Magdalena Łachacz – Rytuał opowiadania po szamańsku

szamanskie-tango-b-iext50287618Recenzja książki: Aneta Jadowska, Szamańskie tango, Lublin: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7964-256-4, ss. 412.

Samodzielnie skręcane z „autorskiej mieszanki” papierosy, rozklekotany samochód i kryzys wieku średniego – wraz z artefaktami charakterystycznymi dla zmęczonego pracą polskiego policjanta, Piotr „Witkacy” Duszyński powraca do poszerzanego przez Anetę Jadowską, po domknięciu heksalogii o Dorze Wilk, uniwersum Thornu. Słowo „powrót” należy w tym kontekście uznać za kluczowe, gdyż z tekstu wyłaniają się, przeplatają ze sobą, zlewają w siebie – podobne do dymnych kształtów – motywy równie specyficzne jak szamańskie imponderabilia Witkacego.

Protagonistę spotykamy w momencie, kiedy próbuje uporządkować relacje z córką Wiktorią, o istnieniu której dowiedział się dopiero niedawno. Ten moment, symbolicznie rozciągnięty na całą powieść, zapowiada prawdopodobnie główny motyw, wokół którego osnuta zostanie szamańska seria: ojcostwo. W polskiej literaturze fantastycznej nieczęsto pojawia się figura oddanego, kochającego ojca, co sprawia, że czytanie opowieści napisanej z perspektywy Witkacego staje się nowym doświadczeniem dla osób, które przyzwyczajone są do śledzenia perypetii bohaterów zachowujących się tak, jakby byli sami na świecie. W Szamańskim tangu jednak kwestie bycia wziętym pod opiekę lub opiekowania się kimś wyznaczają rytm akcji, podporządkowanej paradoksalnemu związkowi kruchości i cenności życia ukochanych osób.

Niemniej jednak nie oznacza to, iż nowa książka Jadowskiej to traktat fantastyczno-metafizyczny. W chwili bowiem kiedy Wiktoria wplącze się, powodowana ambicją i dumą, w kłopoty, zdesperowany Witkacy ruszy jej na pomoc, co skończy się niezbyt wygodną podróżą w Zaświaty, rozmową z prawie-disnejowskim niedźwiedziem, graniem na bębnie zrobionym przez Jimiego Hendriksa oraz przeganianiem duchów sowieckich żołnierzy.

Powieści udaje się zachować magię rytuałów przedstawionych z pieczołowitą dbałością o szczegóły. Powoduje to, że szamańskie praktyki smakują kontaktem z innością, chociaż trudno znaleźć w opisie Zaświatów głęboko ezoteryczne konstrukty świata. Mimo tego zagubiona pośrodku martwej pustyni indiańska wioska oraz jej przerażający mieszkańcy przywołują na myśl skojarzenia, przy zachowaniu proporcji, z Gaimanowskimi siedzibami zapomnianych bogów. Pojawia się nawet motyw gry o życie w szacho-warcabo-planszówkę! W konsekwencji ten, kto czytał Amerykańskich bogów z pewnością poczuje się jak w domu w domenie Praojca i Pramatki.

Innym jeszcze Gaimanowskim motywem jest połączenie okrucieństwa oraz wrażliwości, a także przewrotność, którymi charakteryzują się bogowie. Czyżbyśmy tym samym mogli mówić o ustabilizowaniu się pewnej konwencji opowiadania o kontaktach śmiertelników z boskimi istotami? Mam nadzieję, że nie – choć Sęp, opiekun Witkacego, mieści się w figurze bożego głupca, co czyni z niego ciekawego partnera dla szamana, o tyle postaci mściwych Przedwiecznych sprowadzone są do roli antagonistów, których sposób przechytrzenia urąga randze, jaką zajmują w hierarchii Zaświatów.

Ciekawiej przedstawieni są ludzie, którymi Witkacy jest otoczony w Toruniu. Wiktoria, czule przezywana Kurczaczkiem, to nastolatka z krwi i kości. Choć z powodów fabularnych przez większą część powieści pozostaje nieobecna, nieustannie towarzyszy akcji dzięki monologom narratora, w efekcie dając się poznać. Posiadająca szamański dar dziewczyna wydaje się na tyle wewnętrznie skomplikowaną postacią, iż uwiarygadnia brawurową akcję ratunkową Witkacego. O wiele bardziej interesującą postacią wydaje się mimo tego Konstancja, matka Wiktorii. Jako jedyna nie posiada magicznych predyspozycji, choć wykazuje zaskakującą umiejętność wybaczania, a także poświęcania się dla rodziny. Okazuje się tym samym, że powieść nie realizuje wyłącznie motywu kochającego ojca, ale i samotnej matki, której lęk o dziecko czy tęsknota za poczuciem bezpieczeństwa oddane są raptem w kilku gestach oraz słowach, niemniej jednak w sposób przekonujący.

Uważam jednak, iż o wiele mniej porywającym pomysłem jest ćwiczenie magii śmierci na cmentarzu ofiar przemocy wojennej. Opisując skutki wydarzenia, narrator popada w męczący, dydaktyczny ton, który nie przystaje do grozy miejsca, w jakim znajdują się bohaterowie szukający krnąbrnej córki Witkacego. Nie przystaje on nie dlatego, iż teren może stać się posępnym placem zabaw nekromantów, ale dlatego, że – ponadgatunkowo – zmarłym należy się szacunek większy niż trywialna pointa o okropnościach wojny, za którą idą niewyszukane inwektywy dotyczące nacjonalistycznego wandalizmu zwieńczone opisem duchów rozwścieczonych (bo jakżeżby inaczej?) sołdatów. Co więcej, wątek ten osnuto na samych kliszach. Trudno więc pozbyć się wrażenia, że jedynym powodem pojawienia się duchów radzieckich żołnierzy jest fakt, że w popkulturowej wyobraźni występują oni z reguły jako wykorzystane i nieświadome swego człowieczeństwa krwiożercze masy niosące zniszczenie, co czyni z nich poręczny symbol zarówno strasznego zła, jak i istot pragnących, by je uwolniono.

Należy jednak docenić fakt, iż powieść stara się stworzyć portret nietuzinkowej rodziny ustawionej na tle skomplikowanej rzeczywistości Thornu oraz współczesnej Polski, która, przedstawiona odrobinę w stylu gonzo-fantastycznym, przeraża, ale pozwala również uwierzyć w istnienie rzeczywistości alternatywnej. Być może tym samym opowieść Witkacego to obraz alegoryczny, gdzie szamana i szamankę można postrzegać jako figury dojrzewania i dorastania – do pewnych społecznych ról, do pewnych pełnokrwistych historii.

Magdalena Łachacz

Magdalena Łachacz, Rytuał opowiadania po szamańsku, „Creatio Fantastica” 2017, nr 2

Reklamy