Barbara Szymczak-Maciejczyk – Uważaj na siebie, Mercy

588140-352x500Recenzja książki: Patricia Briggs, Pocałunek żelaza [Iron Kissed], przekł. Dominika Schimscheiner, Lublin – Warszawa: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7574-734-8, ss. 405

Wydawać by się mogło, iż kompilacja wszystkich najbardziej znanych magicznych istot i artefaktów nie wróży niczego dobrego. Obecnie na rynku wydawniczym można znaleźć tak wiele pozycji tego typu, że kolejne przygody wampirów i wilkołaków mogą już nużyć. Tymczasem w serii o Mercedes Thompson zwyczajnie nie ma miejsca na nudę. Patricii Briggs nie tylko udało się wszystko logicznie wyjaśnić, ale także tchnąć w stworzony przez siebie świat prawdziwe życie.

Czas leci. Dzięki pomocy Mercedes udało się uniknąć przewrotu wśród wilkołaków. Co więcej, nasza dzielna bohaterka zabiła dwa demoniczne wampiry chcące uśmiercić jej przyjaciół. W Pocałunku żelaza[1] Patricia Briggs piętrzy wyzwania stawiane przed zmiennokształtną. Zee, dawny pracodawca Mercedes, jej przyjaciel i jednocześnie nieczłowiek, którego nie krzywdzi żelazo, zostaje niesłusznie oskarżony o kilka morderstw na terenie rezerwatu nieludzi. Mercy robi więc wszystko, by znaleźć prawdziwego winnego – w międzyczasie pakując się w rozliczne kłopoty. Jednak za pomocą nadludzkiego węchu kojota trafia na trop złoczyńcy.

Jakby tego było mało, niebezpieczeństwo czyhające ze strony nieznanego mordercy i Szarych Panów to nie jedyne zmartwienie Mercedes – o jej względy walczy bowiem dwóch samców Alfa, a każdy dzień zwłoki osłabia ich pozycję w stadzie. W tym właśnie tomie najwyraźniej zarysowują się wątki romansowe. Wybór pomiędzy Samuelem i Adamem nie jest prosty, czego dowiadujemy się z licznych przemyśleń Mercy i opisów jej intymnych kontaktów z wilkołakami. Osobiście od początku kibicuję Adamowi, bo ileż można żyć przeszłością? Mercy miota się pomiędzy dwoma mężczyznami, a o jej uczuciach świadczy przede wszystkim to, u którego z nich szuka pomocy i schronienia.

Mimo fantastycznego zakończenia Pocałunku żelaza nie znajdziemy w nim tak dużej ilości akcji, jak w poprzednich dwóch tomach. Początek, wprowadzający nas w szczegóły dotyczące tajemniczych morderstw, pokazujący opisy domów nieludzi i wyjaśniający zasady panujące w rezerwacie, może nużyć. Pomimo iż siedziby Szarych Panów są niezaprzeczalnie magiczne, z większym zainteresowaniem czytałam opis wściekłych wilkołaków po napadzie nastolatków na ludzką córkę Alfy. Majstersztykiem jest za to ucieczka Mercy przed kelpią i to, co następuje po szczęśliwym uniknięciu pożarcia kojota przez szkockiego nieczłowieka. Akcja, mitologia i romans są przedstawione w równych proporcjach i w ciekawy sposób. Z kolei czytając wspomniane już zakończenie Pocałunku żelaza, czułam się autentycznie przygnieciona ciężarem doświadczeń Mercedes i co chwila zadawałam pytanie: Briggs, co ty jej jeszcze gorszego możesz zrobić? Okazało się, że autorka miała dla mnie wiele niespodzianek.

Przechodząc do minusów książki – są to głównie detale: nudnawy początek, literówki niepoprawione przez korektę Fabryki Słów. Do poważniejszego niedopowiedzenia zaliczyć można z kolei reakcję Mercedes na bestialstwo, które przypadło jej w udziale. Nie chce mi się wierzyć, by po czymś takim jakakolwiek osoba tak szybko doszła do siebie – wliczając w to silną i niezależną panią mechanik. Pewien niesmak budziło też we mnie szczegółowe opisywanie relacji dwóch kochanków. Nieważne, że jest to para homoseksualna. Chodzi raczej o zbędne opisy „tęsknych spojrzeń”, „obcisłych spodni”, „wydętych ust” itd. Całkowicie niepotrzebny wstęp opisujący wspólne oglądanie Królowej potępionych ma zapewne za zadanie przypomnieć nam, dlaczego zmiennokształtna boi się wampirów, ale myślę, że można było to zrobić w inny sposób. Pisząc inny, mam na myśli lepszy.

Skoro przeszłam już do ciemnej strony serii o Mercedes Thompson, nie można nie zauważyć pewnej prawidłowości: wszyscy mężczyźni są tu przystojni i silni. Nawet jeśli nie są „piękni” ani „klasycznie przystojni”, mają w sobie „męski urok”. Ten nadmiar atrakcyjności przytłacza – zwłaszcza w zestawieniu z krytycznymi uwagami Mercy o własnej powierzchowności.

Także główny antagonista wydaje się być odrobinę niedopracowany. Nie wiemy właściwie, co, jak i dlaczego. To znaczy, on sam usłużnie tłumaczy Mercedes, dlaczego dopuścił się straszliwych zbrodni, ale – niestety – nie dorzuca do tego informacji na temat swojej przeszłości, która sprawiła, że stał się potworem.

Jednakowoż, skoncentrowana na niezaprzeczalnej przyjemności płynącej z lektury, w trakcie czytania nie przejmowałam się większością zawartych powyżej uwag krytycznych. Ta recenzja mogłaby bowiem równie dobrze nosić tytuł Dobrze cię widzieć, Mercy, z takim utęsknieniem czekam na każdy kolejny tom przygód o mojej ulubionej zmiennokształtnej.

Patricia Briggs dała nam kawałek naprawdę dobrej fantastyki miejskiej. Opisy budynków, społeczności je zamieszkujących czy zależności pomiędzy miastami bądź rezerwatami w połączeniu z gronem znanych i lubianych mitycznych istot oraz sporą dozą akcji tworzą razem iście czarującą kombinację.

[1] Jak tylko uświadomicie sobie, czym jest tytułowy pocałunek żelaza, spojrzycie na niego inaczej!

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Uważaj na siebie, Mercy, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2.

Reklamy