrave. Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie ogromnej ilości pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych bohaterów, dzięki którym dowiadujemy się coraz więcej o Jessice i możemy spojrzeć na nią z innej perspektywy. Stanowią oni także najczęściej ofiary antagonisty, a kierowane jego nakazami, same dokonują wielu strasznych czynów (o tym, jak złych i brutalnych świadczy choćby kategoria wiekowa serialu). Doskonałym przykładem jest Hope Shlottman i jej przerażająco maniakalny uśmiech – zaiste, godny Kilgrave’a! – gdy ostatecznie, mimo usilnych prób Jones, wykonuje rozkaz porywacza.

Niekorzystne dla serialu są momenty, w których czas niepotrzebnie się dłuży, lecz z drugiej strony – pozwalają one na poukładanie sobie wszystkiego i utrzymują widza w napięciu. Krótkie retrospekcje z życia Jessiki powoli dozują nam informacje o głównej bohaterce. Ten system działa o wiele lepiej, niż zalanie odbiorcy masą wiadomości, a dodatkowo wprowadza czasem do akcji jakieś radosne wydarzenia.

Serial wciąga, pozostawia niedosyt. Mimo że można obejrzeć wszystkie odcinki pod rząd, polecam raczej powolne rozkoszowanie się atmosferą thrillera i powoli odkrywanymi sekretami bohaterów. Jedyne sceny, w których ma się ochotę zamknąć oczy, są te przepełnione zbędną przemocą i brutalnością. O ile takie sytuacje są logiczne i spójne fabularnie, samo ukazanie ich mogłoby być – odrobinę chociaż – bardziej subtelne.

Dominująca w całym serialu zimna kolorystyka sprawia, że ogląda się go niemal jak dreszczowiec albo film z pogranicza noir.  A warto podkreślić, że mrok spowijający Nowy Jork i mieszkających w nim ludzi jest jeszcze ciemniejszy od czarnych włosów Jessiki.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Jeszcze ciemniejsza czerń, Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

[1] Łukasz Kowalski, Budując relacje, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2 (57).

Reklamy