Barbara Szymczak-Maciejczyk – Awantura o Emmę

potworna rodzinkaRecenzja filmu: Potworna rodzinka [Happy Family], reż. Holger Tappe, Niemcy, Wielka Brytania: Ambient Entertainment GmbH, United Entertainment, Mack Media, Agir, Timeless Films 2017.

Koniec października to termin, w którym straszne produkcje wyrastają w kinach jak grzyby po deszczu. Od pewnego czasu ta tendencja jest widoczna również wśród filmów animowanych, o czym świadczą choćby tegoroczne premiery: Potworna rodzinka, Między nami wampirami czy Coco. Pierwszy z tych tytułów miał swoją premierę w ubiegły piątek.

Rodzina Sielskich to zwykła, czteroosobowa grupa niemal obcych sobie ludzi. Emma jest szalenie niezdarną, ale pełną dobrych chęci matką, której „złote myśli” doprowadzają potomstwo do szału. Frank to głowa rodziny – zapracowany, zostający po godzinach i marzący o wakacjach facet-niedojda. Jego supermocą (zarówno ludzką, jak i potworną) są… cuchnące gazy, które pojawiają się w filmie zdecydowanie zbyt często – nie bawiąc ani dorosłych, ani dzieci. Do tej (nie)szczęśliwej gromadki należy jeszcze para dzieci: nastolatka Fay i Max, będący w bliżej nieokreślonym wieku. Dziewczyna jest – oczywiście – bardzo ładna i nieśmiała w kontaktach z płcią przeciwną. Na linii Emma – Fay dochodzi nieustannie do niebezpiecznych spięć. Z kolei Max to szkolny kujon dręczony przez osiłka. Brzmi znajomo? Powinno.

Sytuacja komplikuje się w momencie, w którym Dracula postanawia przeistoczyć Emmę w wampira i ożenić się z nią (a jakżeby inaczej!). Uwolniona po tysiącletnim pobycie w uwięzieniu Baba Jaga nieprawidłowo rzuca zaklęcie, przez co cała rodzina przemienia się w istoty, których kostiumy mają na sobie bohaterowie: Emma staje się seksowną wampirzycą w lateksie, Frank zmienia się w coś pomiędzy potworem (nomen omen) Frankensteina a Hulkiem, Fay zostaje mumią, a Max – krzyżówką wilkołaka i psa.

Potworna rodzinka miała potencjał: producenci wykorzystali powszechnie znane „straszne” postaci, które od pewnego czasu pojawiają się już w filmach dla najmłodszych (wystarczy pomyśleć o takim hicie jak Hotel Transylwania i jego kontynuacji czy o wiele starszym Scooby Doo na Wyspie Zombie), poruszyli trudny temat rozpadu rodziny (Emma poważnie rozważa opuszczenie najbliższych i wyjście za Draculę), osadzili akcję w popularnych miejscach (Nowym Jorku, Londynie i na egipskiej pustyni) i tak dalej. Niestety, to nie wystarczyło.

Twórcy Potwornej rodzinki – w oryginale Happy Family – prawdopodobnie mieli w zamiarze powtórzyć sukces powszechnie znanych i lubianych produkcji. Jednak po tylu latach gacek zjadający woskowinę z uszu nie bawi już tak, jak Shrek robiący z niej świecę.

Podczas seansu nie można oprzeć się wrażeniu, że jedyną postacią, która faktycznie stara się coś zrobić, jest Emma. Tak naprawdę cały film mógłby być poświęcony jej: jako matce dzieci w trudnym wieku, niedocenionej żonie i niespełnionej zawodowo właścicielce księgarni. To właśnie ona próbuje zjednoczyć rodzinę, ona goni Babę Jagę (okej, to jest jeden z niewielu zabawnych momentów), ona – w swoim mniemaniu dla dobra rodziny – przyjmuje oświadczyny Draculi (kolejne clichée: wampir rozbudzający seksualnie kobietę – na co wskazuje nie tylko jej wampirzy strój, za który fanki tego typu ubioru z pewnością by zabiły, ale także dość nieudolnie odtańczone tango). Na niekorzyść tej postaci przemawia jednak niesamowicie irytujący polski dubbing, odbierający jej charakter.

Słowo się rzekło – film traktuje o rozpadzie rodziny. Mamy więc kilka typowych figur, których wykorzystanie mogło przynieść pewne korzyści dla produkcji, ale w rezultacie tylko dodatkowo ją pogrążyło. Jak się przekonujemy – happy end jest przecież oczywisty, wystarczy spojrzeć na oryginalny tytuł – Emma zamiast Draculi wybiera Franka (co jest absurdalne, patrząc na jego kreację), rodzeństwo zaczyna się dogadywać, a cały kwartet finalnie staje się jedną wielką, wyluzowaną i szczęśliwą rodziną.

Potworna rodzinka ma jednak kilka plusów i zdecydowanie należą do nich modelki obłapiające pana zielonego, mumia z przerostem ego i snobistyczno-bubkowaty Dracula zażywający kąpieli odmładzających i posiadający samolot, którego nie powstydziłby się sam Batman. Także pojawianie się i znikanie rymującej Baby Jagi może wywołać na twarzy uśmiech – zwłaszcza gdy, poniesiona niewłaściwym zaklęciem, znów pojawia się w najgorszym możliwym miejscu. Niestety, kilka uśmiechów w ciągu półtorej godziny to nie jest powód, dla którego warto obejrzeć tę animację.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Awantura o Emmę, „Creatio Fantastica”, nr 2 (75).

Reklamy