Anita Całek – Lista słusznie ocalonych, czyli wielki powrót Jarosława Grzędowicza

azylRecenzja książki: Jarosław Grzędowicz, Azyl, il. Vladimir Nenov, Lublin – Warszawa: Fabryka Słów 2017 ISBN: 978-83-7924-7964-265-6, ss. 347.

Dobrze w roku jubileuszu trzysiestopięciolecia pracy twórczej autora Pana Lodowego Ogrodu dostać do ręki właśnie taki zbiór jego opowiadań. Dobrze nie tylko z punktu widzenia literaturoznawcy (któremu niesłychanie ułatwia to pracę), ale i zwykłego czytelnika, dla którego z pewnością ciekawe będą również autokomentarze Grzędowicza przybliżające okoliczności powstania danego tekstu (do czego autor zdążył nas już przyzwyczaić). Azyl to zbiór mieszczący osiem opowiadań pochodzących z lat 1982-2009 (Azyl dla starych pilotów, Ruleta, Twierdza Trzech Studni, Śmierć szczurołapa, Dom na Krawędzi Światła, Enter i jesteś martwy, Rozkaz kochać! i Chwila przed deszczem) oraz jedną mikropowieść z roku 1991 (Przespać piekło). Można go nazwać prawdziwym repozytorium pomysłów, z których wiele zostało rozwiniętych lub inaczej ukształtowanych w kolejnych tekstach pisarza1; stałym elementem jego twórczości okazuje się też zainteresowanie dystopiami, a także diagnozowanie zagrożeń związanych z nowoczesnymi technologiami. Chociaż teksty zostały już wcześniej wydane w czasopismach i tomach zbiorowych, po raz pierwszy ukazują się razem, dopełniając publikacje już wydane w Fabryce Słów, które razem z poprzednimi tworzą dziewięciotomową serię – jak znalazł na jubileusz, który autor świętował dwudziestego czerwca w Warszawie.

Tomem tym Grzędowicz wraca zdecydowanie do mojego osobistego panteonu wielkich pisarzy fantastyki, z którego na moment został wyproszony po opublikowaniu niedopracowanego, pełnego usterek i powszechnie skrytykowanego Helu-3. Po traumatycznym doświadczeniu rozczarowania powieścią, na którą trzeba było czekać pięć lat, Azyl budził we mnie chyba więcej lęku niż radości. Bałam się, że skoro trzymam w ręku opowiadania, które pisał osiemnastolatek, w dodatku – według deklaracji pisarza – pozostały one w oryginalnym kształcie, to znów czeka mnie dysonans poznawczy, a dobra opinia o pisarstwie Grzędowicza ponownie zostanie wystawiona na szwank. Równocześnie jednak miałam nadzieję, że lektura jego tekstów będzie ucztą estetyczną i intelektualną, bowiem jest to twórca obdarzony wyjątkowo lekkim piórem, piszący tylko wówczas, gdy istotnie ma coś do powiedzenia2. Sięgając po jego teksty, czytelnik może być pewien, że wejdzie w świat, który zakwestionuje jego przekonania i nawyki poznawcze, a rzeczywistość ujawni mu się jako eksperymentalne pole badawcze do testowania rozmaitych hipotez i założeń.

Naprawdę się nie zawiodłam, co więcej – lektura tak różnych i rozproszonych w czasie opowiadań przypominała oglądanie cudzego albumu ze zdjęciami (albo pudełka, o którym pisze autor w krótkim wstępie do tomu zatytułowanym nieprzypadkowo Lista zaginionych). Obok siebie, tworząc kolorową mozaikę tematów i światów, współistnieją: fantastycznonaukowa, naszkicowana zaledwie, lecz już dystopijna Ruleta z 1982 roku i późniejsza, znacznie dojrzalsza, poruszająca wizja pośmiertnej egzystencji z Domu na Krawędzi Światła; na podobnych zasadach „baśniową postapokalipsę” z 2009 roku poprzedza opowiadanie z ducha transhumanistyczne, chociaż napisane na początku lat dziewięćdziesiątych. Dziewięć tekstów to dziewięć bardzo różnych wyobrażeń rzeczywistości, dziewięć propozycji niepokojących i zaskakujących zarazem, tak fabularnie, jak i konstrukcyjnie. Dodając do tego wstęp będący autokomentarzem na temat „artysty w wieku młodzieńczym”3, otrzymuje się dziesięć różnorodnych portretów Grzędowicza-pisarza rozłożonych w czasie, którym towarzyszą trafnie dobrane i równe niepokojące ilustracje Vladimira Nenova.

