Anna N. Wilk – Nie oglądaj dwa razy

9897858-kadr-z-filmu-baba-jagaRecenzja filmu: Baba Jaga (Don’t knock twice), reż. Caradog W. James, Wielka Brytania: Monolith Video, 2016.

Chloe (Lucy Boynton) nie miała przyjemnego dzieciństwa. Opuszczona przez matkę (Katee Sackhoff), która była uzależniona od alkoholu i narkotyków, wiele lat spędziła w sierocińcu. Kiedy rodzicielka powraca i próbuje naprawić zniszczone relacje, dziewczyna nie wierzy w szczerość jej intencji i postanawia nigdy nie prosić o pomoc. Nastolatka musi jednak zweryfikować swoją decyzję w momencie, gdy nieświadomie przywołuje potężnego słowiańskiego demona ‒ krwiożerczą Babę Jagę. Czy matka i córka się pogodzą i pokonają potwora? Horror o wybaczeniu, potędze matczynej miłości i zdolności do poświęceń… a przynajmniej takie plany mieli twórcy. Baba Jaga to opowieść o niemożliwej do wygrania walce filmu z małym budżetem, kiepskim aktorstwem, dziwnymi rozwiązaniami fabularnymi oraz lukami w scenariuszu.

Kim jest Baba Jaga? Większość czytelników tej recenzji może ją mylić z baśniową czarownicą, która zwiodła Jasia i Małgosię do swojego domku z piernika. Tak naprawdę to bohaterka słowiańskich utworów ludowych i wierzeń pogańskich; niewidoma (całkowicie lub częściowo) wiedźma-olbrzymka o dużym nosie i kościanej, niekompletnej nodze, co mieszka w chatce na kurzej nóżce i przemieszcza się w moździerzu. Znana jest z zamiłowania do praktyk kanibalistycznych (szczególnie zjadania dzieci), zdzierania skóry z ciał swoich ofiar na paski oraz wykorzystywania ich czaszek i kości do budowania elementów drzwi i płotu wokół domostwa. Posiada władzę nad zjawiskami pogodowymi i dzikimi zwierzętami. Istnieje wiele teorii na temat jej genezy; uznawana jest między innymi za antropomorfizację śmierci, jedno z wcieleń mitycznej „Pramatki”, pogańską boginię dzikiej przyrody i zaświatów, która żądała krwawych ofiar od swoich wiernych, a nawet za kapłankę, sprawującą pieczę nad rytuałem inicjacji młodych wojowników. Baba Jaga ma niesamowity potencjał interpretacyjny, dlatego szkoda, że w horrorze nie da się odnaleźć nawiązań do wspomnianych wyżej faktów folklorystycznych, nawet przy pomocy mikroskopu skradzionego z tajnego laboratorium CIA. Drogi czytelniku tej recenzji, niniejszym akapitem wzbogaciłam twoją wiedzę o Babie Jadze bardziej niż film, którego twórcy twierdzą, że jest jej poświęcony.

Nie zdziwiłabym się, gdyby najpierw powstał scenariusz Baby Jagi, a dopiero później dokonano wyboru imienia antagonistki poprzez pozwolenie, aby pies lub kot kogoś z załogi wybrał losowe hasło z encyklopedii. Scenarzysta Baby Jagi zrezygnował bowiem z większości cech charakterystycznych podanej wiedźmy-olbrzymki i wymyślił własne ‒ „straszniejsze”. Pozostawił jedynie motyw zjadania dzieci, charakterystyczny również dla innych postaci demonicznych, a w drugiej połowie horroru nagle przypomniał sobie, że Baba Jaga chyba mieszka w lesie. Sama filmowa bohaterka negatywna bardzo rzadko pojawia się na ekranie i jej wygląd aż błaga o większą dotację na efekty specjalne. Najwidoczniej, zdaniem osób odpowiedzialnych za charakteryzację i dekoracje, Baba Jaga to stara, wychudzona kobieta, upaćkana w czarnej farbie, która lubi stać w cieniu i dziwnie się wyginać.

W filmie pojawiają się, subtelne niczym uderzenia młota pneumatycznego, odwołania do motywu macierzyństwa i poświęcenia dla dziecka; matka głównej bohaterki nie tylko podejmuje się prób nawiązania więzi z dawno niewidzianą córką, ale również jest sławną rzeźbiarką i tworzy dzieła, przypominające wizerunki Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że wśród pozostałych postaci jest młoda kobieta z niemowlęciem oraz duch starej wiedźmy, o jakże symbolicznym imieniu „Mary” („Maria”). Gdyby to był dobry horror, podobne elementy mogłyby służyć do wytworzenia interesującej paraleli dla wydarzeń nadprzyrodzonych i wspomnianego wyżej mitycznego obrazu „Pramatki”. Niestety, widz nie ma do czynienia z dobrym horrorem. Filmowa postać Baby Jagi nie posiada żadnych powiązań z motywem macierzyństwa, a jakiekolwiek próby pogłębienia fabuły są druzgotane przez fakt, że aktorzy najwidoczniej dopiero przed chwilą dowiedzieli się o istnieniu ludzkich emocji. Obie panie, odtwórczynie głównych ról ‒ Boynton i Sackhoff ‒ mogą pochwalić się dość dużym dorobkiem filmowym i serialowym, dlatego zdumiewa poziom amatorszczyzny w Babie Jadze. Szczególnie bolesne jest obserwowanie działań bohaterki granej przez Sackhoff, znanej z serialu Battlestar Galactica, która najwidoczniej na potrzeby horroru opanowała metodę aktorską Stevena Seagala, czyli „wiele emocji ‒ jeden wyraz twarzy”.

Aktorstwo jest drewniane (nie obrażając drewna), muzyka irytująca lub niezauważalna, a fabuła zwyczajnie bezsensowna. Zachowanie postaci wielokrotnie pozostaje nieumotywowane, stając się frustrującą zagadką dla widza. Jedyny dostrzegalny plus to efekty specjalne, które są źródłem niezamierzonego komizmu, gdy odbiorca uświadamia sobie, co próbowano osiągnąć (moim faworytem jest scena zjadania dziecka, odgrywanego przez osobę dorosłą, aby biedna Baba Jaga nie musiała się pochylać). Nie pomaga fakt, że twórcy starają się kreować atmosferę grozy poprzez zabawę kolorystyką oraz filtrami w kamerze. Podczas seansu zastanawiałam się, czy ktoś z załogi jest świadomy, że istnieją inne odcienie niż mrok, mroczna czerwień, mroczna szarość i mroczny mrok. Sposób kręcenia horroru wywołuje skojarzenia z poszatkowaną kapustą ‒ człowiek wie, że po połączeniu elementów powinna wyjść jakaś w miarę logiczna całość, ale jest za bardzo pocięta, aby wyłapać pasujące do siebie kawałki.

Film idealny dla ludzi, którzy lubią podczas seansu rozmawiać, bawić się komórką, czy w ogóle odejść od ekranu i pójść zrobić sobie kanapkę lub coś do picia. Proponuję włączyć Babę Jagę, wyjść z mieszkania i wrócić dopiero po półtorej godziny.

Anna N. Wilk

Anna N. Wilk, Nie oglądaj dwa razy,  „Creatio Fantastica” 2017, nr 2.

Reklamy