Ksenia Olkusz – Okrętów oby więcej

rhoAgenda-04Recenzja książki: Richard Phillips, Drugi okręt [The Second Ship], przekł. Piotr Kucharski, Lublin: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7964-251-9, ss. 496.

Jest taki rodzaj fantastyki, którą lubię nie dla walorów intelektualnych czy światotwórczych, lecz dla rozkoszy pochłonięcia mnie przez fabułę. Ten sensacyjno-przygodowy wariant, który reprezentuje świetnie choćby Lincoln Child, bywa dla mnie ucieczką od nużących dywagacji na temat kondycji ludzkiej, konduity społecznej i innych pobudzających zmęczoną mnie do ziewania. Nawet narracje zombiecentryczne potrafią mnie przyprawić o ból głowy, gdy szczelnie wypełnia je ogrrromne zaangażowanie społeczne, polityczne czy inne programy lojalnościowe wobec mainstreamu. Dlatego po wakacjach wypełnionych pracą z przyjemnością dobrałam się do powieści Drugi okręt autorstwa Richarda Phillipsa. Nie ukrywam, że dodatkową podnietą do lektury okazał się biogram pisarza, którego doświadczenia zawodowe przełożyły się i na znajomość wojskowych realiów, i na wytrawne posługiwanie się kompletnie niezrozumiałym acz dobrze brzmiącym slangiem z dziedziny nauk ścisłych. Ja, humanistka, aż drżałam czytając o rozmaitych technologicznych cudach, gwiżdżąc przy tym na to, na ile są one realne, a na ile fantastyczne. Bo nie o to tu chodzi.

Przede wszystkim Phillips od razu wrzuca czytelnika na głęboką wodę, rozumując słusznie za Alferedem Hitchcockiem, że mocne uderzenie poprzedzać  tylko powinno kolejne, jeszcze silniejsze akcenty.  Nie ma żadnej zabawy w powolną, stonowaną narrację, akcja idzie jak burza od momentu, gdy niejaki Donald Stephenson, zadufany w sobie naukowiec o socjopatycznych skłonnościach, odnosi sukces w badaniu kosmicznego pojazdu, z którym od wielu dziesięcioleci próbowano bez powodzenia eksperymentować. Nie ma to jak egotyczny świr przy tajnym projekcie, któremu to świrowi udaje się zrobić zawrotną karierę, a ta z kolei umożliwi mu to, co szaleni naukowcy lubią najbardziej, a więc – przygotujcie się! – zdobycie władzy nad światem. Tymczasem jednak, skrzętnie pilnując co prawda swojego poletka, Stephenson nie wie, że oto istnieje tytułowy drugi okręt i że wejście do niego nie wymagało zbyt wiele fatygi od trójki przemiłych, przegrzecznych i przesympatycznych nastolatków – bliźniaków Jennifer i Marka oraz ich przyjaciółki Heather – oraz że w kontakcie z owym pojazdem wszystkie nastolatki rozwijają w sobie ponadprzeciętne zdolności. I tak oto otrzymujemy fabularną oś konfliktu, zostają nam zaprezentowani główni gracze oraz stawka, o jaką toczyć się będą ich wzajemne zmagania. Pomijam drugoplanowych bohaterów, takich jak dzielny a niebezpieczny agent Jack (zwany pieszczotliwie Kosiarzem), pewien  seryjny morderca (tak, to jeden z tych elementów, które pozwoliły mi się w książce zakochać), niegodziwy wiceprezydent i kilka innych indywiduów. Ich obecność przydaje powieści dynamiki i wspomaga rozciekawianie czytelnika.

Pochwalić należy pomysł z rozbitymi statkami kosmicznymi, które najwyraźniej toczyły ze sobą jakąś walkę. Na plus zaliczam też rewelacyjnie zaprezentowane rodziny nastoletnich bohaterów, którzy – w przeciwieństwie do wielu swoich literackich rówieśników – nie mają konfliktów z rodzicami, darzą ich szacunkiem i miłością. To umożliwia Phillipsowi zbudowanie bardzo solidnego tła i uzasadnienia dla poczynań młodocianych. Słabością jednak postaci jest dość rozmyte, a w zasadzie nieco jednowymiarowe ich prezentowanie. Bohaterowie wydają się monochromatyczni, choć trudno wymagać, żeby za barwnością zdarzeń podążała też plastyczność i wiarygodność portretów psychologicznych, skoro mówimy o narracji dynamicznej, eksponującej „dzianie się” i zaplanowanej wyraźnie na kolejne tomy. Phillips pisze naprawdę przyzwoicie, stąd lektura Drugiego okrętu stanowiła dla mnie niebywałą frajdę. Mam po prostu nadzieję, że nieco przerysowane postaci troszkę zostaną w przyszłości uczłowieczone. I żeby było więcej okrętów!

Ksenia Olkusz 

Ksenia Olkusz, Okrętów oby więcej, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2.

Reklamy