To niestety ostatnia strona Azylu – stwierdzam z żalem. W głowie pełno myśli i obrazów, niby już nie czytam, a jednak nadal nie mogę wrócić do rzeczywistości. Jestem zdziwiona i zaskoczona, bo to przecież tom opowiadań, a nie pełnowymiarowa fabuła na miarę czterech części Pana Lodowego Ogrodu. Może dlatego czuję się jak po zejściu z karuzeli – między współczuciem, żalem, strachem, złością na zbyt okrutną rzeczywistość, zrozumieniem i sympatią dla bohaterów. Trudno bowiem nie współodczuwać z nimi w momentach, gdy stoją samotnie wobec świata zmuszającego ich do nieustannego przekraczania granic poznania, oczekiwań czy nawet egzystencji (zawsze w stronę nieznanego). Równocześnie empatia powoduje we mnie samej skrajne emocje, jeśli bowiem wchodzę z nimi w tę zazwyczaj wrogą rzeczywistość, muszę w końcu sama stawać twarzą w twarz z różnymi wariantami Ostateczności (w domu na Krańcu Świata, na górze w momencie Apokalipsy, wobec śmierci własnej lub cudzej – a to nie jedyne doświadczenia graniczne, z jakimi przychodzi się bohaterom zmierzyć). I wierzcie mi, nie jest to ani łatwe, ani przyjemne.

A jednak mogłabym czytać dalej, gdyby jakieś „dalej” było możliwe – bo odkładając Azyl na półkę mam poczucie, że spotkałam tego samego Grzędowicza, którego znam i lubię z poprzednich utworów. Że znów zadał mi niełatwe pytania, wybił z codzienności, wzbudził szacunek dla cudzego heroizmu i zaprosił do spotkania z Innym w dokładnie tym samym duchu, który oczarował mnie w postaci Vuko Drakkainena. Szkoda że tę całość zamyka Posłowie Krzysztofa Sokołowskiego, napisane jednak w formie entuzjastycznej recenzji (moim zdaniem wystarczyłaby Nota edytorska lub informacja o roku i miejscu wydania pod tekstami – tylko tego w tomie mi zabrakło); komentarz ten brzmi laurkowo i niewiele wyjaśnia, a eufemistyczne nazwanie Helu-3 „docieraniem do granic” fantastyki jest sporym nadużyciem. A przecież opowiadania zebrane w Azylu naprawdę rekomendacji nie potrzebują, bo doskonale bronią się same: jakością języka, głębią refleksji, sensownością i aktualnością pytań, nawet tych stawianych przed kilkunastu laty a mimo to nienaruszonych zębem czasu.

Najnowszy tom opowiadań Grzędowicza mogę zatem szczerze polecić zarówno wielbicielom prozy tego autora, jak i nowym czytelnikom, dla których będzie to okazja do poznania polskiej literatury fantastycznej. Pierwsi odnajdą w tekstach powstających na przestrzeni dwudziestu siedmiu lat twórczości ten sam, charakterystyczny dla pisarza antropologiczny model bohatera heroicznego (pozbawionego patosu, ale jednak na swój sposób dzielnego i moralnego) oraz fascynację światami możliwymi (których różne wersje Grzędowicz stawia przed nami, nie kryjąc inspiracji a to fantastyką socjologiczną, a to klasycznymi dystopiami, a to Biblią czy też twórczością Stanisława Lema, Ursuli K. Le Guin, Isaaca Asimova i wielu innych). Drugich może zachwycić piękny styl, sprawność konstrukcyjna i zaskakujące zakończenia oraz nieustanne wystawianie na próbę przyzwyczajeń i oczekiwań czytelników.

Grzędowicz w lustrze tych opowiadań pozostaje wciąż sobą, a jednak ewoluuje (warsztatowo i intertekstualnie). Nie bawi się w literaturę, nie igra z nią jak wielu postmodernistów (chociaż z pewnością ich czyta – o rozległości jego lektur świadczy zaplecze intelektualne tekstów), tylko po prostu ją tworzy: pisze, proponując ważne tematy i sensownie dyskutując o problemach tak świata, jak i człowieka. Na poważnie, z intelektualnym zacięciem i pisarską finezją. I za to zasługuje na laury oraz laudacje, niezależnie od swego jubileuszu.

1 Do wątku szczurołapa – w zupełnie innym kontekście – powróci autor w Panu Lodowego Ogrodu.

2 W czym zgadzam się zupełnie z Piotrem Staniewskim, który zdanie to wygłosił jako pierwszy podczas jubileuszu 35-lecia pracy twórczej Jarosława Grzędowicza.

3 To oczywiście aluzja do autobiograficznej powieści J. Joyce’a Portret artysty w wieku młodzieńczym (1914).

Anita Całek

Anita Całek, Lista słusznie ocalonych, czyli wielki powrót Jarosława Grzędowicza, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy